Dla drogówki
Polska kinematografia przypomina mi naszą piłkę nożną. Jeśli pojawi się w niej wartościowa postać - reżyser, scenograf czy operator - to zaraz zostaje sprzedana do zagranicznego klubu i przestaje być Polakiem (przynajmniej w opinii międzynarodowej publiczności). Nominowany do Oscara za zdjęcia do "Helikoptera w ogniu" Sławomir Idziak jest Amerykaninem, a przynajmniej tak myślą Amerykanie. To samo dotyczy Janusza Kamińskiego, znanego za Wielką Wodą jako John Stoner, który otrzymał statuetki za "Listę Schindlera" i "Szeregowca Ryana". Agnieszka Holland, jak samo nazwisko wskazuje, pochodzi z Holandii, a Roman Polański (a raczej Polansky) to szwajcarski Francuz, ewentualnie francuski Szwajcar. Wracając do piłki - Lewandowski jest już Niemcem, a zaraz będzie Hiszpanem, Brytyjczykiem lub Włochem. Efekt tej prawidłowości jest taki, że polskie filmy jakością przypominają grę polskiej reprezentacji. W jednym i w drugim przypadku nie ma czego oglądać.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.