Golf
Jeśli macie konto na Facebooku, codziennie otrzymujecie milion sugestii polubienia wszelkiej maści stron, produktów i usług. Wczoraj otrzymałem zaproszenie do fanklubu pewnego środka na potencję. Przez moment zastanawiałem się, jaki idiota wpadł na pomysł promowania go w ten sposób, ale chwilę później odkryłem, że jego ułomność jest niczym w porównaniu z głupotą kilkuset osób, które kliknęły "lubię to". Czyli de facto zadeklarowali publicznie: "Nie zaspokajam swojej dziewczyny". Jak to się teraz mówi - dokonali coming outu.
Coming out jest ostatnio modny. Ludzie za pośrednictwem internetu ujawniają orientację seksualną, problemy rodzinne, psychiczne, wychowawcze, chorobowe, gastryczne i wiele innych ciekawych rzeczy. Portale społecznościowe doprowadziły do zaniku poczucia intymności - gdyby nie specjalne filtry, które nie pozwalają wrzucać na FB brzydkich obrazków, zapewne młodsza część jego użytkowników raczyłaby nas zdjęciami swoich genitaliów, starsza - hemoroidów. I wszyscy oczekiwaliby, że klikniemy "lubię to". Kwestią czasu pozostaje to, kiedy pojawią się fankluby leku na grzybicę stóp oraz cudzych żon. I będę bacznie śledził, którzy z moich facebookowych znajomych się do nich zapiszą. Po to by móc ich unikać i nimi gardzić.
Zastanawiam się, jak płynnie przejść do samochodu, o którym mam zamiar opowiedzieć w dzisiejszym odcinku. Spróbuję w ten sposób: Peugeot właśnie dokonał coming outu, zaskakując mnie niezmiernie. Kiedy w przeszłości wsiadałem do peugeota, zamykając za sobą drzwi kierowcy, byłem przygotowany na to, że otworzą się drzwi pasażera. Albo maska silnika. Albo że wybuchnie silnik. Miałem też poważne zastrzeżenia do tego, jak te samochody się prowadzą. Usiądźcie na obrotowym fotelu i poproście kogoś, aby zepchnął was ze schodów, a zrozumiecie, jaką frajdą dawało prowadzenie modelu 307 albo 407.
Zmiana jakości przyszła wraz z "408", ale dopiero w przypadku nowego 308 widać, że pracownicy Peugeota skończyli z trzygodzinnymi lunchami, chlaniem wina i paleniem kukieł zarządu w środku dnia pracy. Weźmy sam wygląd auta: poprzednia "308" prezentowała się tak, jakby od razu zmierzała w kierunku stacji demontażu. Nowy model nie ma w sobie nic z poprzednika. Zrezygnowano z czegoś, co sam Peugeot zwykł nazywać "oryginalnością", na rzecz elegancji i prostoty. Dzięki temu nowy 308 wygląda świetnie. I solidnie.
Zresztą jest solidny. Dawno nie spotkałem w aucie kompaktowym tak dobrze wykonanego, wyciszonego i urządzonego ze smakiem wnętrza. Wszystkie funkcje klimatyzacji, radia, nawigacji i ustawień upchnięto w dotykowym ekranie. Nie jest tak przyjemnie wrażliwy na dotyk jak iPad, ale intuicyjny w obsłudze. Zdaje egzamin znacznie lepiej niż miliard maleńkich przycisków, które w niektórych autach obsługiwać trzeba łebkiem od szpilki. Mnie osobiście nie przeszkadza też umieszczenie zegarów nad kierownicą, ale to ponoć dlatego, że mam 195 cm wzrostu. Moi niżsi koledzy narzekają, że kierownica przesłania im prędkościomierz. Ale z drugiej strony ci ludzie, żeby dosięgnąć klamki w drzwiach, muszą wspinać się na piramidę złożoną ze wszystkich tomów jubileuszowego wydania "Encyklopedii" PWN.
Na tym pięknym obrazie pojawia się rysa - tylna kanapa. Chodzi o miejsce na nogi. Najlepiej, aby ktoś siedzący za mną miał zamiast nich kikuty. W przeciwnym razie bardziej komfortowo będzie mu w bagażniku (400 litrów). Natomiast jeżeli macie dzieciaki w wieku przedszkolnym albo na tylnej kanapie wozicie głównie psa, rozważając zakup peugeota 308, nie bierzcie tego akapitu pod uwagę.
Musicie wziąć pod uwagę to, że "308" jest jednym z najlepiej prowadzących się kompaktów. Bardzo mała kierownica plus bezpośredni i nienerwowy układ kierowniczy, do tego sprężyste zawieszenie - i otrzymujemy mieszankę idealną zarówno do jazdy autostradą, jak i po krętych drogach. Szczerze mówiąc, pod tym względem jest tak dobrze, że cały czas miałem poczucie, iż do tego auta zupełnie nie pasuje silnik, jaki miał pod maską testowy egzemplarz. A była to prawie 160-konna, doładowana benzynówka. Cicha, gwarantująca dynamikę w mieście, ale przy wyższych prędkościach brakowało jej wigoru. Nie można za to odmówić jej apetytu - wchłania 10 litrów w mieście i 8-9 na autostradzie. Te wartości staną się akceptowalne dopiero w przypadku 200-konnej wersji silnika, która ma uzupełnić ofertę. I będzie to idealny motor do tego auta. Oczywiście według mnie, bo pewnie większość i tak kupi tańszego 125-konnego benzyniaka albo 92-konnego diesla. Ale błagam was - nie róbcie tego, bo zepsujecie bardzo dobry samochód. Więcej - zepsujecie pierwszego dobrego peugeota. Tak dobrego, że gdy przeczytałem ten tekst, odniosłem wrażenie, że napisałem o volkswagenie golfie. Stąd tytuł. Niech to będzie najlepszą rekomendacją dla nowej "308". Ale pomimo tego, co napisałem, proszę Cię, Peugeocie - nie zapraszaj mnie do swojego fanklubu.
@RY1@i02/2013/236/i02.2013.236.000002500.805.jpg@RY2@
Peugeot 308
@RY1@i02/2013/236/i02.2013.236.000002500.806.jpg@RY2@
Łukasz Bąk, zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu