Szybka wzdęta żaba
Co prawda Legia nie zagra w Lidze Mistrzów, ale w ubiegłą niedzielę mieliśmy okazję podziwiać inne widowisko piłkarskie na miarę naszych możliwości - mecz pomiędzy politykami a gwiazdami stacji TVN. Niestety, nie mam pojęcia, kto strzelał gole, jaki był ostateczny wynik i jaki duet polityczno-dziennikarski przyłapał na gorącym uczynku w szatni Jan Tomaszewski. Widziałem jedynie, jak Ryszard Kalisz przed bramką przeciwnika wywinął takiego orła, że zatrzęsły się trybuny. Więcej z samego meczu nie pamiętam. Bo głównymi rozgrywającymi nie byli wcale piłkarze, tylko Kinga Rusin i Agnieszka Szulim, które biegały w szpilkach po trybunach, reklamując jesienną ramówkę TVN, a także przyprawy, zegarki, pieluchy i rajstopy. Oczywiście czasami trzeba było "oddać głos do studia". W ustach Rusin brzmiało to trochę inaczej: "Oddaję głos Sergiuszowi Ryczelowi w oknie Drutexu". W tym momencie oczom milionów widzów ukazywał się tefałenowski komentator sportowy siedzący na tle wielkiego okna firmy Drutex.
Szczerze mówiąc, to odniosłem wrażenie, że na Legii nie było żadnego meczu, tylko odbywały się tam targi jubilersko-budowlane pod patronatem TVN. Widać standardy reklamowe mamy adekwatne do poziomu piłki nożnej. Wszystko to podobno w szczytnym celu - aby wesprzeć Fundację TVN "Nie jesteś sam". Kto chciał obejrzeć mecz na żywo, musiał kupić bilet, kto oglądał go w telewizji - mógł wysłać SMS, a zebrane w ten sposób pieniądze przeznaczone zostaną ponoć na zakup sprzętu medycznego dla dzieci. No dobra, a co z kasą od Drutexu, Aparatu i innych? Wydaje mi się, że ktoś tu sobie dziećmi gębę wyciera, przy okazji ubijając niezły interes.
W tym momencie chciałbym płynnie przejść do Nissana Juke, który wygląda trochę jak niektórzy politycy i dziennikarze w obcisłych koszulkach i krótkich spodenkach, czyli po prostu śmiesznie. Jestem więcej niż pewien, że na początku to auto nazywało się "Joke", ale stwierdzono, że nikt go nie kupi, więc podmieniono przynajmniej jedną literę. Karoserię Juke zaprojektował człowiek, któremu w pewnym momencie życia odbiło i trafił do wariatkowa - tam wykonał ostatnie zlecenie dla Nissana. Samochód wygląda jak żaba nadmuchana przez słomkę, która w dodatku dostała wytrzeszczu oczu.
W tym miejscu chciałem zwrócić waszą uwagę na całą gamę Nissana - poza sportowymi modelami 370Z i GTR nie ma w niej ani jednego naprawdę ładnego samochodu. Takiego, na który byście spojrzeli i stwierdzili: "Naprawdę do mnie pasuje. Chciałbym go mieć". Bo nissany są dla ludzi praktycznych, a nie ładnych. Dla grabarzy na przykład. Albo rolników. Dla kogo jest Juke? Nie mam pojęcia, ale wiem, że ktoś, kto go projektował, naprawdę przyłożył się do roboty i na pewno bardzo, ale to bardzo lubi prowadzić samochód. Bo tak dobrego zawieszenia i układu kierowniczego jak ten Nissan nie ma żaden inny crossover (to takie ładne określenie na SUV-y, które służą głównie do jeżdżenia na zakupy, do fryzjera i na manicure). Naprawdę nawet przez chwilę nie spodziewałem się, że tak brzydkie auto może się tak dobrze prowadzić i dawać tyle frajdy. Jest po prostu świetny, i to zarówno na krętych drogach, jak i na autostradzie. Szczególnie ze 190-konnym benzyniakiem pod maską, który ze zdumiewającą łatwością i lekkością "objeżdża" znacznie mocniejsze bmw czy audi. To naprawdę robi wrażenie.
Szkoda, że tuż po tym, jak ktoś zdolny z Nissana zaprojektował ten samochód, przyszedł człowiek z księgowości i zaczął grymasić, że wyszło za drogo. Wstawił małe i płaskie fotele z Micry, materiały do wykańczania deski rozdzielczej kazał pozbierać po osiedlowych kontenerach z napisem "plastik", a lampkę oświetlającą wnętrze żywcem przeniósł z modelu Sunny z 1995 r. Bo była po prostu tania. Tandetna i brzydka, ale tania.
Juke ma jeszcze inne wady, jak choćby mikroskopijny bagażnik - ma zaledwie 200 litrów pojemności, co oznacza, że ledwie pomieści laptopa i parę rękawiczek. Ale wierzcie mi - zapomnicie o tych niedostatkach, gdy tylko ruszycie z miejsca. Trudno znaleźć na rynku drugi produkt oferujący tak dobre proporcje pomiędzy frajdą a codzienną praktycznością, i to przy zachowaniu umiarkowanej ceny - ok. 75 tys. zł. Innymi słowy, Sergiusz Ryczel powinien przesiąść się z okna Drutexu do juke’a. I on, i cały TVN wypadliby w nim znacznie lepiej.
@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.00000170a.803.jpg@RY2@
nissan juke
@RY1@i02/2013/173/i02.2013.173.00000170a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu