Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

M jak miłość

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Zazwyczaj w tym miejscu piszę o modzie, RTV, materiałach budowlanych, polityce, misiach polarnych, fokach i dwutlenku węgla. Samochód pojawia się gdzieś w przedostatnim akapicie felietonu (a jak jest kiepski, to w ostatnim), czym zazwyczaj sprawiam ogromny zawód wszystkim tym, którzy spodziewają się dowiedzieć, czy do jego bagażnika zmieści się wózek bliźniąt, huśtawka i wanna, ewentualnie czy możliwe jest przejechanie nim stu kilometrów na jednym litrze gazu LPG. Ale to wszystko dlatego, że zupełnie nie obchodzą mnie takie detale. I was też nie powinny. W przypadku każdego auta najistotniejszą rzeczą jest to, jak się w nim czujecie, jakie emocje w was budzi i czy siadając za jego kierownicą, myślicie: "Super, znowu się przejadę", czy raczej: "Boże, jak ja nienawidzę jeździć".

Przyznam szczerze, że sam doświadczyłem tego ostatniego uczucia, gdy wsiadłem do peugeota 2008. To przykład auta, które fajnie wygląda zaparkowane przed salonem fryzjerskim, ale w codziennym użytkowaniu kompletnie się nie sprawdza. Szczerze mówiąc, jeździ beznadziejnie do tego stopnia, że pod względem dynamiki lepiej od niego wypadają tramwaje, a nawet niektóre rowery. Dlatego nie poświęcę mu ani jednego słowa więcej. Po prostu nie warto. Lepiej od razu przejdę do samochodu, którym jeździłem kilka dni wcześniej - bmw M5.

W M5 w ciągu dwóch dni doświadczyłem więcej emocji niż łącznie przez minione 30 lat swojego życia. Jeszcze zanim do niego wsiadłem, szeroko się uśmiechałem, a gdy tylko odpaliłem silnik, cieszyłem się już jak dziecko, które dostało małego pieska i usłyszało, że futrzak może spać z nim w łóżku. Później przyszło zaskoczenie, następnie oszołomienie, był też podziw, strach, adrenalinowy odlot, a na koniec - gdy musiałem go oddać - ogromny żal, smutek i osamotnienie. Coś jak: "W dwa dni się zakochałem, a ona dała mi kosza".

Gdy pierwszy raz wsiądziecie do tego samochodu i w pełnej nieświadomości oraz kompletnie nieprzygotowani wciśniecie pedał gazu w podłogę, pęknie wam kręgosłup. Postanowicie zatem wykorzystać resztkę sił, jakie wam pozostały, do zahamowania, a wtedy wasza wątroba wyląduje na przedniej szybie. Do 200 km/h M5 przyspiesza w 11,7 sekundy, czyli czasie, w jakim normalne auta z trudem dobijają do setki (bmw dobija do niej w 4,3 sekundy). Hamowanie od stu do zera zabiera mu niecałe 35 metrów, a przeciążenia, jakie temu towarzyszą, sprawiają, że skóra naciąga się w taki sposób, że znika cellulit, a pojawiają się rozstępy.

Po sprzątnięciu wnętrza, zakupieniu maści na rozstępy i nastawieniu kręgosłupa postanowicie podejść do tematu po raz drugi - tym razem z pustym żołądkiem. Wówczas dostrzeżecie na kierownicy dziwny przycisk z literką "M2". Pomyślicie, że to skrót od słów "Mniej Mocy" i go wciśniecie z nadzieją, że pójdzie wam lepiej. Chwilę później poczujecie się, jakby ktoś podłączył was bezpośrednio do stacji transformatorowej. W ustawieniu "M" zawieszenie bmw robi się twarde jak granit, zautomatyzowana skrzynia biegów pracuje brutalnie jak kałasznikow, kontrola trakcji ingeruje jeszcze przy 150 km/h, a całe auto trzyma się asfaltu lepiej niż świeża żywica tylnej kieszeni waszych nowych dżinsów. Bogatsi o te doświadczenia bardzo szybko odnajdziecie w głowie nowe słowa opisujące przycisk "M2": Masakra i Mdłości.

Wierzcie mi, jeździłem już bardzo szybkimi samochodami, na torach zdarzało mi się przekraczać magiczną granicę 300 km/h, ale absolutnie żaden samochód nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak ten. Być może dlatego, że w przypadku M5 nie mamy do czynienia z niskim, dwuosobowym, szpanerskim i pretensjonalnym superwozem, tylko z pełnowartościową limuzyną mieszczącą wygodnie nawet pięć osób i 520 litrów ich bagaży. Co naprawdę niebywałe, przy całej swojej mocy i brutalności bmw potrafi być jednocześnie zaskakująco komfortowe - większego wrażenia nie robią na nim ani koleiny, ani dziury. Ponadto jest tu świetny sprzęt audio, bardzo wygodne fotele, nawigacja, mnóstwo elektronicznych udogodnień, dużo miejsca i do tego emocje zarezerwowane dotychczas dla właścicieli ferrari. A bmw kosztuje połowę tego co ferrari - ledwie pół miliona złotych.

Niemniej w przypadku tego auta oprócz mnóstwa pieniędzy trzeba mieć jeszcze mnóstwo zdrowego rozsądku. Ludziom bez głowy na karku i naprawdę sporych umiejętności ten samochód nie wybaczy najmniejszego nawet błędu - już na pierwszym zakręcie wyśle ich na tamten świat. Dlatego w chwili, gdy oddawałem M5 i rzewnie płakałem, to z ust mojej lepszej połowy dało się słyszeć głębokie westchnienie ulgi. I skończyły się SMS-y o treści: "Czy już dojechałeś?".

@RY1@i02/2013/139/i02.2013.139.00000170b.803.jpg@RY2@

bmw M5

@RY1@i02/2013/139/i02.2013.139.00000170b.804.jpg@RY2@

Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Łukasz Bąk

 zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.