Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Chcesz wygrać? Zdenerwuj rywala

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

"Kogo Bóg chce ukarać, temu najpierw rozum odbiera" - cytat z "Idioty" Fiodora Dostojewskiego pasuje nie tylko do wybryków Luisa Suáreza. Sportowe areny to dziś istny raj dla prowokatorów

Zachowanie napastnika reprezentacji Urugwaju to co prawda trochę inna kategoria, bo gryząc Włocha Giorgio Chielliniego, ukarał samego siebie i ostatni mecz mundialu, w którym grali jego koledzy, oglądał w telewizji. Straci również początek sezonu w Liverpoolu, bo FIFA zawiesiła go na dziewięć meczów międzynarodowych i zabroniła jakiejkolwiek działalności piłkarskiej przez cztery miesiące. Używanie w sporcie zębów oraz innych części ciała ma jednak długą i "chlubną" tradycję. Nie tylko w piłce nożnej i nie tylko po to, by okaleczyć rywala, tak jak bokser Mike Tyson, który odgryzł kiedyś kawałek ucha Evanderowi Holyfieldowi. Chodzi o to, by okaleczyć go... psychicznie. Sprawić, by stracił rozum i zamiast o grze myślał o zemście. Nie każdy jest jak słynny amerykański tenisista John McEnroe, którego gniew zwyczajnie nakręcał. Na większość ludzi działa on destrukcyjnie.

Prowokować można na wiele sposobów. - Za jaja chwytaj, palce w d... wsadzaj - taką radę, godną ministrów rządzącej koalicji, zaserwował mi przed laty trener w jednym z warszawskich klubów, gdzie jako dzieciak próbowałem spełnić swoje marzenia o zostaniu piłkarzem. Wyjaśniam, że chodziło mu o to, co mam robić, pilnując napastników rywali, bo ustawił mnie na pozycji środkowego obrońcy. - Sędzia tego nie widzi, a oni się zagotują - dodał pan trener. Cóż, nie posłuchałem go, może dlatego zamiast zawodowo kopać piłkę, tylko o jej kopaniu piszę. Inni mieli mniej skrupułów. Pewnie też więcej talentu, ale...

Ja nie biję, ja zaczynam bójki

Przemiły facet. Po każdym faulu podchodził i z uśmiechem na ustach pomagał mi wstać. Równocześnie jednak stawał korkami na palcach u nogi, w którą przed chwilą kopnął. Przy moim wślizgu udawał, że przeskakuje, by wylądować korkami na nodze. Uśmiech nie schodził mu przy tym z ust, a sędzia był tuż-tuż - tak wspominał piłkarza Claudio Gentile nieżyjący już reprezentant Polski Włodzimierz Smolarek. Włoski obrońca słynął przede wszystkim z brutalnych fauli, na mundialu w Hiszpanii (1982) podarł koszulkę na Brazylijczyku Zico, a jego pojedynki z Argentyńczykiem Diego Maradoną przypominały chwilami to, co oglądamy podczas walk MMA. Jak jednak widać, nieobce były mu również "subtelniejsze" formy.

Język może być straszliwą bronią, o czym przekonał się chyba każdy, kto widział finał mundialu w 2006 r. Zinedine Zidane do dziś nie wyjawił, czym Marco Materazzi aż tak go rozjuszył, że uderzył rywala głową i przewrócił (wyleciał za to z boiska), a media na całym świecie prześcigały się w coraz to nowych teoriach, zatrudniając do pomocy specjalistów od czytania z ruchu warg. Według Francuza to, co powiedział Włoch, obrażało jego matkę i siostrę. Materazzi wydał za to później książkę zatytułowaną "Co naprawdę powiedziałem Zidaneowi", w której zawarł 249 różnych wersji. - Tylko jedna jest prawdziwa - zaznaczył.

- Ja się nie biję. Ja zaczynam bójki. A potem odchodzę - przyznał kiedyś Bill Laimbeer, środkowy Detroit Pistons. Pod koniec lat 80. koszykarze Tłoków cieszyli się złą sławą, bo zdobywając dwa tytuły mistrza NBA, nie przebierali w środkach. Grał w tej drużynie m.in. słynny Dennis Rodman, ale najgorszy był właśnie Laimbeer. Wysoki, biały, o twarzy niewiniątka. Brutalnie faulował, ale jego popisowym numerem były właśnie prowokacje, po których bić chcieli go inni.

Szargając świętości

Świetną formą prowokacji jest również język... ciała. Najlepszym przykładem był finał Ligi Mistrzów z 2005 r. i popis Jerzego Dudka. Podczas rzutów karnych polski bramkarz kompletnie zdeprymował swoim tańcem zawodników Milanu i puchar zdobył Liverpool. Zachowanie Dudka - choć szeroko komentowane - było zresztą zupełnie niewinne w porównaniu z popisami innych. Inny były piłkarz Liverpoolu Robbie Fowler doprowadził kiedyś do szału swojego kolegę z reprezentacji Anglii Graemea Le Sauxa, sugerując, że jest on gejem. Jak to zrobił? Stojąc w murze przed wykonaniem rzutu wolnego, odwrócił się tyłem i rozchylił pośladki. Nawiązał w ten sposób do nietypowych - jak na piłkarza - zainteresowań ówczesnego obrońcy Chelsea (był m.in. miłośnikiem malarstwa). Nietrudno zgadnąć, że Le Saux nie rozegrał tego dnia wielkiego meczu. Fowler uwielbiał prowokować również kibiców przeciwnych drużyn. Wyzywany kiedyś od narkomanów, po strzeleniu gola ukląkł przy linii końcowej i udawał, że... wciąga kokainę. Kibice Glasgow Rangers znienawidzili swojego czasu Artura Boruca. Wszystko dlatego, że grający wówczas w Celticu Glasgow polski bramkarz ostentacyjnie przeżegnał się przed ich trybuną. Wpadli w taką furię, że jeden poinformował nawet o incydencie policję. Fani Rangers to - jak wiadomo - protestanci, Celticowi kibicują katolicy.

Tych ostatnich do wrzenia doprowadzał z kolei Paul Gascoigne. Grający w Rangers Anglik strzelił kiedyś bramkę w derbach Glasgow. Fetował ją, imitując grę na flecie, znienawidzonym symbolu szkockich lojalistów. W niewybredny sposób zabawił się również swojego czasu Enzo Maresca z Juventusu, który omal nie wywołał zamieszek w Turynie. Jak? Strzelił gola w meczu z Torino, po czym przebiegł przez pół boiska z przyłożonymi do głowy palcami wskazującymi, imitując rogi. Wyśmiał w ten sposób klubowy symbol rywali, czyli byka. Po meczu zawodnicy Torino chcieli pobić Mareskę, a kibice długo czekali na niego pod szatniami Stadio delle Alpi.

Prowokują również gwiazdy. Wspomniany już Jordan słynął z tego, że po każdym celnym rzucie do kosza odwracał się do pilnującego go obrońcy, mówiąc: - Tak będzie za każdym razem. Podobnie robił słynny David Beckham. Grający przeciwko niemu polscy piłkarze nieraz mówili, że na boisku bez przerwy w niewybredny sposób komentuje grę rywali.

Sam jednak też dał się raz sprowokować. W 1998 r., podczas mundialu we Francji, wyleciał z boiska za faul na Argentyńczyku Diego Simeone (dziś trenerze Atletico Madryt). Najpierw to Simeone sfaulował Beckhama, a na dodatek zawadził leżącego Anglika korkami. Wściekły Beckham podstawił mu nogę, a Simeone teatralnie padł na murawę. Osłabiona Anglia odpadła, a Beckham stał się na Wyspach wrogiem publicznym. Sprowokować - tyle że kibicowi - dał się również słynny Éric Cantona, a cios kung-fu wymierzony w fana Crystal Palace kosztował go osiem miesięcy dyskwalifikacji.

Wojować z publicznością uwielbiał słynny rumuński tenisista Ilie Nastase. Kiedyś włożył nawet pod tenisowy strój koszulkę z rysunkiem wyprostowanego środkowego palca. Gdy tylko słyszał gwizdy, pokazywał trybunom, co o nich myśli. Nie przebije jednak Francesco Tottiego, który zaatakowany przez rywala podczas wygranego przez Romę 4:0 spotkania z Juventusem, zachował się jak rasowy mim. Najpierw położył palec na ustach (co oznaczało: milcz), potem pokazał cztery palce (tyle bramek straciliście) i wreszcie tą samą dłonią wykonał ruch, który we Włoszech każdy zrozumie jako zachęcający w mało wybredny sposób do powrotu do domu (spadajcie!). Turyńczycy byli oburzeni, Rzymianie - wprost przeciwnie. Sprzedało się kilkanaście tysięcy koszulek z nadrukiem dokumentującym zajście.

@RY1@i02/2014/124/i02.2014.124.000001500.802.jpg@RY2@

AP

Wybryk Luisa Suáreza to nie jedyna niesportowa aktywność sportowców. Dochodzi do nich w wielu dyscyplinach

Hubert Zdankiewicz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.