Dziennik Gazeta Prawana logo

Zagrają Orły, zaśpiewa Szpak

27 czerwca 2018

Z Dariuszem Szpakowskim, głównym komentatorem TVP w czasie Euro 2012, rozmawia Wojciech Koerber

To pan ma nas przeprowadzić przez mecze Polaków na Euro 2012. Czyli Orły zagrają, a Szpak zaśpiewa. Kto będzie lepszy? Jak forma?

Mam jeszcze trochę czasu, zadbam, by była najwyższa. Ale moja forma zależy od ich formy. Ich, czyli piłkarzy. Wie pan, jeśli oni będą fruwali jak orły, to i Szpak poleci jak orzeł.

Piszą, że wszystkie grupowe mecze naszej ekipy mamy oglądać z głosami pańskim i Andrzeja Juskowiaka. Kto tak zarządził?

Nie wiadomo jeszcze, czy wszystkie. Na pewno pierwszy z Grecją. Spotkanie z Rosją skomentuję chyba z Włodkiem Lubańskim. Komentowałem już siedem finałów ME i dziewięć mundiali. Ale oczywiście - mistrzostwa w Polsce są wyjątkowe, człowiek będzie chłonął tę imprezę. Słyszę tylko narzekania, że tego nie zrobiono, że będą korki itd. Tych meczów nie jest tak dużo, to nasze święto, a my tylko malkontencimy. Nie tylko forma piłkarzy jest ważna, bo to także promocja kraju, musimy się wszyscy zjednoczyć. Euro minie i zrobi się smutno, pustka, więc pokażmy wcześniej tę fajną polską cechę - gościnność. Mamy fantastyczne stadiony, niech się ludzie zdziwią, że Polska jest pięknym krajem.

To na chwilę możemy przestać. Ten Smuda faktycznie jest chyba w czepku urodzony. Tak wybornej sytuacji w polskiej piłce reprezentacyjnej nie mieliśmy od lat, a pojawiła się akurat tuż przed Euro. Rok temu o tej porze Robert Lewandowski był jeszcze w Borussii tylko zmiennikiem. A dziś mamy cztery wielkie gwiazdy.

Smuda zawsze miał szczęście. No ale dobry trener musi je mieć.

By nie mówili - świetny trener, tylko wyników nie ma.

Smuda te wyniki z reguły miał. A teraz powtarza, że gdyby w tę drużynę nie wierzył, to by jej nie prowadził. Podstawowe pytanie brzmi - jak oni zniosą stres i odpowiedzialność. Ja selekcjonerowi mówię, by nie izolować zawodników od kibiców. By poczuli presję, która będzie coraz większa. Smuda trzyma teraz worek z jajkami i trzeba uważać, by żadne się już nie stłukło, by nie przydarzył się uraz. Tak bardzo martwiliśmy się ostatnio o zdrowie Wojtka Szczęsnego.

Kibice już dawno temu zaczęli wywierać presję. Ktoś w Wałbrzychu jeszcze jesienią postawił u bukmacherów 120 tys. zł na zwycięstwo Polaków z Grecją. Albo odbierze blisko 240 tys., albo wszystko straci.

Ja słaby jestem w obstawianiu. Zresztą trudno teraz spojrzeć tej reprezentacji w oczy, odizolowana jest. Co możemy dziś powiedzieć?

To powiedzmy, z kim będzie pan komentował finał?

Nie wiadomo. Może zagrają w nim Hiszpanie, wtedy warto z Mirkiem Trzeciakiem. Siedzi w hiszpańskiej piłce, świetnie czyta grę i dopowiada. Mamy sprawdzony team.

Sam się pan szykuje do ME czy z pomocą asystentów?

Mamy researcherów, ale to, co sam wypracuję, to moje. Widza można dziś łatwo zanudzić. Siedzi w internecie, mnóstwo wie.

Po meczu ze Słowenią w Mariborze, gdy odbywało się nasze pożegnanie z Afryką przed mundialem w RPA, wygłosił pan wielominutową przemowę, funkcjonującą dziś w sieci jako "Beenhakkera pamięci żałobny rapsod". To był typowy Szpak, niektórzy twierdzili, że czytany z kartki.

Nieee, proszę zadzwonić do Andrzeja Juskowiaka, komentował ze mną. Ja nigdy nie piszę początków i końców. Jestem osobą wrażliwą, wrażeniowcem, nie wiem dziś, jak zacznę Euro. Nie napisałem tego i nie napiszę, ale im bliżej imprezy, będę szukał pomysłu na rozpoczęcie. Myślę, że sama atmosfera niesie komentatora. Pamiętam, jak na mundialu w 2006 roku Grzesiek Mielcarski zdziwił się, mówiąc, że zawsze zaskakiwałem czymś nowym, a tu nic. Ale pamiętam też, że po porażce z Ekwadorem zawodnicy myśleli o przeprosinach w prasie, że chcieli się wytłumaczyć, iż nie byli odpowiednio skoncentrowani, że te wszystkie telefony itd. I wtedy zacząłem drugi mecz słowami: "Nie ma większej gazety i większej widowni od tej, którą posiada TVP. Macie więc znakomitą okazję, by właśnie przeprosić kibiców". Chodziłem też i zastanawiałem się całkiem niedawno, gdy zacząłem tak: "Manchester ma swój Teatr Marzeń, a Hiszpanie Camp Nou i Santiago Bernabeu. Mediolan ma swoją piękną La Scalę, a my mamy swój Narodowy".

Kim był dla pana Jan Ciszewski?

Był jak ojciec, przyjaciel, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Mecze bez komentarza Janka to... nie ma o czym mówić.

Zaraz po Euro będą igrzyska, nieco tym razem poszkodowane i w cieniu. Ze względu na ME właśnie. Obstawia pan wiosła i kajaki?

Tak. Dyscypliny trochę mniej popularne, ale ciekaw jestem tej naszej czwórki, którą nazwałem terminatorami i dominatorami. Obronić olimpijskie złoto jest wielkim wyzwaniem. Pamiętam, gdy w Pekinie ich o to zapytałem. Wtedy Marek Kolbowicz powiedział przed kamerą: "Żona jeszcze o tym nie wie, ale, kochanie, chciałbym powiosłować do Londynu". To było sympatyczne. A muszę panu powiedzieć, że choć byłem na dwunastu igrzyskach, to dopiero w Pekinie skomentowałem pierwsze olimpijskie złoto. Tej osady właśnie.

To wróćmy jeszcze do Euro. Kto w finale i dlaczego?

W teorii mogą to być Hiszpanie i Niemcy, ale czy tak będzie? Futbol jest nieprzewidywalny, uczy pokory, jedna akcja wszystko zmienia. Jak choćby na Euro 2004, gdy dwie genialne akcje Zidanea odwróciły losy meczu z Anglią.

Smuda trzyma teraz worek z jajkami i trzeba uważać, by żadne się już nie stłukło. Tak się baliśmy o Szczęsnego

@RY1@i02/2012/103/i02.2012.103.00000160b.803.jpg@RY2@

Maciej Billewicz/Forum

Szpakowski: Manchester ma swój Teatr Marzeń Old Trafford, my mamy Stadion Narodowy

rozmawiał Wojciech Koerber

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.