Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Mały, ale jary

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

W ostatnich tygodniach sporo jeżdżę po Polsce i muszę przyznać, że jest to coraz przyjemniejsze zajęcie. Te wszystkie nowe drogi pobudowane czy wyremontowane na Euro 2012 wyglądają fantastycznie i na samą myśl o tym, że z centrum Warszawy do Poznania mogę dojechać w niewiele ponad dwie godziny, z podniecenia dostaję gęsiej skórki. Bo jeszcze miesiąc temu pokonanie tej trasy zajmowało dwa dni - najpierw drogami krajowymi trzeba było dojechać do Strykowa pod Łodzią, a to nie tylko długo trwało, lecz także kosztowało mnóstwo nerwów. Po przedarciu się przez Grodzisk Mazowiecki, Łowicz i Sochaczew należało udać się do psychiatry, połknąć całą fiolkę antydepresantów, popijając je butelką whisky, przespać się w jakimś motelu i dopiero następnego dnia kontynuować podróż. Tymczasem dzisiaj poruszanie się między stolicami Mazowsza i Wielkopolski jest równie stresujące, co wylegiwanie się na plaży na Mauritiusie. Pod jednym warunkiem - że na trasie nie spotkacie kierowcy w małym samochodzie.

Ja spotkałem. Nie ufam kierowcom w małych samochodach. Bo najczęściej kupują je z dwóch powodów: albo nie stać ich na nic większego, albo potrzebują pojazdu do miasta. W pierwszym przypadku wybierają tanie małe auto z najmniejszym silnikiem i - ponieważ muszą oszczędzać - jeżdżą nim bardzo wolno, utrudniając tym samym drogową egzystencję innym. W drugim - latami poruszają się wyłącznie po mieście, po czym pewnego dnia wpadają na genialny pomysł wybrania się autostradą do Poznania. I kończy się to katastrofą.

Oczywiście nie wszystkie małe samochody z definicji są złe. Taki Mini Cooper S, Renault Clio Sport czy Citroen DS3 to doskonałe auta - choć mają rozmiar pudełka po butach. Są mocne, szybkie i wydzielają do atmosfery równie dużo dwutlenku węgla co ich znacznie więksi pobratymcy. Problem w tym, że są drogie, więc praktycznie się nie sprzedają.

Pewnego rodzaju złotym środkiem może się okazać Toyota Yaris w wersji z blisko 100-konnym silnikiem 1,3. Gwarantuje on przyzwoitą dynamikę, zużywając jednocześnie rozsądne ilości paliwa - w mieście udało mi się osiągnąć wynik 7 litrów. Układ kierowniczy i zawieszenie w tym aucie zaprojektował ktoś, kto najwyraźniej lubi ostrą jazdę, bo auto prowadzi się nadspodziewanie stabilnie nawet przy autostradowych prędkościach. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka miesięcy światło dzienne ujrzała wyczynowa wersja Yarisa, z silnikiem o mocy zbliżonej do 180 koni. Seryjne podwozie spokojnie da sobie radę z ujarzmieniem takich tabunów.

Jak na miejskie auto macie tu także sporo miejsca i bardzo dobre wyposażenie - w kosztującej ok. 55 tys. zł wersji Dynamic dostajecie automatyczną klimatyzację, fotele częściowo wykończone skórą, a nawet kamerę cofania, nie wspominając o elektrycznie sterowanym tym i tamtym. Za drobną dopłatą możecie się cieszyć nawet panoramicznym dachem i nawigacją.

Oczywiście to małe, lekkie, niedrogie auto, więc cudów nie ma co oczekiwać - przy wyższych prędkościach jest głośno, a gdy wieje boczny wiatr i nie trzymacie mocno kierownicy, możecie niespodziewanie znaleźć się na sąsiednim pasie ruchu. Ponadto macie wrażenie, że auto zaczyna się w miejscu, gdzie trzymacie kolana, a kończy mniej więcej na wysokości waszej kości ogonowej. Nie znaczy to jednak, że jest niebezpieczne - na pokładzie znajduje się siedem poduszek powietrznych, więc w razie kraksy zostaniecie nimi otuleni niczym puchową kołdrą. A kolejny samochód kupicie już o rozmiar większy.

@RY1@i02/2012/120/i02.2012.120.186001000.805.jpg@RY2@

newspress

@RY1@i02/2012/120/i02.2012.120.186001000.806.jpg@RY2@

Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.