Dla drogówki
Polska kinematografia przypomina mi naszą piłkę nożną. Jeśli pojawi się w niej wartościowa postać - reżyser, scenograf czy operator - to zaraz zostaje sprzedana do zagranicznego klubu i przestaje być Polakiem (przynajmniej w opinii międzynarodowej publiczności). Nominowany do Oscara za zdjęcia do "Helikoptera w ogniu" Sławomir Idziak jest Amerykaninem, a przynajmniej tak myślą Amerykanie. To samo dotyczy Janusza Kamińskiego, znanego za Wielką Wodą jako John Stoner, który otrzymał statuetki za "Listę Schindlera" i "Szeregowca Ryana". Agnieszka Holland, jak samo nazwisko wskazuje, pochodzi z Holandii, a Roman Polański (a raczej Polansky) to szwajcarski Francuz, ewentualnie francuski Szwajcar. Wracając do piłki - Lewandowski jest już Niemcem, a zaraz będzie Hiszpanem, Brytyjczykiem lub Włochem. Efekt tej prawidłowości jest taki, że polskie filmy jakością przypominają grę polskiej reprezentacji. W jednym i w drugim przypadku nie ma czego oglądać.
Niedawno obejrzałem "Drogówkę" Smarzowskiego. Dla obcięcia kosztów połowę ujęć nakręcono telefonem komórkowym, a dźwięk został podłożony tak fatalnie, że połowy dialogów nie zrozumiałem. Może i dobrze, bo druga połowa była na tak niskim poziomie, że zacząłem się zastanawiać, czy polscy policjanci w ogóle znają jakiekolwiek inne słowa poza tymi uznawanymi za wulgarne.
Z samej fabuły można wysnuć wniosek, że w każdej polskiej komendzie pracuje siedmiu policjantów. Pierwszy radiowozem wywozi śmieci prosto do lasu i w dodatku jest rasistą, a jego żona rodzi czarne dziecko. Drugi z gliniarzy sypia z koleżanką z pracy (policjantka nr 3), przy czym jego żona sypia z jego najlepszym kumplem (policjant nr 4) z tej samej komendy. Piąty pędzi bimber i przez cały film ma promile we krwi. Szósty jest seksoholikiem - igraszkom oddaje się, nawet gdy prowadzi radiowóz. Siódmy to komendant - jeździ czerwonym ferrari kupionym za pieniądze pochodzące z ustawionej sprzedaży ziemi pod budowę autostrady. Co ich łączy? Ano to, że tuningują auta za pieniądze z łapówek i urządzają nimi nocne wyścigi po ulicach Warszawy.
Gratuluję panu, panie Smarzowski, stworzenia nowego gatunku - police fiction. Szkoda, że na tak żenującym poziomie. Uważam, że w rewanżu Komenda Główna powinna nakręcić film "Reżyserzy", w którym pokaże, jak pan i pana koledzy po fachu wciągacie nosami biały proszek z pośladków nieletnich aktorek-modelek, a produkcję filmów finansujecie z nielegalnego handlu bronią.
Mam jednak jeszcze jeden pomysł, jak policja może naprawić wizerunek, który popsuła "Drogówka". Powinna zakupić flotę hond civic 1,6 i-Dtec. Przede wszystkim to auto jest paskudne - tak paskudne, że najbrzydszy policjant wyglądałby w nim jak Mister Universum, a jego mundur - jak frak od Versacego. Wierzę, że są osoby, którym przedziwne kształty tylnych lamp, przednich reflektorów i pokraczna sylwetka tego auta się podobają, niemniej osobiście nie znam ani jednej. Znam mnóstwo, które widząc civica, zaczynają wymiotować.
To samo dotyczy wnętrza, które stworzył miłośnik gier komputerowych - wpadł np. na pomysł, że zamiast jednego zestawu wyświetlaczy zamontuje cztery. W efekcie zanim zorientujecie się, jak szybko jedziecie czy jakie obroty ma silnik, będziecie już tkwili z czubkiem nosa wbitym w przydrożną latarnię. Za to na pewno wnętrze civica przetrwa detonację policyjnego granatu - jest tak solidnie zmontowane i z tak dobrych materiałów, że jedynymi jego konkurentami pod tym względem są auta klasy premium oraz nowy Golf.
Jeśli przymkniecie oko na brzydotę auta, reszta was zachwyci. Znów postawię się w roli funkcjonariuszy drogówki - z jednej strony każe się wam oszczędzać paliwo, z drugiej strony często musicie szybko przejechać przez miasto. No więc niech wystarczy wam informacja, że Honda Civic z nowym 1,6-litrowym dieslem ma 120 koni i przyspiesza do setki w 10 sekund, spalając przy tym 5 l paliwa. I zaręczam, że jest to wynik z jazdy po mieście i po autostradzie. Nie mam lekkiej nogi, a na 50-litrowym zbiorniku tego auta przejechałem niemal tysiąc kilometrów! W dodatku świetnie zestrojone zawieszenie, bardzo dobry układ kierowniczy i wyciszenie wnętrza sprawiły, że były to kilometry pokonane z ogromną przyjemnością.
Tak więc funkcjonariusz w civicu będzie wyglądał nie tylko na ładnego, lecz także na inteligentnego (przecież musi umieć ogarnąć wszystkie te wyświetlacze i przyciski), świadomego ekologicznie, oszczędnego, zadowolonego z życia oraz uprzejmego. Sam nie wiem, jak do tego doszło, ale ta kompaktowa Honda bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Szczerze mówiąc, jest najlepszym autem z dieslem za 80 tys. zł, jakim do tej pory jeździłem.
@RY1@i02/2013/090/i02.2013.090.00000200a.803.jpg@RY2@
MATERIAŁY PRASOWE
@RY1@i02/2013/090/i02.2013.090.00000200a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu