Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Powstań, pracowniku biurowy!

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Dobra wiadomość dla tych wszystkich, którzy w swojej codziennej pracy najbardziej nienawidzą ciągnących się w nieskończoność firmowych spotkań, narad i planowań. Zza Atlantyku nadchodzi wybawienie od przebrzydłych biurowych nasiadówek. Nowy trend to zebrania przeprowadzane na... stojąco.

Już pod koniec lat 90. Allen Bluedorn, socjolog biznesu z amerykańskiego University of Missouri, dowiódł empirycznie, że stane narady mają podstawową przewagę nad klasycznymi siedzącymi spotkaniami. Mianowicie są od nich średnio o 34 proc. krótsze. Ich większa zwięzłość nie przekłada się jednak w żaden sposób na jakość podejmowanych decyzji. Mówiąc wprost: na stojąco oznacza szybciej, przy czym wcale nie gorzej.

Mimo udokumentowanych badań musiało upłynąć sporo czasu, by odkrycia Bluedorna zaczęły przekładać się na realną kulturę korporacyjną. Pionierami były na tym polu dopiero amerykańskie firmy informatyczne wyrastające jak grzyby po deszczu w ciągu ostatniej dekady. Ich wyznaniem wiary stał się "Agile Manifesto", dokument opublikowany w 2001 r. przez kilkunastu programistów, który wśród wielu propozycji wręcz zalecał przeprowadzanie zebrań na stojąco. Podczas takich narad każdy z uczestników powinien wygłosić maksymalnie trzy zdania: Co zrobił od wczorajszego spotkania? Co robi dzisiaj? Jakie kłopoty napotkał na drodze do realizacji bieżącego zadania? To wystarczy, by zapewnić obieg kluczowych informacji bez marnowania czasu.

Od tamtej pory zasady ruchu Agile zaczęły przyjmować się w wielu przedsiębiorstwach, zwłaszcza z dziedziny IT. Każde z nich dodaje do Agile coś od siebie. Przykłady opisał niedawno amerykański "Wall Street Journal". W pewnej firmie z Kolorado, gdy ktoś przemawia zbyt rozwlekle, dyrektor ma prawo pogrozić mu gumowym szczurem zabawką, co powinno zmotywować mówcę, by przeszedł wreszcie do sedna. W Facebooku narady na stojąco zawsze odbywają się dokładnie w południe i jeszcze nie zdarzyło się, by trwały dłużej niż kwadrans. Tajemnica tkwi rzecz jasna w tym, że wszyscy chcą jak najszybciej udać się na lunch, a to pomaga w zwięzłym formułowaniu myśli. Z kolei w pewnym florydzkim start-upie sposobem na uniknięcie spadku uwagi wśród słuchających jest podawanie sobie przez cały czas trwania spotkania pięciokilogramowej piłki lekarskiej. Większość zwolenników tego typu narad uważa też, że należy bezlitośnie karać wszystkich spóźnialskich. I choć sankcja nie jest zazwyczaj dotkliwa (dolar wrzucany do słoika w kącie pokoju, konieczność zaśpiewania głupawej piosenki itd.), to zazwyczaj działa. Co znów pozwala oszczędzić masę czasu i uniknąć niepotrzebnego rozprężenia. Spotkania na stojąco mają jeszcze jedną zaletę. Dzięki nim uczestnicy nie mogą bezkarnie robić jednocześnie miliona innych rzeczy: sprawdzać, co nowego na Facebooku, czy twittować. No, chyba że są wyjątkowo sprytni.

Dla wielu profesjonalistów, dla których komputer jest nieodzownym narzędziem pracy, zebrania na stojąco są prawdziwym wybawieniem. Cieszą się, że mają okazję znaleźć się na moment w nieco innej pozycji niż na siedząco przed ekranem. Nic dziwnego, że według badania VersionOne, ośrodka zajmującego się promowaniem systemu Agile i związanego z nim softwareu, w 2011 r. aż 78 proc. spośród losowo wybranych 6 tys. firm programistycznych na świecie naradzało się na stojąco. Czy to pierwsza fala, która wkrótce dotrze także nad Wisłę?

Już w latach 90. Allen Bluedorn, socjolog biznesu, dowiódł, że zebrania, podczas których uczestnicy stoją, trwają o 34 proc. krócej niż klasyczne siedzące narady. Większa zwięzłość nie oznacza jednak, że są one mniej wartościowe

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.