Panta rhei
Sukces bardzo często prowadzi do megalomanii, a ta szybko zamienia się w porażkę. Dotyczy to przede wszystkim ludzi show biznesu. Na przykład Borysa Szyca wszyscy zawsze chętnie oglądali, kochali i podziwiali. Tak długo używano wobec niego przymiotników "przystojny" i "zdolny", że w końcu sam uwierzył, iż jest polskim Bradleyem Cooperem i postanowił zagrać w polskiej wersji kultowej komedii "Kac Vegas". Niestety różnica między "Kac Wawa" a amerykańskim oryginałem okazała się większa niż dystans dzielący stolicę Polski od stolicy światowego hazardu. Cooper z Vegas był zabawny i inteligentny, Szyc z Wawy okazał się żenujący.
Podobnych historii, w których megalomania okazała się etapem pośrednim między sukcesem a porażką, jest więcej. Doświadczyły tego także koncerny motoryzacyjne. Dekadę temu szef Mercedesa Juergen Schrempp stwierdził, że klasa S to obciachowe auto i prawdziwym biznesmenom postanowił zaserwować coś znacznie lepszego - Maybacha. Problem w tym, że Schrempp miał specyficzny gust - łączący styl królowej Wiktorii z kiczem a la Jola Rutowicz. Efektem tego był pretensjonalny samochód kosztujący u nas 2 mln zł, którego wygląd można było pogorszyć już tylko w jeden sposób - wymiotując na niego. Wnętrze wykonane w stylu przedsionka Pałacu Buckingham od nowości zalatywało naftaliną. Nic dziwnego, że to "arcydzieło na kołach" sprzedało się w liczbie zaledwie 3 tys. egzemplarzy, i to w ciągu 10 lat. Mercedes musiał w końcu podjąć męską decyzję - w przyszłym roku kończy produkcję Maybacha.
Zdarza się jednak, że motoryzacyjne produkty, po których ewidentnie widać megalomańskie zapędy ich twórców, okazują się sukcesem. Zdobywają nie tylko klientów, lecz także rozgłos, sławę i szacunek. Tak jest między innymi z Toyotą Land Cuiser V8. Myśląc racjonalnie, to auto nie miało prawa powstać w firmie, która od 15 lat próbuje wbić nam do głów, że przyszłością są hybrydy. Na obłudę zakrawa to, że z jednej strony Toyota wytwarza Priusa emitującego mniej niż 100 g dwutlenku węgla na kilometr, a z drugiej - produkuje trzytonowego kolosa z silnikiem benzynowym o pojemności 4,6 l i oficjalną emisją CO2 na poziomie 308 g. Oficjalną, bo rzeczywista jest zdecydowanie wyższa - podejrzewam, że jadąc autostradą do Trójmiasta, co kilometr wyrzucałem do atmosfery kilogram dwutlenku węgla. Reasumując - decydując się na Land Cruisera V8, Toyota zachowała się jak radykalny aktywista ekologiczny, który najpierw przykuł się do buldożera niszczącego brazylijskie lasy deszczowe, a następnie spuścił z niego olej i ropę prosto do Amazonki. I za to dażę tę firmę ogromną sympatią.
W czasach gdy na drzewach siedzi więcej ekowariatów niż wiewiórek, każdy produkt płynący pod prąd lansowanemu nurtowi jest na wagę złota. Land Cruiser śmieje się w twarz wszystkim tym, którzy dzisiaj stawiają na - jak sami pieszczotliwie mówią - "małe, oszczędne i praktyczne autka". Trudno opisać słowami, jak bardzo land jest wielki. Wygląda jak mały dom jednorodzinny na kołach. Jego lusterka zewnętrzne po zdemontowaniu możecie powiesić sobie w garderobie, a podłokietnik między przednimi fotelami kryje większą lodówkę niż ta, którą mam w domu. Równie imponujące jest wykończenie - niby to jedna z najlepszych terenówek z prawdziwego zdarzenia na świecie, a mimo to pachnie luksusem - skórą, drewnem, aluminium. Jakość montażu? W pobliżu auta można zdetonować granat i nie odpadnie od niego nawet podkładka pod tablicę rejestracyjną. Silnik? Blisko 320 koni upchane w 8 cylindrach, rozpędzające giganta do setki w niespełna 9 sekund.
Czas na wrażenia z jazdy, choć w przypadku LC są to raczej wrażenie z pływania. Jego zawieszenie jest tak miękkie, że podczas szybszej jazdy po wybojach istnieje realna groźba, że część pasażerów złapie chorobę morską. Niewiele pomaga utwardzenie zawieszenia przyciskiem "sport" przy skrzyni biegów - równie dobrze możecie próbować utwardzić materac, wypychając go watą. Mocniejsze hamowanie zawsze kończy się tak dużym "nurkowaniem", że wydaje się wam, iż klocki i tarcze hamulcowe zamontowano tylko z przodu i zaraz - niczym na rowerze - staniecie dęba. Mimo to auto urzeka komfortem, który gwarantuje, że na równej autostradzie rozpędzi się bez problemu do 200 km/h.
Prawdziwe cuda potrafi jednak zdziałać w terenie. Niestety nie jestem wystarczająco kompetentny, by rozpracować wszystkie mechanizmy, które za to odpowiadają. Wiem tyle, że na desce rozdzielczej jest mnóstwo przycisków odpowiadających za działanie AVS, x-AHC, A-TRC, Multi-Terrain Select, Tyre Angle Display czy Crawl Control. Znacznie więcej na ten temat dowiecie się od VIP-ów z ONZ i NATO. Od lat jeżdżą land cruiserami po najodleglejszych zakątkach świata. Mają kilkaset takich aut i twierdzą, że jeszcze żaden egzemplarz się nie zepsuł i nie zakopał w błocie. To najlepsza rekomendacja dla tego samochodu. I oby tylko Szyc go nie kupił, bo popsuje mu renomę.
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600070b.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.18600070b.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu