Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Perfekcja to jego drugie imię

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Choć jest jednym z ulubionych bohaterów tabloidów, o jego życiu wiemy tylko tyle, ile sam zechce nam zdradzić

Cristiano Ronaldo i Lionel Messi siedzą na sofie i rozmawiają. - Bóg zesłał mnie na ziemię, żebym nauczył ludzi grać w piłkę - mówi Portugalczyk. - Nikogo nie wysyłałem - ripostuje Argentyńczyk.

Anegdota pochodzi z biografii Ronaldo, której polska edycja - zatytułowana "Obsesja doskonałości" - trafiła niedawno do księgarń. W dobrym momencie, bo bohater książki Luki Caioliego może być jedną z gwiazd Euro 2012. Możemy żałować, że reprezentacja Portugalii tylko zamieszka w Polsce, a swoje mecze rozgrywać będzie na Ukrainie, bo może w końcu zobaczylibyśmy, co naprawdę potrafi. Podczas dwóch dotychczasowych wizyt w naszym kraju raczej nie zachwycił. Ani w lutym, przy okazji towarzyskiego meczu Polski z Portugalią w Warszawie (zakończonego remisem 0:0), ani tym bardziej jesienią 2006 r. w Chorzowie (w eliminacjach Euro 2008). Polska wygrała 2:1, a on i Simao Sabrosa zostali wręcz nakryci czapką przez Grzegorza Bronowickiego i Pawła Golańskiego.

Matka nieznana

Był to wówczas zupełnie inny Ronaldo. Już gwiazda, ale jeszcze nie pierwszej wielkości. Dla wielu ludzi tylko nażelowany goguś uprawiający na boisku sztukę dla sztuki. Dryblujący do upadłego i niedostrzegający lepiej ustawionych kolegów. Podczas Euro zobaczymy (oby) zupełnie innego piłkarza. Wraca jako megagwiazda. Wielki piłkarz, celebryta. Podziwiany i wykpiwany, kochany i znienawidzony. Na pozór wiemy o nim wszystko. Tak naprawdę tylko tyle, ile on sam chce ujawnić.

Nie wiadomo, kto właściwie jest matką jego syna, który urodził się latem 2010 r. Czy został poczęty przez sztuczne zapłodnienie w San Diego dzięki amerykańskiej surogatce (wersja portugalskiego dziennika "Diário de Notícias")? Czy też może matką Cristiano Juniora jest poznana w barze studentka z Los Angeles (wersja brytyjskiego "Daily Mirror" potwierdzona przez byłą narzeczoną piłkarza, modelkę Nereidę Gallardo)? "Correio da Manha" twierdzi, że Ronaldo zapłacił, aby mieć dziecko. "The Sun" zapewnia, że owszem, zapłacił 16 mln euro, ale za to, by kupić milczenie jego matki i mieć pewność, że nie będzie ona widywać syna. "Jestem niesamowicie szczęśliwy, że mogę powiadomić, iż zostałem ojcem ślicznego chłopczyka. Postanowiliśmy wraz z matką dziecka, że jej tożsamość nie zostanie ujawniona, a mój syn będzie pod specjalną opieką. Nie udzielę żadnych dodatkowych informacji na ten temat i mam nadzieję, że wszyscy uszanują moją prywatność. Niech mój syn dorasta w spokoju" - napisał na Twitterze Ronaldo zaraz po urodzeniu dziecka, którym na co dzień zajmuje się babcia. - To zupełnie inny rodzaj odpowiedzialności. Jeszcze się uczę. To wrażenie, którego nie można opisać słowami. Coś niesamowitego - obudzić się rano i zobaczyć drugą osobę twojej krwi - ujawnia kilka miesięcy później w wywiadzie dla "Real Madrid TV". Zdradza w nim, że samodzielnie zmienia synowi pieluchy, choć nie jest to coś, co lubi najbardziej na świecie.

80 tysięcy kobiet

I znów nie wiemy, ile jest w tym prawdy, bo jego słowa nijak się mają do wizerunku człowieka, który kocha ponoć tylko jedną osobę - samego siebie. Tak przynajmniej twierdzi wspomniana już Nereida Gallardo, która po rozstaniu z Ronaldo (zerwał z nią przez SMS) nie szczędziła mu publicznie złośliwości. - Sypia, z kim popadnie. Wystarczy popatrzeć na Paris (Hilton - kolejną celebrytkę, która przewinęła się przez jego sypialnię - red.). On nie ma osobowości. Spał pewnie z 80 tys. kobiet od czasu zerwania ze mną - żaliła się porzucona kochanka. Dodała, że w domu piłkarza w Manchesterze było więcej luster niż ścian. Jedno zamontowano nawet na blacie kuchennego stołu, tak by mógł podziwiać siebie, kiedy je. I nawet jeśli potraktujemy te słowa jako niezbyt elegancką próbę rewanżu, to jednak Nereida dotknęła przy okazji kolejnej niewiadomej - orientacji seksualnej piłkarza, którego niektórzy podejrzewają o to, że jest gejem. Skąd to przypuszczenie? Cristiano obsesyjnie wprost dba o siebie. Nie rozstaje się z kremami do depilacji, żelem i prostownicą do włosów. Kiedyś dał się sfotografować w obcisłych szortach i różowej czapeczce, z kwiatkiem za uchem. Jeśli przypomnimy sobie do tego, jak często i jak łatwo wybucha płaczem... Dziwnie to brzmi w zestawieniu z jego reputacją pogromcy niewieścich serc. Liczba kochanek Ronaldo mogłaby przyprawić o kompleksy 90 proc. męskiej populacji (rok temu zaręczył się z rosyjską modelką Iriną Shayk, niedawno się rozstali). Być może - tak twierdzi np. kolumbijska gwiazdeczka oper mydlanych Elisa Sanchez - to jednak tylko przykrywka.

A być może rację ma inna jego była partnerka - brazylijska instruktorka fitness Gabriela Endringer. - Cristiano poszukuje drugiej matki, a nie kochanki - stwierdziła w wywiadzie dla hiszpańskiego wydania "FHM". Na podstawie biografii piłkarza można dojść do wniosku, że to właśnie ona jest najbliższa prawdy. Oprócz opisu kolejnych meczów i bramek Luca Caioli kreśli w niej obraz człowieka, który mimo 27 lat i milionów na koncie nadal pozostał nieśmiałym i lekko zagubionym dzieciakiem z Funchal na Maderze. Caioli przypomina m.in. trudne początki Cristiano w piłkarskiej akademii Sportingu Lizbona, do której trafił, mając 12 lat: "Staje się pośmiewiskiem klasy. Czuje się pajacem. Kilka dni później znieważa trenera, który poprosił go, by posprzątał szatnię. (...) Płacze, dużo... Prawie codziennie". - Było mi bardzo ciężko. Na poziomie sportowym był to najtrudniejszy czas w moim życiu - wspomina Ronaldo, którego przed powrotem do domu powstrzymuje tylko wsparcie matki i ojca chrzestnego. Prawdziwy rodzic od lat bezskutecznie walczy z uzależnieniem od alkoholu.

Piłkarz podkreśla w wywiadach, że miał szczęśliwe dzieciństwo. Historia jego rodziny wydaje się jednak temu przeczyć. Dinis Aveiro umarł w 2005 r. z powodu problemów z wątrobą i nerkami. Cristiano, który do ostatniej chwili próbował go ratować, przyznaje, że śmierć ojca była najsmutniejszym dniem w jego życiu. Udało mu się za to pomóc uzależnionemu od narkotyków starszemu bratu (sfinansował kosztowną kurację w znanym ośrodku).

Przy bliższym poznaniu Cristiano ponoć zyskuje: "Kiedy skończy się mecz i opadają emocje, to ten niedostępny, często sprawiający wrażenie (mylne!) aroganckiego piłkarz staje się normalną osobą. Jest niesłychanie wrażliwy i pomocny" - pisze w przedmowie do książki Jerzy Dudek, do niedawna kolega Ronaldo z Realu Madryt. Dodaje, że pierwsze, co rzuca się w oczy u Cristiano, jest obsesyjne dążenie do doskonałości. "Perfekcja to jego drugie imię, a widać to nawet w jego budowie ciała. Jeśli ktoś zastanawia się, czy to dzieło przypadku, a może odpowiednie geny, nic bardziej mylnego - to wszystko efekt ciężkiej, tytanicznej pracy" - podkreśla.

Euklides i Einstein

Efekty tej pracy sprawiły, że znów zaczyna się go stawiać w jednym szeregu z Messim, choć jeszcze niedawno brzmiało to jak herezja. Najlepszym piłkarzem świata nazywano Portugalczyka, gdy grał jeszcze w Manchesterze United (z którym wygrał w sezonie 2007/2008 Ligę Mistrzów). Po przejściu do Realu długo nie potrafił wyjść z cienia Argentyńczyka i jego Barcelony. Do niedawna udało mu się to w zasadzie tylko raz - gdy w kwietniu 2011 r. strzelił decydującą bramkę w finale Pucharu Króla. Ten sezon może być dla niego przełomowy. Real znów nie wygrał co prawda Ligi Mistrzów (odpadł w półfinale po rzutach karnych z Bayernem Monachium, a jednym z pechowych strzelców okazał się właśnie Cristiano). Zdobył za to w końcu mistrzostwo Hiszpanii, pokonując w dodatku Barcę na Camp Nou (a on strzelił decydującego gola). Jeśli Portugalczyk wywalczy również coś ze swoją reprezentacją podczas Euro 2012 (od dawna nie pokazał w narodowych barwach pełni swoich możliwości), to już nikt nigdy nie ośmieli się nazwać go wielkim piłkarzem małych spotkań. Na nowo rozgorzeje za to dyskusja, który z nich jest lepszy - Ronaldo czy Messi, którzy są przecież jak ogień i woda.

"Cristiano Ronaldo podąża za tezą Euklidesa: linia prosta jest najkrótszą drogą łączącą dwa punkty, którą piłkarz przebiegnie ruchem jednostajnie przyśpieszonym (...). Leo Messi wciela w życie teorię Einsteina: najkrótszą linią łączącą dwa punkty zawsze jest krzywa i do bramki rywala dociera się nawet szybciej, jeśli wykonuje się wiele zygzaków. Ronaldo wywołuje pasję. Messi admirację" - ocenia na łamach "El Pais" hiszpański pisarz Manuel Vicent. "I dlatego obaj są bogami futbolu" - dodaje Luca Caioli.

@RY1@i02/2012/110/i02.2012.110.18600110d.803.jpg@RY2@

Czarek Sokołowski/AP

Cristiano Ronaldo podąża za tezą Euklidesa: linia prosta jest najkrótszą drogą łączącą dwa punkty, którą piłkarz przebiegnie ruchem jednostajnie przyspieszonym

Hubert Zdankiewicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.