Moje pierwsze hobby
Staram się unikać ludzi, którzy mają hobby. Bo zanudzają swoim gadaniem na śmierć. Przez przypadek zaprosiłem kiedyś na kolację człowieka, który miał bzika na punkcie samolotów. Oświadczył to pięć sekund po tym, jak przekroczył próg mojego domu, i dziś żałuję, że nie wywaliłem go od razu za drzwi. Bo potem było gorzej. Pod koniec deseru kurczowo trzymałem widelec, zastanawiając się, w którą część ciała hobbysty wbić go tak, by wykrwawiał się w takich samych katuszach, jakie zaserwował mnie. Chciał mnie zarazić swoją pasją, ale jedyny efekt, jaki osiągnął, sprowadza się do tego, że obecnie wymiotuję już w chwili rezerwowania biletu.
Tak obrzydził mi latanie. I tak samo każdy hobbysta obrzydzi wam rzecz, która go pasjonuje. Spędzicie chwilę z miłośnikiem psów, a wrócicie do domu i zadźgacie swojego teriera. Gdy los postawi na waszej drodze miłośnika hondy, nabierzecie takiej awersji do tych pojazdów, że za każdym razem, gdy zobaczycie jakiś model na ulicy, będziecie odczuwali ochotę skopania tyłka jego właścicielowi. Nie bez powodu miłośnicy hondy doczekali się określenia "hondziarze". Nie ma czegoś takiego jak volkswagenowcy, mercedesiarze czy ferrarowcy. Ale są hondziarze. I jeszcze alifisti, czyli miłośnicy alfy romeo - najbardziej nienormalni ludzie na całym globie. Jezu Chryste, przecież to tak, jakby być miłośnikiem raka prostaty!
Wróćmy jednak do hondziarzy, ludzi, zdaniem których samochód opuszczający fabrykę jest tak niedoskonały, jak ostatnia rekonstrukcja rządu. Dlatego jak wyjadą nim z salonu, zmieniają w nim wydech na taki o nazwie tsunami. Później przychodzi kolej na zamontowanie paru spojlerów, rzecz jasna nie może obyć się bez wyprucia seryjnego zestawu audio i zastąpienia go głośnikami z membraną o obwodzie równika - tylko takie będą w stanie zagłuszyć tsunami. Hondziarzom wydaje się też, że moc silników w ich wozach można dowolnie podnosić - o 20, 200, a następnie o 2000 proc. Wydają na to 5 zł, jednak ignorują to, że kolejne 5 powinni zainwestować w lepsze hamulce i układ kierowniczy. Efekt jest zawsze ten sam - podrasowane w stodołach hondy żywiołowo się rozpędzają, ale hamują z wdziękiem tankowca. Zatrzymują się dopiero u wrót niebios. A skoro już o niebie hondziarzy mowa, wiem, gdzie się ono znajduje - w alejce z artykułami motoryzacyjnymi w Tesco.
To właśnie z tych powodów nie znosiłem hond. Nie potrafiłem sobie wyobrazić ich właścicieli odzianych inaczej niż w dres. Kiedy mój sąsiad kupił accorda, ja postanowiłem się przeprowadzić. A gdy Honda zaproponowała, abym pojeździł nowym CR-V, najpierw udawałem, że jestem martwy, a gdy plan się nie powiódł - że nabawiłem się świerzbu i koszty dezynfekcji auta przekroczą jego wartość. Nie wiem, jak to się stało, że jednak wylądowałem w CR-V. Wiem, że stało się dobrze, bo dzięki temu odkryłem, że się myliłem. Po paru dniach spędzonych z CR-V mogę położyć rękę na piersi w okolicach serca i wyrazić skruchę. Co takiego się wydarzyło? Nic.
CR-V nie sprawił, że uszy zaczęły mi krwawić od hałasu wydobywającego się z wydechu czy spod maski. Przeciwnie - okazał się cichy. Tak cichy, że musiałem sprawdzić w dokumentach, czy aby na pewno dostarczono mi wersję z dieslem. Tak było, czego dowodziło spalanie na poziomie 7 l. Osiągnięcie takiego wyniku nie oznaczało przy tym konieczności poruszania się w tempie kolejki do okulisty na operację jaskry.
Okazało się również, że SUV Hondy prowadzi się znacznie lepiej, niż sądziłem. I znacznie lepiej niż większość innych aut tej klasy w podobnej cenie. Mógłbym opisać jego zawieszenie i układ kierowniczy tak, jak robią to moi koledzy z "Auto Świata": że są "wystarczająco komfortowe, a jednocześnie sportowe". Ale ujmę to inaczej: prowadząc CRV, będziecie mieli wrażenie, że ten wóz potrafi czytać w myślach - gdzie chcecie skręcić i w którą dziurę zmierzacie wjechać - oraz przygotować siebie i was na każdy możliwy scenariusz.
Dawno nie spotkałem tak kompetentnego SUV-a. Takiego, który sprosta każdemu zadaniu, nie wymagając przy tym nakładu 300 tys. zł. W dobrej wersji kosztuje mniej niż połowę tego, a daje znacznie więcej - oprócz bardzo dobrego silnika i układu jezdnego także świetne wykonanie, dużo przestrzeni, nawet radość z prowadzenia. Czy dzięki CR-V stałem się hondziarzem? Nie. Ale znalazłem pierwsze w swoim życiu hobby - granie na nosie właścicielom bmw X3, którzy przepłacili za swoje auta o jakieś 100 proc.
@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.000002100.803.jpg@RY2@
Honda CR-V
@RY1@i02/2013/226/i02.2013.226.000002100.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu