Pewny siebie chłopak z sąsiedztwa
Cześć, jestem Wojtek Szczęsny, a ty jak się nazywasz? - wypalił w szatni do Davida Beckhama. Ktoś taki nie pęknie przed Rosją czy Grecją
Informacja o tym, że Wojciech Szczęsny ma kontuzję i w ostatnich meczach Premiership grał tylko dzięki środkom przeciwbólowym, zmroziła fanów futbolu w Polsce. Ogólnonarodowy strach przed wypadnięciem ze składu 22-letniego zawodnika skłania do refleksji nad fenomenem jego oszałamiającej kariery. Oszałamiającej, bo przecież pojawił się w wielkiej piłce półtora roku temu, stając w bramce Arsenalu Londyn w miejsce kontuzjowanego Łukasza Fabiańskiego.
- Kiedy jako 19-latek publicznie ogłosiłem, że należy mi się bluza z numerem jeden, a byłem wówczas czwartym bramkarzem Arsenalu, oburzenie było straszne. Przylgnęła do mnie łatka rozpieszczonego gówniarza. No, ale chyba już udowodniłem, że to nie był przejaw arogancji, lecz pewności siebie. A pewność siebie to przecież nic złego - mówi dziś Szczęsny. W bramce Kanonierów rozegrał 76 meczów: w lidze, pucharach oraz Lidze Mistrzów. Trener Arsene Wenger ufa mu tak bardzo, że wolał wystawiać go z kontuzją, niż postawić na zdrowego Fabiańskiego. W Londynie stał się tak popularny, że nie może spokojnie spacerować po ulicach, a miejsce zamieszkania skrzętnie ukrywa.
Skąd Wojciech Szczęsny wiedział, że lada dzień zrobi wielką karierę? Najbardziej banalna odpowiedź powinna być taka, że pewność siebie odziedziczył w genach. Ktokolwiek zna jego ojca Macieja Szczęsnego, wie, że w najnowszych dziejach polskiej piłki nie było chyba bardziej elokwentnego, wręcz wyszczekanego zawodnika. Ale byłoby to uproszczenie. Do kariery, poza wrodzonymi cechami, Wojciech był doskonale przygotowywany od najmłodszych lat.
Razem z dwa lata starszym bratem Jankiem uprawiali tenis, gimnastykę akrobatyczną i taniec towarzyski. Szczęsny senior - bramkarz Legii, Widzewa, Polonii oraz reprezentacji Polski - nie namawiał synów do futbolu. Za wszelką cenę chciał jednak, by uprawiali sport. Obaj zdecydowali się w końcu na piłkę, mimo że przez nią na rodzinę Szczęsnych spadło w pewnym momencie mnóstwo kłopotów. Wszystko przez przejście Macieja Szczęsnego z Legii do Widzewa. Chłopcy, warszawiacy z krwi i kości, momentalnie stali się w łódzkiej szkole największymi wrogami. Niejednokrotnie byli napadani, doszło nawet do pobicia. - Droga ze szkoły do domu dłużyła się niemiłosiernie, a szyja bolała od oglądania się za siebie i zastanawiania, czy ktoś za tobą nie idzie - wspominał Janek.
Podczas treningów Wojtek od początku odstawał od Janka. To o nim mówiono, że zrobi karierę w Bundeslidze czy Premiership. Obaj chcieli grać w ataku, ale okazało się, że młodszy kompletnie sobie nie radzi. - Spróbuj w bramce, bo do normalnej gry kompletnie się nie nadajesz - usłyszał od prowadzącego zajęcia. Tam pokazał swój talent.
Kiedy jako 16-latek, niewiele wówczas znaczący rezerwowy Legii, dostał ofertę z Londynu (ludzie Wengera wypatrzyli go podczas meczu reprezentacji juniorów i później przez kilka miesięcy śledzili postępy), geny Macieja przydały się kolejny raz. Ojciec, widząc opór prowadzącego wówczas Legię Dariusza Wdowczyka, udał się do właściciela klubu Mariusza Waltera i tak zmiękczył biznesmena, że ten zrezygnował z kierowania się zasadami rynku i postanowił wypuścić skarb z rąk.
To był kluczowy moment dla późniejszych wydarzeń. Wojtek wyjechał z Polski, nim zdążył nabrać złych nawyków, którymi przesiąknięty jest nasz futbol. W Anglii nie trafił do hotelu czy internatu, ale zamieszkał na stancji u 60-letniej fanki Arsenalu. Działacze klubu wolą w takich miejscach lokować swoje przyszłe gwiazdy, bo pomaga to w szybszej adaptacji w nowym kraju.
Jan Szczęsny, dziś bramkarz Parafialnego Klubu Sportowego Radość, w wywiadzie dla "Polska The Times" przyznawał: "Kiedy mnie przytrafiła się straszna kontuzja, on wyjeżdżał do Arsenalu. Byłem zdołowany. Czułem, jakby brat zgarnął mi moją szansę. Ale oczywiście nie miałem do niego pretensji". Na pytanie, czy po pierwszym pełnym sezonie w Premiership (Wojtek jako pierwszy bramkarz od 2006 r. w Arsenalu rozegrał wszystkie 36 spotkań) może równie dobrze zagrać podczas mistrzostw Europy, odparł: - Dopóki nie odbije mu palma, będzie dobrze. Jest na to szansa, bo brat ma mocną psychikę.
Aby przedstawić swoją osobowość, korzystał z nowoczesnych środków komunikowania. Intensywnie udzielał się na Twitterze. - Chciałem, aby ludzie przekonali się, jaki naprawdę jestem, aby poznali mój charakter i poglądy. Teraz, gdy już cel zrealizowałem, zamknąłem konto - wyjaśnia.
Dotąd wypomina mu się jednak niesmaczny wpis na temat swojego kolegi z drużyny, za co znęcała się nad nim brytyjska prasa ("Wyglądasz na tym zdjęciu jak pedofil" - napisał o Aaronie Ramseyu). - Przeprosiłem, dostałem bardzo mocno, więcej nie będę - przyznawał z niekłamaną pokorą Wojtek. A pikantne kawałki zostawił sobie na wywiady. Zareagował na wynurzenia znanej feministki Kazimiery Szczuki, która stwierdziła, że Euro 2012 to pieniądze wyrzucane w błoto, samczy popęd i dyskryminacja kobiet. - To tak, jakbym zapytał się pani Szczuki, jaki jest sens rozmawiania o książkach, które już przeczytała. Wykazałbym się ignorancją na podobnym poziomie. Ta wypowiedź ocieka jakąś niezrozumiałą zawiścią. Myślę, że pani Szczuka w poprzednim wcieleniu miała ptaszka i wcale się to jej nie podobało. Teraz odreagowuje - wyznał w "Playboyu". A bywał jeszcze bardziej dosadny.
Wojtek zarabia ogromne pieniądze (30 tys. funtów tygodniówki plus gaże za kontrakty reklamowe), kupił porsche cayenne i 250-metrowe, dwupoziomowe mieszkanie pod Londynem, mamie - wymarzony dom i samochód, ale - zdaniem brata - tak naprawdę nie zdążył jeszcze poczuć, jakim kapitałem dysponuje. Tak naprawdę jest jak dzieciak. Owszem, niezwykle zdolny, ale można odnieść wrażenie, że to taki chłopak z sąsiedztwa. Uśmiechnięty, kontaktowy, szczery. Zdaniem fachowców tymi cechami ujął właśnie Arsene Wengera.
- Cześć, jestem Wojtek Szczęsny, a ty jak się nazywasz? - potrafił zapytać w szatni słynnego Davida Beckhama, który przyjechał gościnnie potrenować z Arsenalem. Arogancja? Raczej znakomite poczucie humoru. Cechy osobowości zdecydowały, że Wenger tak zdecydowanie postawił właśnie na niego. Bo wbrew pozorom w zawodowej piłce mają one kolosalne znaczenie.
@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600050d.804.jpg@RY2@
Łukasz Grochala/Cyfrasport/Newspix.pl
Spróbuj w bramce, bo do gry w polu kompletnie się nie nadajesz - usłyszał od pierwszego trenera
Cezary Kowalski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu