Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie mo żesz pokazać, żeś Budyń

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w

Pierwszy mecz, z Grecją, nie jest aż tak ważny. Hiszpania przegrała pierwsze spotkanie w RPA, a wygrała mundial -mówi selekcjoner biało-czerwonych

Czuje się pan ważniejszy niż prezydent i premier?

Wiem, że kamery są ustawione na mnie, ale nosa nigdy nie zadzierałem. Z drugiej strony jestem pewny siebie. Gdybym pokazywał zawodnikom, że jestem cienki Bolek, galareta czy budyń, byłoby po nas. Nie możesz pokazać - jak mówią Niemcy - że jesteś nadziewany ptyś.

Widzę wyraźnie, że emocje się w panu kotłują.

Mnie się kotłuje przez 90 minut podczas meczu. Mam taki charakter, że w tych najważniejszych spotkaniach, gdy gramy o coś w europejskich pucharach czy w lidze, nigdy nie pękam. Jedni mówią, że jestem farciarzem. Ale to nie jest tak, bo na samym szczęściu daleko nie ujedziesz. Nie jestem w tej branży nowicjuszem, coś potrafię. Druga rzecz to fakt, że drużyna musi mieć umiejętności na poziomie szczęścia, którym dysponuje. Wtedy sukces gwarantowany.

Po co pojechał pan do Niemiec na komisariat?

Aby sprawdzić, czy Peszko rzeczywiście rzucał się na taksówkarza?

Chciałem osobiście sprawdzić, co nawywijał. Pogadałem z policjantami. Przekonałem się, że usuwając go z kadry, podjąłem słuszną decyzję. Bardzo fajnie zresztą się z nimi rozmawiało, dłużej gadaliśmy o sporcie niż o tym, co zaistniało. Jeden był fanem FC Koeln, drugi Bayernu. Ten, co był za Koeln, powiedział, że chętnie przymknąłby oko, ale sprawa była zbyt gruba.

A nie przyszło panu do głowy, że może Niemcy byli nadgorliwi, że potraktowali go zbyt surowo?

Prawo musi być takie samo dla wszystkich, a osoby publiczne powinny mieć poprzeczkę jeszcze wyżej zawieszoną, bo mają dawać przykład. Jak jeszcze nie byłem selekcjonerem, słyszałem o tym, co działo się we Lwowie, w Słowenii, na Słowacji. Powiedziałem sobie, że u mnie tego nie będzie. A jak będzie, to koniec z kadrą. Nie dopuszczę do tego, aby człowiek, który reprezentuje kraj, wychodził z samolotu pijany. I koniec. Obojętne kto.

Trójka z Dortmundu też zostałaby wyrzucona w takim przypadku?

Naturalnie. Ale oni tego nie zrobią. Mają tyle oleju w głowie, że z nich można brać przykład.

Lato, Listkiewicz czy Boniek sugerowali, że w kwestii alkoholu jest pan nadgorliwy.

Nie interesuje mnie to.

Lato mówi, że nie byłoby trzeciego miejsca na świecie, gdyby Piechniczek czy Górski byli tak pryncypialni w tej kwestii, jak Smuda.

Mam przymykać oko na to, że mi się piłkarz chwieje na nogach? Nigdy do niczego nie dojdziemy, jeśli nie zmienimy tej mentalności. Mówię zawodnikom na każdej odprawie: bierzcie przykład z tych, którzy trochę grali w polskiej lidze, a już są gwiazdami w Europie. Im się tę mentalność udało zmienić. Nie jest tak, że alkohol i zabawa są ważniejsze od piłki. Oni wiedzą, że kariera piłkarza jest krótka i to jest ten czas, aby na lata zabezpieczyć sobie życie. Niech pan to tak napisze, bo ja chcę, aby to był wywiad wychowawczy, a nie taki, w którym pan się będzie tylko nade mną pastwił.

Piszczek nadaje się do Realu Madryt?

Absolutnie. I tam też będzie wyróżniającym się zawodnikiem. Ten chłopak ma talent i charakter, aby podbić Europę. Zresztą cała trójka z Dortmundu. I moim zdaniem za chwilę już ich w Borussii nie będzie. Lewy idzie do Manchesteru United, Kuba też gdzieś do Anglii, Piszczek do Realu. Oni mają swój cel i oni chcą się rozwijać. Na nich tę kadrę opieram. Marzyłem, aby pracować z takimi ludźmi. Zrobili karierę i są doskonałym przykładem. W połączeniu z nimi wielu innych zawodników wchodzi na tę najwyższą półkę - Rybus, Szczęsny, Obraniak.

Rybus też nie tak dawno miał słynne pozaboiskowe występy (piłkarze Legii zostali przyłapani, jak nad ranem wychodzą z agencji towarzyskiej - przyp. red.).

Coś takiego jeszcze jestem w stanie zaakceptować. Lepiej zrobić sobie bunga bunga, niż chlać alkohol. Na alkohol to ja dostaję gulę. I niech mi nikt nie mówi, jak to się jeden z piłkarzy odezwał, że Smuda też nie jest święty. Jestem trenerem, mam ponad 60 lat i ja sobie mogę wypić wino czy piwo. Ale nigdy się nie będę zataczał czy bił z policjantami. To jest ta różnica.

Kiedy zrobił się pan najbardziej czerwony na twarzy ze złości podczas pracy z kadrą?

Po incydencie z Peszką. Powiem wprost: trzeba być debilem, żeby coś takiego zrobić.

A co pana najbardziej zadowoliło?

Przekonałem się o umiejętnościach drużyny po meczu z Koreą. Wtedy w chłopaków uwierzyłem. Pokazali, że potrafimy grać przeciwko drużynie, która stwarzała niesamowite ciśnienie. Po kilku dniach pojechaliśmy do Niemiec na mecz Białorusią i potwierdziliśmy to, co zauważyłem wcześniej. Po tych dwóch meczach byłem przekonany, że będzie dobrze.

A nie po spotkaniu z Niemcami?

Nie. Po meczu z Niemcami wiedziałem, że jeszcze nadejdzie czas, że ich dopadniemy.

Przed trzema poprzednimi dużymi imprezami zawalaliśmy podczas obozów przygotowawczych. Piłkarze twierdzili, że byli zajechani.

Przygotowałem drużynę na swój sposób. Nie dobijaliśmy zawodników do upadłego, chcę ich mieć w optymalnej formie i wydaje się, że mi się to udało. Nie zdradzę szczegółów, mogę tylko powiedzieć, że konsultowałem wszystko z graczami. W tym przypadku nie robiłem niczego dyktatorsko. Jeździłem do ich trenerów w Europie, zastanawialiśmy się, jak to wszystko sensownie rozłożyć.

W klubach raczej był pan zawsze dyktatorem.

W klubach tak, ale w reprezentacji trzeba być bardziej elastycznym.

Ogląda pan mecze Greków?

Do znudzenia. Wiem o ich grze wszystko. Analizowaliśmy też wielokrotnie nasze ubiegłoroczne spotkanie z nimi w Pireusie.

Rosja jest najmocniejsza w grupie?

Zdecydowanie. Ale to nie oznacza, że musimy z nimi przegrać. Piłka to nieobliczalna gra, może się zdarzyć wszystko.

Nawet Polska może zostać mistrzem Europy?

Nie namówi mnie pan na takie deklaracje. Nie ukrywam jednak, że przykład Danii z 1992 roku czy nawet dwumecz Chelsea z Barceloną w Lidze Mistrzów ostatnio mnie buduje.

Ktoś powiedział, że Smuda powinien zostać na następne eliminacje, aby przekonać się, co jest naprawdę wart. Bo drużynę podczas samego turnieju to może każdy poprowadzić.

Zrobię to, co będę uważał za stosowne. A to, co ten ktoś na mój temat mówi, mam gdzieś. Już nie takie rzeczy w życiu robiłem. Brałem drużynę, która była praktycznie utopiona, i potrafiłem ratować. Odrę Wodzisław, Widzew, Lubin dwa razy. Ja potrafię wiele i nie jest tak, że przychodzę na gotowe.

Powiedział pan, że będzie brał do kadry tylko tych, którzy mają miejsce w klubach. Nie chcę się pastwić, ale konsekwentny to pan nie jest.

Niestety w tej kwestii się nie dało. Musiałbym części zawodników nie powołać. Ale jak pan spojrzy na skład na Euro, aż tak wielu tych, co nie mają miejsca w klubie, nie ma. Brożek i Sobiech nie grają, i kto jeszcze? Tylko proszę się nie wysilać, ja wszystkie analizy mam w głowie.

Dlaczego nie wziął pan nikogo z mistrza Polski Śląska Wrocław?

Chciałem Sebastiana Milę. Jeździłem za nim całą wiosnę. Samo nazwisko jednak nie wystarczy, aby grać w reprezentacji. Trzeba tyrać. Gdyby miał wiosnę taką jak jesień, tobym go wziął.

Z Legii, która zawaliła sezon, wziął pan dwóch zawodników, trzeci jest na liście rezerwowych.

Legia tak mało nie osiągnęła. Zrobili postęp: zdobyli Puchar, zajęli trzecie miejsce, powalczyli w europejskich pucharach.

Dlaczego nie wziął pan Piecha, który grał systematycznie i strzelał gole w przeciwieństwie do Brożka i Sobiecha?

To chłopak, który rzeczywiście wkładał dużo serca do gry i miał u mnie epizod w meczu towarzyskim. Trzeba pamiętać o jednym: niezła gra w polskiej lidze nie musi się przekładać na reprezentację. Nawet wyróżniający się zawodnicy w lidze mogą selekcjonera nie zadowolić.

A Brożek pana zadowolił?

On przez wiele lat grając w Polsce, prezentował się bardzo dobrze. Swoje umiejętności ma. Dwa razy był królem strzelców ekstraklasy. A Piech królem nie był. Brożek zresztą, jak go powoływałem, to zawsze grał dobrze i bramki strzelał.

Nie zawsze.

OK, w meczu z Gruzją w Lubinie raz zagrał słabo. Ale to jest doświadczony zawodnik, na którego możesz liczyć, bo w każdej chwili może bramkę strzelić.

Można powiedzieć, że któryś zawodnik to pana odkrycie dla kadry?

Rybus. Brałem go od początku, jak miał 18 lat. Wiedziałem, że się rozwinie. Podobnie będzie z Kamińskim i Wolskim. To będzie niebawem siła reprezentacji. I są to chłopcy z polskiej ligi, o której wszyscy mówimy, że toczy się w dół, że poziom jest słaby.

Zarzuca się panu, że wyjechał z kadrą do Austrii, zamiast oswajać drużynę w Polsce z presją ze strony kibiców czy dziennikarzy.

Trzeba być kompletnym debilem, aby tak twierdzić. To po co Niemcy jadą do Austrii? I inne reprezentacje też wysoko w góry, a po co lekkoatleci jadą w góry? Debile! Niech pan to napisze. Owszem, góry są w Zakopanem, ale ja chciałem pojechać do Austrii, bo mi się w Austrii podoba!

Jak ważny jest pierwszy mecz?

Nie tak ważny, jak się niektórym wydaje. Hiszpania przegrała pierwszy mecz ze Szwajcarią podczas mundialu w RPA i zdobyła mistrzostwo świata. Nie przesadzajmy z tą presją akurat na spotkanie z Grecją. Oczywiście, koniecznie chcę go wygrać, ale to też jest kwestia dnia, różnych zbiegów okoliczności.

Czegoś panu brakowało podczas przygotowań? Może znajdzie pan jakieś delikatne alibi.

Nic z tych rzeczy. Mieliśmy dosłownie wszystko. PZPN naprawdę stanął na wysokości zadania.

Krytyka Jana Tomaszewskiego doskwiera?

Na temat agenta Aleksa się nie wypowiadam. Nie znam się na polityce. Ale jak się okazuje, agent Alex nie szkodził tylko polskiej piłce, ale także Polsce jako państwu.

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.186000200.805.jpg@RY2@

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.186000200.806.jpg@RY2@

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.186000200.807.jpg@RY2@

Mateusz Trzuskowski/Cyfrasport/Newspix.pl (3)

Lepiej zrobić sobie bunga bunga, niż chlać alkohol. Na alkohol to ja dostaję gulę. Dlatego wyrzuciłem z kadry Peszka

Z Franciszkiem Smudą rozmawia Cezary Kowalski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.