Wiejskie kombi
Ludzie mają coraz poważniejsze problemy z wyglądem. Kobiety w rozmiarze XL wciskają się w eski, bo wydaje im się, że dzięki temu wyglądają szczuplej. Możliwe też, że w ten sposób chcą udowodnić sobie i światu, że nie mają kompleksów na punkcie swojej tuszy. Ale to tak, jakby głuchoniemy chciał udowodnić, że brak słuchu nie jest dla niego problemem, i wykupił roczny karnet do filharmonii. Dzięki kosmetykom zawierającym całą tablicę Mendelejewa i chirurgom plastycznym trzynastolatki wyglądają dziś jak czterdziestki, a czterdziestki - jak szesnastolatki. To rodzi wiele niebezpieczeństw - jednego dnia można zostać niesłusznie oskarżonym o pedofilię, a następnego o nekrofilię. Mam koleżankę w słusznym wieku, która proszona jest o okazanie dowodu osobistego za każdym razem, gdy kupuje papierosy, podczas gdy moja nastoletnia chrześnica gimnazjalistka wypaliłaby karton marlboro przed Komendą Główną Policji i nikt by się nią nie zainteresował.
Jeżeli o facetów chodzi, to niektórzy postanowili przeszczepić na ludzki grunt prawo obowiązujące u zwierząt - samiec musi być ładniejszy od samicy. Ich skóra ma strukturę muślinu, włosy układają na lokówkach, a na widok pryszcza wpadają w histerię. Chodzą w kozakach, noszą torebki oraz miewają zespół napięcia przedmiesiączkowego. Dawniej nazywano ich zniewieściałymi fujarami, dzisiaj są cool, wyznaczają trendy i są na topie. I nazywa się ich metroseksualnymi. Wszyscy myślą, że to takie fajne określenie, ale tak naprawdę chodzi o sugestię zorganizowania im zbiorowego zwiedzania tuneli podziemnej kolejki, podczas którego z pełną prędkością wjedzie do nich pociąg.
Niestety, rola metroseksualnych rośnie i jestem pewien, że niedługo będą musieli uwzględnić to w swoich planach nie tylko producenci odzieży i kosmetyków oraz ginekolodzy, lecz także koncerny motoryzacyjne. BMW zacznie sprzedawać różowe kabriolety, Mercedes zaoferuje w swoich modelach tapicerkę w kratkę Burberry, a do dowolnego citroena będzie można zamówić depilator. Citroen i Opel już zresztą mają w swoich gamach modele, które można upstrokacić wedle życzenia - drzwi pomalować na żółto, dachy na czerwono, a w lusterka wbić srebrne kolczyki.
A skoro przy Oplu jesteśmy, to opowiem wam o nowej insigni. Nowej na dwa sposoby: po pierwsze auto przeszło lifting, a po drugie jeździłem zupełnie nową jego wersją country tourer, w wolnym tłumaczeniu - wiejskim kombi. Jest to tradycyjna insignia z nieco podniesionym zawieszeniem, paroma plastikowymi nakładkami i napędem na cztery koła. Czyli rzeczywiście do jazdy po wsiach, do których nie dotarła cywilizacja w postaci asfaltu. Faktem jest, że samochód bardzo dobrze radzi sobie w takim terenie - głębsze doły, wyrwy, kamyki, trawę, kałuże, piach i błoto pokonywałem nim ze zdumiewającą swobodą i przeświadczeniem, że nic nie ma prawa odpaść. Na autostradzie country tourer też świetnie sobie radził - nawet grubo powyżej przepisowych limitów zachowuje się pewnie, czuć, że opony przylegają do asfaltu, a cała ta wiejska buda jest bardzo stabilna. A do tego jest w niej cicho i komfortowo.
Niestety testowany egzemplarz miał jeden poważny mankament - 163-konnego diesla pożeniono w nim z sześciobiegowym automatem. To małżeństwo, w którym on jest leniem leżącym całymi dniami na kanapie, a ona ciągle nim szarpie, żeby się ruszył. Przy czym jeszcze nigdy nie osiągnęła celu. Przyspieszanie do setki zajmuje insigni 11,4 sekundy, co w XXI wieku i w klasie limuzyn za 150 tys. zł jest wynikiem żenującym. Wiecie jak to jest, kiedy chcecie zapalić papierosa, ale wasza zapalniczka tylko iskrzy, a płomienia nie widać? Dokładnie tak wkurzające są osiągi contry tourera CDTI. Problem rozwiązuje wersja BiTurbo droższa o 9 tys. zł i bogatsza o 32 konie. Albo doładowany 250-konny benzyniak. Przy czym w tym drugim wypadku powinniście być przygotowani na to, że przy każdej wizycie na stacji benzynowej będziecie garściami wyrywali sobie włosy z głowy. A jeżeli jesteście metroseksualni, będziecie płakali tak, że wam się tusz do rzęs rozmaże.
Jeżeli chodzi o wnętrze country tourera, to jest to po prostu insignia kombi, czyli: 540 litrów bagażnika, sporo miejsca na tylnej kanapie, bardzo wygodne fotele i dobre wykonanie. Problem widzę z dwiema rzeczami. Pierwsza to nowy sprzęt multimedialny, który obsługuje się równie intuicyjnie co prom kosmiczny. Przysięgam, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się sięgnąć po instrukcję obsługi jakiegokolwiek sprzętu audio w jakimkolwiek aucie, natomiast w insigni byłem tego bliski każdego dnia. A ostatecznie nie zrobiłem tego wyłącznie dlatego, że zawsze bardzo mi się spieszyło i wolałem nie słuchać ulubionej stacji radiowej, niż nie dojechać do celu na czas. Druga rzecz, która boli mnie w zmienionym oplu, to zegary, które wyglądają na kupione na dziale "trzeci gatunek" w Biedronce. Nie rozumiem, co było nie tak z tymi starymi. Przecież działały tak samo, a były ładniejsze...
Reasumując, insignia country tourer bardzo dobrze wygląda i sprawdza się tam, gdzie inne limuzyny nie wjadą. Opel stworzył udany, uniwersalny rodzinny samochód, którego największą wadą jest słabe serce. Na szczęście można je zamówić w wersji z rozrusznikiem. Wtedy insignia staje się countryseksualna - można ją pokochać i zamieszkać z nią na wsi.
@RY1@i02/2014/089/i02.2014.089.00000190a.101.jpg@RY2@
Opel Insigna Country Tourer
@RY1@i02/2014/089/i02.2014.089.00000190a.802.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu