Gwiazdy, które gasną na mundialach
Klubowi giganci bardzo często nie odnoszą sukcesów ze swoimi reprezentacjami narodowymi. Messi i Ronaldo to nie pierwsi wybitni piłkarze dotknięci podobnym przekleństwem
Od sześciu sezonów Złote Piłki dla najlepszego zawodnika globu krążą między nimi. Łącznie strzelili prawie 800 goli, wygrali wszystko, co mogli. Prawie wszystko. W kolekcjach Cristiano Ronaldo i Leo Messiego wciąż brakuje najcenniejszego trofeum - Pucharu Świata. Co więcej, na poprzednich mundialach obaj zawodzili.
- Nie sądzę, żeby piłkarza można było uznać za wielkiego, dopóki nie wygra mistrzostwa świata. Mam nadzieję, że uda mi się ta sztuka, i to jeszcze tego lata. Ale jeśli to się nie stanie, nigdy nie powiem o sobie, że jestem najlepszy - zapowiadał przed rozpoczęciem mundialu Argentyńczyk. Na poprzednich szło mu dość przeciętnie.
W 2006 r. 19-letni talent z Barcelony znalazł się w kadrze mimo kontuzji, która dręczyła go przez ostatnie tygodnie sezonu. Messi nie był jednak kluczową postacią drużyny José Pekermana. W wyjściowej jedenastce wybiegł raz, dwukrotnie wchodził z ławki, a pierwszy mecz grupowy i ćwierćfinał (przegrany z Niemcami) obejrzał z ławki. Jego dorobek zamknął się na golu (na 6:0 z Serbią i Czarnogórą) i asyście.
Cztery lata później nosił już kultowy numer 10 na plecach, był liderem kadry. Rozegrał dobry turniej, skutecznie rozdzielał piłki między kolegów, ale zabrakło mu indywidualnego błysku. Nie strzelił gola, a klęska 0:4 z Niemcami (znów w 1/4 finału) była bardzo bolesna.
Przed brazylijskimi mistrzostwami złośliwi żartowali, że Messi ma w MŚ mniej goli niż... Bartosz Bosacki. Dokładnie tyle samo - dwie bramki - ma na koncie CR7. Do tego zdobyte przeciwko takim tuzom jak Iran (2006 r., z karnego) i Korea Północna (2010 r., na 6:0). W meczach o najwyższą stawkę, np. półfinale z Francuzami w 2006 r., nie potrafił jednak udowodnić swojej wielkiej klasy.
Czy w 2014 r. któryś z gigantów się przebudzi? Trudno powiedzieć. Argentyńczyk nie imponuje formą, podobnie jak jego koledzy. Stać go tylko na zrywy, dzięki którym zdobył dwie piękne bramki dające jego kadrze wygrane z Bośnią (2:1) i Iranem (1:0). Bosackiego wyprzedził, ale z taką grą Albicelestes mogą zapomnieć o złocie.
CR7 dreptał przez większość czasu spotkań z Niemcami (0:4) i USA. W ostatnich sekundach drugiego meczu poderwał kolegów do walki, zaliczając asystę przy golu na 2:2. Portugalczycy zachowali dzięki temu matematyczne szanse i nadzieję na awans z grupy. Pytanie tylko, czy zmęczony długim sezonem i problemami z kolanem gwiazdor Realu będzie w stanie wykrzesać z siebie coś więcej?
- Jesteśmy średnią drużyną. Nie jestem hipokrytą, nigdy nie powiedziałem, że zdobędziemy mistrzostwo. Trzeba znać swoje miejsce - przyznaje Ronaldo. Przed mistrzostwami był bardziej optymistycznie nastawiony. - Marzę, jak każdy, żeby osiągnąć sukces na mundialu. Mam nadzieję, że będziemy w stanie walczyć z najlepszymi.
Marnym pocieszeniem dla obu jest to, że inni wielcy gracze nie tylko nie zdobyli złota, lecz także nie zagrali w finałach mistrzostw. George Best (Irlandia Północna), Ian Rush i Ryan Giggs (obaj z Walii) urodzili się w zbyt słabych piłkarsko krajach. Eric Cantona trafił na słabszy okres reprezentacji Francji, która nie zakwalifikowała się do finałów w 1990 i 1994. Największego pecha miał legendarny Alfredo Di Stefano. W 1950 r. jego Argentyna odmówiła udziału, a cztery lata później nie zakwalifikowała się do MŚ. As Realu zaczął występować w barwach Hiszpanii. Porażkę w eliminacjach do turnieju w 1958 r. odbił sobie cztery lata później. Tuż przed mistrzostwami napastnik doznał jednak kontuzji, która przekreśliła jego udział w mundialu.
W ostatnich latach na mistrzostwach rozczarowywało wielu zawodników o renomie niewiele mniejszej niż gwiazdorzy Barcy i Realu. Kaka, piłkarz roku 2007, był częścią złotej drużyny z Korei i Japonii, ale miał wtedy 20 lat i zagrał tylko 25 minut. Gdy w następnych turniejach ciężar gry spoczywał na jego barkach, mocno rozczarowywał. Jeden gol, trzy asysty, dwa razy odpadnięcie w ćwierćfinale - to jego dorobek. W 2014 r. nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze. Swojej wielkości nigdy nie udowodnił też Wayne Rooney. W 2006 i 2010 r. strzelił okrągłe zero bramek. Złą serię przełamał w tym roku z Urugwajem, ale do awansu z grupy to nie wystarczyło.
Bywali też gracze, którzy niekoniecznie musieli imponować formą przez cały sezon, ale na mundialach wznosili się na wyżyny swoich umiejętności. Starsi kibice doskonale pamiętają Paolo Rossiego, który strzelił nam dwa gole w półfinale mistrzostw w 1982 r. Wcześniej włoski napastnik odprawił z kwitkiem Brazylijczyków (hat trick), trafił też w finale. Wszystko to tuż po odcierpieniu dwuletniego zawieszenia za udział w aferze korupcyjnej.
Sensacją mundialu w 1990 r. był inny Włoch - Salvatore Schillaci. Mundial zaczął na ławce, z czasem wskoczył do pierwszego składu. Strzelił sześć decydujących o losach meczów goli, prowadząc kolegów do trzeciego miejsca na świecie. Karierę międzynarodową zakończył rok później z siedmioma bramkami w 16 występach. Mimo swoich wzlotów i upadków liderami drużyn w najważniejszych momentach potrafili być też Diego Maradona, Zinedine Zidane i Ronaldo. Czy Messi i CR7 są od nich gorsi?
- Leo jest niesamowity. Nie wydaje mi się, że potrzebuje mistrzostwa, żeby zostać legendą. Tak samo jest z Cristiano - twierdzi Jose Mourinho. - Ale Maradonie, Zidane’owi i Ronaldo się udało. Wielu wcześniej też. Dlatego każdy czeka, aż dzisiejsze gwiazdy to powtórzą - dodaje.
@RY1@i02/2014/122/i02.2014.122.000001500.101.jpg@RY2@
AP
Cristiano Ronaldo przyznaje: Portugalia to w tej chwili średnia drużyna
@RY1@i02/2014/122/i02.2014.122.000001500.102.jpg@RY2@
EAST NEWS
Leo Messi liczy na to, że Argentyna zostanie mistrzem świata
Tomasz Dębek
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu