Będziesz Mnie Wielbił
W ubiegłym tygodniu minęło 20 lat od uruchomienia pierwszej sieci komórkowej w Polsce. To przypomniało mi mój pierwszy telefon - nokię 8110. Dokładnie taką, jaką otrzymał Neo od Morfeusza w pierwszej części "Matriksa". Ze względu na łukowaty kształt model ten nazywany był bananem. Zresztą rozmiarami i wagą również przypominał owoc, tyle że arbuza. Za to potrafił wysyłać SMS-y, co było największą rewolucją w komunikacji od czasów wynalezienia telegrafu w początkach XIX wieku.
Dzisiejsze komórki mają rozmiar poziomki, a mimo to, oprócz SMS-ów, potrafią wysyłać i odbierać e-maile, z powodzeniem służą za nawigację, odtwarzacz muzyki i wideo oraz robią tak dobre zdjęcia, że można publikować je w "National Geographic". Komórki są tak dobre, że podobno Steven Spielberg doszedł do wniosku, że jednym z modeli Samsunga nakręci swój najnowszy film. Ta technologiczna ewolucja doprowadziła w końcu do tego, że to nie my sterujemy telefonami, a one nami i naszym życiem. Znam kilka osób, które gdy wyładuje im się bateria w komórce i akurat nie mają możliwości podłączenia jej do ładowarki, muszą przyjmować antydepresanty.
Podobne rzeczy zaczynają się dziać w świecie samochodów. Szpikuje się je taką ilością elektroniki, że prowadząc niektóre modele, można odnieść wrażenie, że to nie my kierujemy nimi, a one nami. Są już auta, które dzięki procesorom IBM, radarom NASA i małym chińskim rączkom, które składają wszystko w całość, wyręczają kierowcę w przyspieszaniu i hamowaniu, a nawet pomagają mu w utrzymaniu się na właściwym pasie ruchu. Inżynierowie twierdzą, że to bardzo bezpieczne i w przyszłości doprowadzi do całkowitego wyeliminowania zjawiska pt. "wypadek". Równolegle pracują nad usunięciem zjawiska "spaliny", produkując te wszystkie elektrowozy, hybrydy, prototypy napędzane końskimi odchodami etc.
Obawiam się jednak, że jedyną rzeczą, jaką w procesie tej technologicznej ewolucji uda się koncernom wyeliminować, będzie "przyjemność z jazdy". Samochody już stają się nudne, pozbawione charakteru, przewidywalne jak przemówienia prezesa PiS i sztuczne jak uśmiech prostytutki. Szczerze mówiąc, znam tylko kilka marek, które zdecydowały się wydać miliardy euro na to, aby ich auta, pomimo ekologicznego i politycznego terroryzmu, dawały frajdę z jazdy. Jedną z nich jest BMW. A w szczególności jego model 5 ActiveHybrid, czyli popularna "piątka" w wersji z 335-konnym napędem spalinowo-elektrycznym.
Przewaga BMW nad innymi markami polega na tym, że tutaj możecie wyłączyć absolutnie wszystkie elektroniczne wspomagacze i poczuć, jak z emocji robi się wam mokro w spodniach. 5 ActiveHybrid jest tak szybka, że gdy wciskacie pedał gazu w podłogę, wasza nowoczesna komórka automatycznie przechodzi w tryb "samolot". Nikt się do was nie dodzwoni, więc będziecie mogli cieszyć się bez ograniczeń napędem na tylną oś, perfekcyjnym układem kierowniczym i idealnym rozkładem masy przypadającej na przednią i tylną oś auta. Choć to hybryda, układ wydechowy wydaje z siebie dźwięki, jakby dostrajał go zespół Rammstein. Skrzynia biegów ma osiem przełożeń, w dodatku możecie sami je zmieniać łopatkami przy kierownicy. A gdy już przejdzie wam ochota na szaleństwo, włączycie tryb eco i spokojnie, bezpiecznie, spalając zaledwie 10 litrów paliwa, udacie się po dzieci do przedszkola.
To auto ma dwie dusze. Ta oficjalna, ekologiczno-bezpieczna jest jak habit zakonnicy - budzi zaufanie, szacunek, uspokaja sumienie. Ale pod tym habitem czai się miss nastolatek, która zawodowo uprawia akrobatykę, więc na pewno do waszego życia nie wkradnie się nuda. Po prostu drugą duszę BMW zaprzedało diabłu, który zdaje się cały czas siedzieć w fotelu pasażera i podszeptywać wam do ucha: "Więcej czadu!".
@RY1@i02/2012/125/i02.2012.125.18600100a.803.jpg@RY2@
@RY1@i02/2012/125/i02.2012.125.18600100a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu