zostać wikingiem
Doszły mnie słuchy, że spore grono moich czytelników to kobiety. Niezmiernie mnie to ucieszyło. Oznacza to bowiem, że piszę o samochodach w sposób, jakiego nie jest w stanie zaakceptować i zrozumieć większość mężczyzn. Nie ma tu śrubek, wałów, zębatek, kolektorów i tłumików. A właśnie takie drobiazgi rajcują tzw. fanów motoryzacji. Tymczasem zdaniem kobiet wcale nie o to chodzi. Rzecz w tym, żeby auto miało duszę i osobowość, żeby kierowca czuł z nim pewien rodzaj więzi, żeby nas wyrażało i wyróżniało zarazem. Dlatego uważam, że to kobiety powinny wybierać samochody swoim facetom. Pozwólcie jednak drogie Panie, że w tym miejscu udzielę Wam kilku cennych wskazówek.
Otóż musicie zdać sobie sprawę, że w życiu każdego mężczyzny przychodzi moment, kiedy odczuwa nagłe pragnienie przedłużenia sobie ego przy pomocy odjazdowego auta. Jeżeli wpada na pomysł, że będzie to peugeot 308 CC, od razu możecie się spakować i wyprowadzić z domu, bo to oznacza, że kombinuje na boku z instruktorem fitnessu. Gdy zaś przebąkuje sobie coś o porsche bez dachu, możecie być spokojne - po jednym dniu jazdy w słońcu jego łysina będzie miała kolor tyłka pawiana i szybko pozbędzie się auta. Gorzej, gdy skłania się ku mercedesowi, bo to oznacza, że chce wyglądać na starszego o 20 lat i bogatszego o 20 mln, niż jest w rzeczywistości, i prędzej czy później pół dnia spędzał będzie na parkingu pod żeńskim gimnazjum. Niegłupią alternatywą wydaje się jakieś małe miejskie auto w usportowionej odmianie, np. clio RS czy polo GTI. Ale czy pochwaliłybyście się koleżankom, że Wasz mąż jeździ clio? Równie dobrze mogłybyście obwieścić, że nosi stringi.
Prawda jest taka, że samochodów będących lekarstwem na męski kryzys wieku średniego, ale jednocześnie zapewniającym poczucie bezpieczeństwa ich kobietom, nie ma zbyt wiele. W zasadzie jest tylko jeden - nazywa się jeep wrangler i wygląda tak, jakby przeniósł się w czasie z lat 50. ubiegłego wieku. To gigantyczna zaleta, bo to auto po prostu się nie starzeje. Za 10 lat można skłamać, że wczoraj odebrało się go z salonu i wszyscy w to uwierzą. Oprócz "fanów motoryzacji" rzecz jasna - ci w sekundę odkryją kłamstwo, bo przecież w modelu 2022 wycieraczka tylnej szyby jest o centymetr krótsza niż w wersji z 2012 r. Ale nikogo innego to nie obchodzi.
Gdybym miał opisać wranglera obiektywnie, porównując go do innych kosztujących 150-160 tys. samochodów, już w pierwszym zdaniu skończyłyby mi się synonimy słów "beznadziejny" i "dramatyczny". Na normalnych drogach prowadzi się go gorzej niż psa ze schroniska - wszędzie ucieka. Wykonanie manewru wygląda tak: obracacie koło kierownicy, liczycie do dwudziestu, a auto dopiero zaczyna zmieniać tor jazdy. Końcówkę drążka kierowniczego (serdecznie przepraszam za to słowo) wranglera wsadzono prawdopodobnie w masło. Zawieszenie? W wersji dwudrzwiowej z krótkim rozstawem osi auto nie jedzie, tylko przeskakuje z miejsca na miejsce. Gdy za szybko pokonałem próg zwalniający na warszawskich Bielanach, zatrzymałem się dopiero przed Bydgoszczą.
Prawda jest taka, że na tle nowoczesnych, dopracowanych w każdym detalu SUV-ów jeep wygląda tak, jak łódź wikingów przy jachcie Romana Abramowicza. A mimo to jest wspaniały. Głównie dlatego, że budzi w facetach pierwotne instynkty. Znam człowieka, któremu żona wstawiła walizki za drzwi po tym, jak okazało się, że chadza na manicure i depilację woskiem oraz prenumeruje "Cosmopolitan". Podpowiedziałem mu terapię wranglerem. Już następnego dnia wybrał się na polowanie i gołymi rękoma ukatrupił dzika. A gdy został poproszony o kupno drewna do kominka, nie zamówił go tam, gdzie zwykle, tylko wziął siekierę i wykarczował pół hektara lasu. Po tygodniu jeżdżenia jeepem wyrzucił swojego białego iPhone’a, depilator zamienił na brzytwę, a ukochane dotychczas martini z oliwką - na tequilę. Tak bardzo jeep zmienił jego życie i charakter.
Choć wrangler jest narzędziem prostym jak młotek, ma więcej charakteru niż wszystkie pozostałe auta razem wzięte. Człowiek się z nim związuje, staje się jego częścią, a nawet darzy go szacunkiem. A to - przyznacie sami - uczucie niespotykane, jeżeli chodzi o samochody. Co więcej, to auto spodoba się także Wam, drogie Panie. Ma automatyczną skrzynię biegów, wspomaganie tego i owego oraz parę elektrycznych dodatków, dzięki którym jazda nim jest bezstresowa. Za jego kierownicą nie będziecie miały zmartwień typu: "O Boże, chyba nie wyhamuję przed tym samochodem przede mną". Bo w takim wypadku wrangler po prostu po nim przejedzie, a Wam nawet włos z głowy nie spadnie. Po takim zdarzeniu każde inne auto należy odstawić do blacharza i lakiernika. A wranglerem wraca się do domu i parkuje go w garażu.
Niestety, obawiam się, że gdy zaproponujecie swoim facetom zakup jeepa, to kategorycznie odmówią. Oficjalnie będą się wykręcali dużym zużyciem paliwa, fatalną poręcznością etc. W rzeczywistości jednak będzie chodziło im o zupełnie co innego - o to, że za kierownicą wranglera będziecie wyglądały jeszcze seksowniej niż oni.
@RY1@i02/2012/251/i02.2012.251.18600090a.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2012/251/i02.2012.251.18600090a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu