Szympansy będą zachwycone
Idzie wiosna, a wraz z nią nowa ramówka w tefałpe, tefałenach i polsatach. A ramówka nie może istnieć bez gwiazd. Szczególnie takich, które potrafią wywijać na parkiecie dżajfy, rumby i samby, czyli tańce, które obecnie są bardziej polskie niż polonez, krakowiak i oberek. I tak w programie "Dancing with the stars" wystąpi Jacek Rozenek, czyli perfekcyjny pan domu. Chodzą plotki, że na pierwszej lekcji tańca zjawił się z całym swoim majdanem oraz zachęcał wszystkich do zachowania sterylności, krzycząc, że "wódka musi być czysta".
W zacnym gronie tańczących znalazł się również były zapaśnik, a obecnie wzięty piosenkarz Rafał Brzozowski, który najbardziej obawia się tego, że przez swój garb "nie będzie umiał trzymać ramy". Wypada zatem polecić mu trening w galerii Fibaka - poprzewiesza trochę obrazów i problem z trzymaniem ramy zniknie. A przy okazji pan Wojtek może podpowie panu Rafałowi, co trzeba robić, aby mieć wielkiego tenisa i się przy tym nie garbić...
Skoro o tenisach mowa, możemy zwrócić uwagę na ich zdeklarowaną miłośniczkę Natalię Siwiec. Wyznaje ona szczerze: "Tańczę codziennie, choć nie wiem, czy to można nazwać tańcem". Hm... Odnoszę wrażenie, że Natalii w krew weszło "robienie czegoś, czego nie można tak nazwać". Na przykład często i chętnie obnaża swoje piersi, których piersiami raczej nazwać nie można (to żelatyna). Chętnie też wypowiada się polsku, choć ani wypowiedzi, ani "po polsku" to do końca nie są. No i nazywa siebie modelką, choć dla mnie pod tym określeniem kryje się naturalność, podczas gdy Siwiec jest równie naturalna jak zupa w proszku.
Jesteśmy przy "modelkach", więc przejdę do Anji Rubik, na której widok mój pies dostaje ślinotoku - w życiu nie widział tylu kości naraz. Anja prowadzi program lansujący młodych projektantów. A prowadzi go w języku polglish, co prezentuje się mniej więcej tak: "Ta dress jest po prostu emejzing. Jak już zostaniesz feszyn star, będę się ubierała w twoim szopie. A teraz zejdź mi z moich ajs, bo jestem dżelys o to, że jesteś mor bjutiful ode mnie". Dodać należy, że ta "dress" wykonana została z siatki na krety, folii paroizolacyjnej i tapety fizelinowej, w związku z czym pod względem estetyki było jej bliżej to kambodżańskiej chaty niż kiecki na bal charytatywny. Jeżeli taką modę wylansuje nam Rubikowa, to niedługo będziemy się ubierali w składach budowlanych.
Jestem przerażony poziomem naszej telewizji. Jeszcze bardziej jednak przeraża mnie liczona w milionach liczba Polaków, którzy konsumują przygotowane przez nią menu, mlaskając przy tym ze smakiem i zachwycając się każdym kęsem. Wniosek jest jeden: aby rozrywka nam smakowała, musi być płytka, głupia, mieć kościstą twarz, sztuczne piersi oraz zasób słów ograniczony do dziesięciu. Tym, którzy jej nie trawią, mogę zasugerować jedynie wyrzucenie telewizora i zastąpienie go szybkim samochodem. Do głowy przychodzi mi np. Audi Q3 RS. Ma 310 koni i do setki rozpędza się w ciut ponad 5 sekund. Jako że jego turbodoładowany pięciocylindrowy silnik jest lekki, napęd na cztery koła fantastyczny, a zawieszenie sportowo zestrojone, dobrze się prowadzi. Brzmi przy tym jak wściekły pies i potrafi sprowadzić do parteru właścicieli samochodów wyglądających na poważniejsze.
Celowo użyłem słowa "poważniejsze", bo Q3 RS jest... śmieszne. To mały SUV klasy premium, więc macie prawo oczekiwać od niego względnego komfortu, przestronności i rozsądnej ceny, ale nie dostajecie żadnej z tych rzeczy. Ma twarde zawieszenie, tylko 350-litrowy bagażnik, jego wnętrze wykonane jest z tanich - jak na audi - plastików, a całość kosztuje niemal 240 tys. zł (to wersja, która w katalogu powinna nosić oznaczenie "golas"). Jest też głośny przy wyższych prędkościach, w związku z czym chęć do wykorzystania jego 310 koni na autostradzie szybko wam przejdzie. Ale najgorszą rzeczą w tym aucie jest pozycja za kierownicą. Przy maksymalnie obniżonym fotelu czułem się, jakbym siedział na koźle, a nie w sportowym samochodzie. A żeby trzymać kierownicę jak Pan Bóg przykazał i nie zmiażdżyć sobie przy tym kolan, musiałbym mieć proporcje szympansa. Reasumując, za teoretyczne 240 tys., a realne 270-280 tys. Audi sprzedaje wam 310-konny samochód, który jest szybki, ale pozbawiony sensu. Tak jak pozbawiony sensu byłby nawet najszybszy kozioł wystawiony do biegu na wyścigach konnych.
Audi ma w ofercie również samochód, który ma wszystkie zalety Q3 RS, przy czym pozbawiony jest większości jego wad. Nazywa się S3, oferuje podobną ilość miejsca we wnętrzu, jest lepiej wykonany, nie stoi na szczudłach, choć też ma napęd na cztery koła, lepiej się prezentuje, jest cichszy, a do tego ciut szybszy i tańszy o niebagatelne 80 tys. zł. Potrzebujecie więcej argumentów? Proszę - Q5 3.0 TFSI wolniejsze podczas przyspieszania o 0,5 sekundy, za to bardziej prestiżowe, większe i świetnie sprawdzające się w długich trasach za 20 tys. zł mniej.
Trudno mi sobie wyobrazić człowieka, który wsiadłby do Q3 RS i uznał, że nie mógł lepiej spożytkować blisko 300 tys. zł. Musiałby być idiotą. Albo szympansem. Ewentualnie modelką.
@RY1@i02/2014/046/i02.2014.046.000002200.803.jpg@RY2@
Audi Q3 RS
@RY1@i02/2014/046/i02.2014.046.000002200.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu