Dziennik Gazeta Prawana logo

Łukasz Kruczek. To też jego złoto

28 czerwca 2018

Jako skoczek o olimpijskim złocie nie mógł nawet marzyć. Jako trener właśnie je zdobył i nie zamierza na tym poprzestać

Ostatnio Łukasza Kruczka często można zobaczyć z wilgotnymi od łez oczami. Wzruszył się w niedzielę po zwycięstwie Kamila Stocha na olimpijskiej skoczni w Soczi i podczas dekoracji. Często jak na człowieka, który jest raczej skryty i rzadko okazuje emocje.

- Nie codziennie zdobywa się tytuł mistrza olimpijskiego - mówi.

Z kadrą polskich skoczków pracuje od sześciu lat. Przeszedł długą drogę: od szkoleniowca, uważanego za zaufanego człowieka Apoloniusza Tajnera i bardzo chętnie krytykowanego, po uznanego w świecie fachowca. Dziś nikogo nie dziwią już pytania, czy nie ma propozycji pracy z zagranicznych federacji. - Nie ma tematu, nie zwracam na to uwagi. My mamy do dokończenia ten sezon. Myślę tylko o najbliższych tygodniach - odpowiada. - A krytyka? My, jako Polacy, mamy taki charakter, że albo chcemy stawiać pomniki, albo ścinać głowy. To niełatwe dla ludzi, których to bezpośrednio dotyczy.

Najtrudniejsze były dla niego dwa momenty. Pierwszy - gdy Adam Małysz postanowił indywidualnie trenować z Hannu Lepistoe. - Musieliśmy to wtedy wszystko jakoś poukładać - przypomina. Drugi - ponad rok temu, gdy polscy skoczkowie bardzo słabo zaczęli sezon. Jego posada wisiała wtedy na włosku. - W sytuacjach kryzysowych radzimy sobie metodą lustra. Biorę marker i zapisuję na lustrze, czasem szybie, wnioski, jakieś myśli, generalnie to, o czym rozmawiamy. To pomaga rozwiązywać problemy - przekonuje.

Z podopiecznymi ma świetny kontakt. Potrafi do nich dotrzeć, porozmawiać. A kiedy trzeba - ustawić do pionu. - Jak zawodnika coś gryzie, to trzeba mu pomóc. To jest tak, że my cały czas uczymy się siebie nawzajem - mówi. - Siła tej kadry polega na tym, że oni trzymają się razem. Kumplują się też poza skocznią. Kamil? To taki typ, który bardzo szybko się uczy. I to w każdej sferze życia. Czasem jest jeszcze nerwusem, ale już się nauczył, że to mu nie pomaga.

Kruczek, który trenerskiego fachu uczył się przy Tajnerze, Heinzu Kuttinie i Lepistoe, wprowadził do reprezentacji nowe standardy. Polacy kiedyś przegrywali technologiczny wyścig z innymi reprezentacjami, trudno nawet napisać, że brali w nim udział. A dziś są w czołówce rywalizacji na lepszy sprzęt. Nie mamy kompleksów wobec Austriaków czy Norwegów. Wczoraj szkoleniowiec zdradził m.in., że latem intensywnie podglądaliśmy inne ekipy.

- Tak dziś wyglądają skoki, wszyscy czegoś próbują. Wysyłaliśmy ludzi, żeby fotografowali na skoczniach inne ekipy. Zresztą rywale robili dokładnie to samo z nami. Chodzi po prostu o to, żeby się zorientować, w którą stronę inni idą ze zmianami - wyjaśnia.

Okazało się, że w Soczi Polacy mają swoją nowinkę techniczną, która mogła pomóc Kamilowi Stochowi w bardzo dalekich lotach. Jaką? To na razie tajemnica.

- Sezon jest długi, więc na razie nie powiem. Sprawdzaliśmy to jednak już w Willingen, gdzie Kamil wygrał dwa konkursy - opowiada. - Sukcesy składają się z wielu drobiazgów. Najważniejsze jest jednak dobre przygotowanie, praca, trening. Możesz mieć superkombinezon, ale jak nie jesteś w formie, to nie wygrasz.

@RY1@i02/2014/030/i02.2014.030.000001600.802.jpg@RY2@

Tomasz Jagodziński/Newspix.pl

Łukasz Kruczek

Przemysław Franczak,

Soczi

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.