Francuz z Bełchatowa. Miał być pokorny, a okazał się twardzielem
Gdy był czynnym zawodnikiem, cieszył się w środowisku wielką estymą. Ale kiedy naszym rodzimym trenerom sprzątnął sprzed nosa najlepszą posadę w kraju, wielu - oczywiście nigdy się do tego nie przyznając - czeka na jego potknięcie. Poczuli się, jakby ktoś wymierzył im policzek
Stephane Antiga pojawił się w Polsce w 2007 r. Nikt nie miał wątpliwości, że oprócz grającego wcześniej w polskiej lidze Plamena Konstantinowa, trafił do naszej ligi gracz niezwykłej klasy, z sukcesami i tytułami. Choć rok wcześniej biało-czerwoni zadziwili świat, zdobywając wicemistrzostwo świata, to polska liga nie była jeszcze tak atrakcyjnym miejscem pracy, jak dzisiaj. Zespoły grały w starych i ciasnych halach, a kluby nie były w stanie konkurować finansowo z europejską czołówką. Mimo tego Antiga, wtedy jeszcze zaledwie 31-letni siatkarz, podpisał kontrakt w Bełchatowie, choć rosyjski Ural Ufa oferował mu dużo więcej pieniędzy. Antiga logicznie nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego wybrał Skrę, a nie Ural. Kilka lat później w Uralu karierę zakończył jego przyjaciel Miguel Falasca, który rok temu został trenerem Skry. Wbrew pozorom miało to duży wpływ na życie Antigi. Przyglądając się przez kilka miesięcy swojemu przyjacielowi, zobaczył, że zamiana boiska na trenerską ławkę nie jest wcale taka trudna.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.