Jak dobrze być fajtłapą
Oto książka o tym, że w pracy lub w biznesie czasem warto być frajerem.
Według Adama Granta z Wharton School of Business ludzi można podzielić z grubsza na trzy typy istot. Pierwsi to "biorcy". Czyli po prostu typowe cwaniaki. Oni non stop kombinują, jak tu ugrać dla siebie jak najwięcej. W brutalnym świecie niby dobrze być biorcą, bo twarde łokcie mogą się przecież przydać w każdej sytuacji. Z drugiej strony strategia biorcy jest jednak ryzykowna. Bo inni ludzie biorców instynktownie wyczuwają i za tymi śliskimi typami nie bardzo przepadają. Dlatego lubią ich od czasu do czasu za ten słabo skrywany brak skrupułów tak po ludzku ukarać. Czasem robią to wprost, częściej za plecami, np. drogą najtańszej sankcji społecznej - czyli obmowy. Efekt jest jednak podobny. Biorca dostaje po nosie. I niby jest spełniony, ale jednak nie do końca.
Zdecydowana większość ludzi ma jednak jakieś skrupuły. I nie jest gotowa, by dążyć do celu po trupach. Z drugiej strony zwyczajny człowiek nie ma jednak większej ochoty odgrywać roli frajera. Tacy ludzie szukają więc zdrowego (w ich mniemaniu) balansu między dawaniem a braniem. Grant nazywa ich "rewanżystami". Zdroworozsądkowe "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" to ich podstawowe zawołanie. Tacy ludzie są zazwyczaj przyzwoici (choć bez przesady) i przewidywalni. Współpracuje się z nimi normalnie, choć nie są to partnerzy, o których zwykło się mówić, że można z nimi konie kraść.
Ale jest jeszcze trzecia grupa. Gatunek ludzi - zdaniem Granta - najrzadszy. Ale jednocześnie najcenniejszy. To "dawcy". Tacy, co instynktownie i bez wyrachowania stawiają swój własny interes na dalszym planie. Z dawcami jest jednak ten problem, że powszechnie uważa się ich za frajerów, poczciwców i fajtłapy. Ale to prawda tylko po części. Adam Grant robił nawet badania, w których doskonale to widać. Próbował dzielić kadrę menedżerską kilku dużych i konkurencyjnych korporacji pomiędzy te trzy typy. I zawsze wychodziło mu, że dawców jest pełno na samym dole firmowej hierarchii. Ale jednocześnie druga część tych fajtłap dociera na sam szczyt. Zazwyczaj niedostępny dla "biorców" oraz "rewanżystów".
I w sumie właśnie o tym jest "Dawaj i bierz". Książka, w której autor - wschodząca gwiazda amerykańskiego zarządzania (33 lata i już dożywotni profesor!) - próbuje pokazać czytelnikowi, jak zostać tym fajtłapą, który osiągnie największy sukces. Konsekwentnie dając i tylko w ostateczności biorąc. Jak to w przypadku tego typu amerykańskich publikacji, roi się w niej od długaśnych human stories - historii z życia wziętych - które służą autorowi do zobrazowania głównej tezy. Trafiwszy na nudniejszy kawałek, nie bójcie się więc przerzucać po kilka kartek do przodu. Dynamika wywodu na tym nie straci.
Bo samo przesłanie tej książki jest dość atrakcyjne. A na pewno bardzo prospołeczne. Po dziesiątkach, a może i setkach poradnikowych tomiszczy odwołujących się albo do najgorszych cech ludzkiej natury, albo niesamowicie naiwnych, wreszcie coś innego. Bo pomysły Granta nie wiodą do zażenowania. Raczej do życzliwego zaciekawienia. A to dla biznesowego poradnika chyba najlepsza rekomendacja.
@RY1@i02/2014/143/i02.2014.143.000002400.802.jpg@RY2@
Adam Grant, "Dawaj i bierz", Muza, Warszawa 2014
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu