Przeczytaj, zanim umówisz się z doradcą
Oszczędności to jeden wielki kłopot. Oczywiście źle, jeśli ich nie ma. Ale nawet kiedy są, i tak jest ciężko. Trzeba się przecież ciągle zastanawiać, jak i gdzie rozsądnie je zainwestować. Świetny dziennikarz ekonomiczny Maciej Samcik radzi, jak wyjść ze swoimi pieniędzmi poza etap bezpiecznej, ale mało zyskownej lokaty bankowej.
Po książkę Samcika może sięgnąć każdy, kto ma jakiekolwiek pieniądze do zainwestowania. Niezależnie, czy jest emerytem zdolnym odłożyć 50 zł miesięcznie, czy zapracowanym korporacyjnym szczurem, któremu urosło na koncie kilka(naście) tysięcy i czuje, że jeśli czegoś z nimi nie zrobi, to zaraz pożrą mu je do spółki inflacja z podatkiem Belki. To właśnie książka dla przestraszonych inwestycyjnych żółtodziobów. Autor, od lat piszący w "Gazecie Wyborczej" o giełdzie, funduszach i bankach, wie, jak rozprawiać o finansach w sposób zrozumiały i zachęcający. Wprowadza po kolei wiele kluczowych pojęć i uczy stosowania ich w praktyce. Wyjaśnia, jak zaplanować domowy budżet, by pod koniec miesiąca zostało w nim coś do odłożenia, dlaczego warto stworzyć własny portfel inwestycyjny i dokąd właściwie trzeba pójść, żeby kupić obligacje Skarbu Państwa. Dla bardziej wytrwałych i odważniejszych autor wprowadza też kilka domowych sposobów na przeanalizowanie sytuacji spółki, w którą chce się zainwestować. Tak, by decyzja, gdzie ulokować kapitał, przynajmniej trochę mniej przypominała grę w ruletkę.
Samcik wielokrotnie powołuje się w książce na swoje długie, bo już prawie 20-letnie doświadczenie inwestora (co jak na faceta przed czterdziestką jest wynikiem naprawdę imponującym). Mówi, że sam popełnił na tym polu wszystkie możliwe błędy i nieraz mocno się sparzył. Na tyle, na ile pozwala mu mocno sformalizowana konwencja "poradnika o oszczędzaniu", próbuje się swoimi giełdowymi przygodami podzielić. Wyjaśnia nawet (z grubsza), jak zbudowany jest jego własny portfel. To uczciwy i dobry sposób, by wciągnąć czytelnika do fascynującej gry w inwestowanie. Co też czyni tę książkę wiarygodnym źródłem wiedzy o sensownym odkładaniu pieniędzy.
Samcika najlepiej przeczytać tuż przed wyprawą do banku na spotkanie z doradcą inwestycyjnym, u którego kupimy konkretny produkt finansowy. Na pewno doda to każdemu początkującemu inwestorowi otuchy - bardzo potrzebnej w obchodzeniu się z tak delikatną materią jak pieniądze. Zwłaszcza te własne.
Od tego dosyć konwencjonalnego poradnika o oszczędzaniu nie można jednak oczekiwać zbyt wiele. Nawet gdyby Samcik był Warrenem Buffettem, to i tak pieniędzy by za czytelnika nie zarobił. (Notabene książki takich legend parkietu jak Buffett też można na naszym rynku dostać, choć ich lektura jest zazwyczaj stratą czasu, bo pasują do rodzimych polskich realiów jak wół do karety). Niestety samo czytanie książek o oszczędzaniu to etap pierwszy. Potem trzeba iść do banku i kupić pierwsze jednostki uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym. A potem, kto wie... może nawet założyć własny rachunek w biurze maklerskim i nabyć akcje notowane na giełdzie. Albo uzupełnić swój portfel o rynek inwestycji alternatywnych.
@RY1@i02/2012/078/i02.2012.078.186001200.802.jpg@RY2@
Maciej Samcik, Jak pomnażać oszczędności?, Samo Sedno, Warszawa 2012
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu