Polscy siatkarze, jakich nie znacie
Winiarski źle się czuje w Rosji, Wlazły lepiej sobie radzi na boisku, gdy jest w gburowatym nastroju, Ignaczak nie rozstaje się z kamerą, a Mika zamiast pod siatką mógłby grać na weselach. Oto najciekawsze informacje o naszych gwiazdach
Lubią pożartować, przejmują się ludzkim nieszczęściem i mają takie same priorytety jak większość - chcą żyć w szczęśliwych rodzinach.
- Źle się czułem w Rosji, bo niemal cały czas byłem tam bez rodziny. To była główna motywacja, by wrócić do Polski - wyznaje Michał Winiarski, kapitan i lider reprezentacji. Ktoś powie, że to nieprofesjonalne. Być może, ale kapitan polskiej kadry wielokrotnie podkreślał, że rodzina jest dla niego najważniejsza. To dla niej tego lata zrezygnował z połowy pieniędzy, które mógł zarobić w Rosji, i wrócił do Bełchatowa. Gdy się go zapyta, z czego jest najbardziej dumny, zawsze odpowiada: z synów i żony. Nie z tego, że wygrał Ligę Mistrzów czy zdobył srebro na mistrzostwach świata. Choć akurat ten drugi sukces wspomina każdego roku na urodzinach swojego starszego syna Oliwiera, który urodził się w dniu słynnego meczu Polska - Rosja na mistrzostwach w Japonii. To właśnie to spotkanie, wygrane po ciężkim boju 3:2, dało polskiej drużynie szansę na zdobycie medalu.
Winiarski to niezwykle pozytywna postać dla każdej drużyny - czy to klubiwej, czy narodowej - bo świetnie potrafi rozładować napięcie. Jego domeną są żarty i można śmiało się zakładać, że wśród jego kolegów nie ma ani jednego, którego choć raz by nie "wkręcił". Legendarne są jego telefoniczne "wywiady" z innymi siatkarzami, bo jak nikt inny potrafi idealnie naśladować głos jednego z najbardziej znanych dziennikarzy zajmujących się siatkówką. Kiedyś zadzwonił do jednego z kolegów i przepytał go na temat ostatniego meczu. - Widać było, że doskonale rozgrywasz piłkę, ale niestety Mariusz Wlazły nie potrafił wykorzystać twojej dobrej gry, prawda? - zadał pytanie "redaktor" Winiarski. Po chwilowym zastanowieniu padła odpowiedź: "No nie można tak do końca powiedzieć, ale może coś w tym jest...". Salwom śmiechu nie było końca, tym bardziej że wywiadowi przysłuchiwał się sam Wlazły.
"Winiar" sam też bywa zakręcony: zapomina o umówionych spotkaniach, a nawet o zbiórkach przed treningiem. Kilka lat temu razem z Wlazłym musiał jechać na trening przed jednym z wyjazdowych meczów Ligi Mistrzów taksówką, bo... zaspali na zbiórkę. Cała drużyna z nich wtedy żartowała. A akurat Wlazły niespecjalnie lubi z siebie żartować i - choć z Winiarskim dzieli pokój na zgrupowaniach - jest zupełnie inny. Winiarskiego nie da się nie lubić, a Wlazły bywa opryskliwy. Dziennikarze uknuli nawet teorię, że jeśli Wlazły zachowuje się jak gbur, to znaczy, że jest w wysokiej formie. A jeśli jest akurat miły i sympatyczny, to znaczy, że na boisku niewiele mu wychodzi. Lepiej, żeby nie była to prawda, bo na tegorocznym mundialu Wlazły nadzwyczaj chętnie i cierpliwie odpowiada na pytania dziennikarzy...
Przez wiele lat był właściwie niedostępny dla mediów i kibiców, bardzo chronił swoją prywatność (ma żonę i syna), ale w ostatnim czasie to zmienił. Aktywnie prowadzi konta na portalach społecznościowych, spotyka się z kibicami. Stworzył też fundację, która pomaga dzieciom w uprawianiu siatkówki. Turnieje Fundacji Mariusza Wlazłego gromadzą kilkaset dzieciaków z województwa łódzkiego, a jej fundator jest zawsze na nich obecny.
Ponadto chętnie współpracuje, podobnie jak wielu innych siatkarzy, z Fundacją Herosi. Właśnie rozpoczęła się sprzedaż charytatywnego kalendarza, którego bohaterem została reprezentacja Polski. Razem z kolegami Wlazły wielokrotnie odwiedzał małych pacjentów Centrum Zdrowia Dziecka i finansował leczenie chorych dzieci. Ale nigdy specjalnie się tym nie chwalił.
Siatkarz Skry sprawił też kiedyś niezwykły prezent pochodzącemu z ubogiej, wielodzietnej rodziny chłopcu, który marzył o tym, by z nim porozmawiać. O pragnieniu chłopca dowiedział się jeden z dziennikarzy i przekazał tę historię siatkarzowi wraz z informacją, że za kilka dni malec ma urodziny. Gdy cała rodzina siedziała przy stole, a chłopiec zdmuchnął świeczki na torcie, zadzwonił telefon. - Cześć, mówi Mariusz Wlazły, chciałem ci złożyć najlepsze życzenia urodzinowe - powiedział siatkarz. A chłopiec zaniemówił z wrażenia.
Pasją atakującego polskiej drużyny jest fotografia. Specjalizuje się w zdjęciach przyrody. Chwali się nimi na portalach społecznościowych i widać po nich nie tylko wysokiej klasy sprzęt, lecz także duże umiejętności. Niektórzy jego koledzy twierdzą, że po zakończeniu kariery zajmie się fotografią na poważnie.
Zresztą większość siatkarzy ma jakąś pasję. Marcin Możdżonek na przykład jest chyba jedynym siatkarzem reprezentacji, który żywo interesuje się polityką. I uwielbia czytać książki - nie sposób zobaczyć go bez niej w autokarze. Słynie z oryginalnych wypowiedzi, a wielu dziennikarzy boi się zadać mu pytanie, by nie nadziać się na ciętą ripostę. Po bliższym poznaniu najwyższy siatkarz polskiej reprezentacji bardzo zyskuje, choć - na pierwszy rzut oka - sprawia wrażenie dziwaka. Możdżonek, podobnie jak Wlazły, stara się pomagać dzieciom w rozpoczęciu siatkarskich treningów. Od kilku lat w wakacje organizuje siatkarskie campy.
Słynną akcję charytatywną na rzecz głodujących dzieci w Syrii przeprowadził w ubiegłym roku środkowy polskiej reprezentacji Karol Kłos, który założył się ze swoimi fanami na Facebooku, że przefarbuje włosy na blond, jeśli wpłacą na specjalnie założone konto UNICEF 5 tys. zł. Gdy darczyńcy przekroczyli tę kwotę, siatkarz dotrzymał słowa, a hitem granym przed meczami w hali w Bełchatowie stał się przebój disco-polowej grupy Bayer Full "Moja mała blondyneczko". Kłos nie chciał się na tym zatrzymać i zaproponował swoim kibicom przefarbowanie włosów na różowo, jeśli zbiorą kolejne pięć tysięcy. Do tego już jednak nie doszło.
Siatkarz nie ma sobie równych w kontakcie z fanami za pośrednictwem Facebooka i to głównie dzięki niemu - i Andrzejowi Wronie - dowiadują się oni o kulisach reprezentacji. Dwie godziny po wtorkowym zwycięstwie nad Australią zamieścił na swoim profilu zdjęcie szamponu z... kangurem na opakowaniu. "To teraz czas na kąpiel" - napisał. Razem z Wroną toczył internetową wojnę pod nazwą Kłos vs. Wrona. Pomysłów im nie brakowało - kiedyś wymyślili, że będą wkładać sobie do ust chrupki kukurydziane i po każdym mówić "Skra Bełchatów". Film z tej bitwy bił rekordy popularności.
Medialnym "zwierzęciem" jest też Krzysztof Ignaczak, który prowadzi bardzo popularnego wideobloga "Igłą szyte". Niemal zawsze ma przy sobie kamerę i kręci kadrowiczów. Na igrzyskach w Londynie nagrał krótki film z Bartoszem Kurkiem w roli głównej. Rzecz działa się nazajutrz po ceremonii otwarcia, na którą Kurek nie poszedł, bo cierpiał na potworne zatrucie pokarmowe. - Bartek, jak oceniasz ceremonię otwarcia? - zapytał "Igła". - Moja ceremonia otwarcia wyglądała tak: odejdź, odejdź, bo będę rzygał - odpowiedział Kurek. Film w ciągu kilku dni obejrzało ponad 100 tys. osób.
Ignaczak to jeden z największych wesołków w drużynie, a także jeden z najbardziej ambitnych zawodników. Kilka razy wypadał już z kadry, ale zawsze do niej wracał. W 2005 r. bardzo przeżył śmierć swojego przyjaciela, również siatkarza reprezentacji Polski, Arkadiusza Gołasia, który zginął w wypadku samochodowym. To po nim Ignaczak przejął koszulkę z numerem 16, w której do dzisiaj gra w kadrze.
Nową gwiazdą drużyny jest Mateusz Mika, który w składzie na mundial zastąpił Bartosza Kurka. Mika z pewnością jest najlepszym muzykiem wśród siatkarzy i siatkarzem wśród muzyków. Uwielbia bowiem grać na gitarze, a jego koledzy żartują, że gdyby nie uprawiał sportu, to najpewniej zarywałby noce, grając na weselach. O jego życiu prywatnym wiadomo niewiele, choć niektórzy jego koledzy twierdzą, że jest wymarzonym kompanem do zabawy.
W drużynie, która w najbliższych tygodniach ma dać nam wiele radości, jest też kilku milczków, jak choćby Paweł Zagumny, Rafał Buszek czy Piotr Nowakowski. Do legendy polskiego dziennikarstwa przeszła już historia jednego z reporterów, który robił wywiad z Zagumnym, jadąc windą. Przez pięć pięter zdążył mu zadać siedem pytań. Z kolei Nowakowski dzięki swojej małomówności doczekał się nawet pseudonimu "Cichy Pit". Ciekawą postacią jest też libero Paweł Zatorski, nazwany kiedyś przez jednego z pracowników biura prasowego Skry Bełchatów "najstarszym nastolatkiem na świecie". A to dlatego, że już na początku swojej kariery udzielał wywiadów telewizyjnych z większym spokojem niż niejeden doświadczony zawodnik.
W ostatnich latach w polskiej kadrze było wiele wyrazistych postaci - Piotr Gruszka, Daniel Pliński, Bartman czy Kurek. Dziś bez wątpienia jest ich mniej. Trener Stephane Antiga najwyraźniej jest tego świadomy, bo duży nacisk postawił na atmosferę w drużynie. Już na samym początku zdecydował, że liderem ma być lubiany przez wszystkich Winiarski. A może po prostu nie chciał stać się jedną z ofiar bolesnych żartów "Winiara"?
@RY1@i02/2014/172/i02.2014.172.00000280a.101.jpg@RY2@
A. Staśkiewicz/East News
Mariusz Wlazły założył fundację wspierającą młodych siatkarzy
Paweł Hochstim
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu