Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Gra w miasto

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Nie wiem, czy to przypadek, czy może spóźniony efekt niedawnego referendum warszawskiego. Faktem jest, że miasto rządzi dziś na ostatniej stronie Magazynu DGP (patrz rozmowa obok). Ale chyba nie ma w tym nic złego. To temat wielki, skomplikowany i przez lata w Polsce zaniedbywany. I akurat "Antybezradnik przestrzenny: prawo miasta w działaniu" może być książką, od której warto rozpocząć odrabianie tych zaniedbań.

Czuli kiedyś państwo przestrzenną bezradność? Ja czułem. I nie jest to uczucie należące do najprzyjemniejszych. Z pozoru przypomina niezadowolenie ze sposobu sprawowania władzy przez rząd, który wsparliśmy swoim głosem w wyborach parlamentarnych. Tak naprawdę jednak bezradność przestrzenna jest dużo bardziej dotkliwa. Mamy bowiem całkiem dobrze rozwinięty język debaty publicznej, za pomocą którego możemy krytykować rządzących. Robią to zresztą na okrągło różnego rodzaju telewizje informacyjne oraz media pisane. Silne negatywne emocje znajdują więc gdzieś swoje ujście. Najpóźniej w dniu kolejnych wyborów parlamentarnych. A poza tym, powiedzmy sobie szczerze, wielkie akty prawne rzadko dotykają szarego Kowalskiego w sposób zupełnie bezpośredni.

Ale z miastem jest inaczej. Decyzje dotyczące wspólnej przestrzeni miejskiej dotykają nas natychmiast. I w sposób wszechogarniający. Likwidacja zielonego skweru za oknem, dogęszczenie osiedla za pomocą mało pasującej do całości plomby, procesy gentryfikacji, przeprowadzenie samochodów przez cichą dotąd okolicę, nachalna reklama zewnętrzna, półlegalne grodzenie, zmiany tras komunikacji. To tylko niektóre przykłady tego, jak polityka miejska uderza nas prosto między oczy. Najczęściej obuchem. Jednocześnie obrona przed tymi zjawiskami do łatwych nie należy. Przyczyn znów jest kilka. Mieszkańcy zazwyczaj nie wiedzą, kto jest odpowiedzialny za jakąś, z ich perspektywy niekorzystną, decyzję. A nawet jak się tego dowiedzą, to najczęściej trafiają w świat dokumentów pisanych hermetycznym żargonem zniechęcającym do dalszego drążenia tematu. Jeśli jednak zdesperowany mieszkaniec drąży, to i tak stoi zazwyczaj na pozycji z góry skazanej na porażkę. O swoje otoczenie bije się niejako po godzinach. A za przeciwników ma zawodowych inwestorów (deweloperów) oraz trwożliwie spoglądających na tych ostatnich urzędników miejskich.

Z tego poczucia bezradności w pewnym momencie zrodziła się złość. I to złość konstruktywna. Fenomenem ostatnich lat są bowiem coraz liczniejsze stowarzyszenia aktywistów, które próbują walkę o miasto nieco zrównoważyć. Takimi działaczami są autorzy "Antybezradnika", poznaniacy Lech Mergler, Kacper Pobłocki i Maciej Wudarski. To również dzięki nim Poznań uchodzi za miasto, w którym władze zaczynają się wreszcie liczyć z obywatelami. Przynajmniej bardziej niż w Warszawie. Sam "Antybezradnik" jest elementarzem. Potrzebnym każdemu, kto chce się poczuć w swoim otoczeniu trochę mniej bezsilny. Uczy nowego języka potrzebnego do rozmowy, pokazuje mapę interesów, konfliktów i sojuszy, które się w każdym mieście zdarzają. Wprowadza również kluczowe konstrukcje prawne (takie jak choćby plan miejscowy).

Nikt tu nie obiecuje, że będzie różowo. Gra w miasto to zadanie trudne i okupione frustracjami. Jeśli już jednak czymś się irytować, to dlaczego nie naszym najbliższym otoczeniem. Przynajmniej może być z tego więcej pożytku niż z siedzenia przed telewizorem i ubliżania Tuskowi albo Kaczyńskiemu.

@RY1@i02/2013/208/i02.2013.208.000002700.802.jpg@RY2@

Lech Mergler, Kacper Pobłocki, Maciej Wudarski, "Antybezradnik przestrzenny: prawo miasta w działaniu", Biblioteka Res Publiki Nowej, Warszawa 2013

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.