Spełniło się marzenie 12-latka z Zębu
Adam Małysz wciąż jest najwybitniejszym polskim skoczkiem. Ale to Kamil Stoch zdobył olimpijskie złoto w skokach, na które czekaliśmy od czasów Fortuny. Ten medal Kamil wymarzył sobie jako 12-letni chłopak...
Zima 1999 r. Wielka Krokiew. U jej stóp 12-letni, troszkę pyzaty, bardzo wygadany chłopak udziela pierwszego w życiu telewizyjnego wywiadu. "Do treningu namówiła mnie pani Jadzia z Zębu, która założyła ten klub, nasz LKS Ząb. Bardzo się cieszę, że skoczyłem tutaj, na tej skoczni 128 metrów, no i z mistrzostwa Polski młodzików w Szczyrku".
Tak, to był Kamil Stoch, który już wtedy miał zadatki na gwiazdę. Uśmiechnięty, mówiący ładnymi zdaniami. Mający wielkie marzenia. Marzenia o złotym olimpijskim medalu.
Gdy to opowiadał, miał już na koncie mistrzostwo świata młodzików. Największe wrażenie zrobił jednak dwa miesiące później w Zakopanem. Podczas zawodów Pucharu Świata w kombinacji norweskiej występował jako przedskoczek. Uzyskał 128 metrów. Żaden z zawodników biorących udział w zawodach nie zbliżył się nawet do tej odległości.
Stoch urodził się w podzakopiańskim Zębie. Z tej wsi pochodzą też Stanisław Bobak, legenda polskich skoków, a także mistrz świata w biegach narciarskich Józef Łuszczek.
- Skoki to od zawsze była jego ukochana dyscyplina. Pierwsze dwie pary nart, jakie mu dałem, to były zwykłe zjazdówki. Dopiero później kuzyn dał mu jakieś używane narty do skoków. Mały Kamil zabierał je ze sobą do łóżka - wspominał w jednym z wywiadów ojciec Kamila Bronisław, psycholog sądowy.
- Poza skokami nie widział niczego. Początkowo w LKS Ząb miała być tylko sekcja biegowa. Kamil jednak mocno się awanturował, że on nie będzie biegał. Chcąc nie chcąc, pani Jadzia musiała zatrudnić trenera od skoków - opowiada pierwszy klubowy trener Kamila, dziś asystent Łukasza Kruczka, Zbigniew Klimowski.
- Czy mamy następców Adama? Jest Kamil Stoch. Ma piękną sylwetkę w locie, potrafi łapać wiatr. On to w sobie ma od dziecka - to słowa Apoloniusza Tajnera z 2003 r. Ostatniego, który pracował z Małyszem.
Na pierwsze wielkie sukcesy ambitnego Stocha musieliśmy poczekać kilka lat. W Pucharze Świata wystartował w styczniu 2004 r. Oczywiście w Zakopanem. Zajął 49. miejsce. Pierwsze pucharowe punkty zdobył we Włoszech, w Pragelato. Dokładnie 11 lutego 2005 r. W 33. rocznicę zdobycia przez Wojciecha Fortunę złotego medalu olimpijskiego. Skoczył 118,5 i 121,5 metra. Zajął siódme miejsce. Małysz był dziewiąty.
Już wtedy nie lubił porównań do Adama. - Nie chcę być drugim Adamem ani jego następcą. Chcę być Kamilem Stochem - powiedział mi w wywiadzie, którego udzielił przed rozpoczęciem sezonu 2004/2005. To było w jednym z krakowskich hoteli. Nie był ani zły, ani obrażony. Grzeczny, uśmiechnięty, ale stanowczy.
Tak naprawdę najdłużej walczył jednak sam ze sobą. Od kiedy zaczął skakać, ciągle słyszał, jak wielki ma talent. Wiedział, że może zajść daleko. I to mu przeszkadzało. Długo jego największe kłopoty na skoczni wynikały z ogromnej ambicji, wysokich oczekiwań wobec samego siebie. W każdym konkursie walczył o zwycięstwo, nawet jeśli nie był do tego gotów. Na początku próbował pomagać mu ojciec, ale jako psycholog sądowy nie potrafił pomóc młodemu sportowcowi. Udało się dopiero po kilku latach. A pracowało nad tym kilka osób - psycholog sportowy Kamil Wódka, trener Łukasz Kruczek. Przełomem okazał się ślub. W 2010 r. Stoch poślubił Ewę Bilan. Kamil często podkreśla, że w jego przypadku nie sprawdziło się stare powiedzenie, że w tym fachu zawodnik po ślubie lata o 10 metrów bliżej.
23 stycznia 2011 r. - było coś symbolicznego w pierwszym triumfie Stocha w zawodach Pucharu Świata. Wygrał w Zakopanem. Adam Małysz skocznię opuszczał na noszach po groźnie wyglądającym wypadku w pierwszej serii.
Ale jeszcze bardziej symboliczne było to, co wydarzyło się dwa miesiące później - 20 marca w Planicy - miejscu, gdzie Małysz trzykrotnie odbierał Kryształową Kulę za zwycięstwo w Pucharze Świata i gdzie właśnie kończył karierę. Dalej - 216 metrów poleciał Orzeł z Wisły. Ale to Stoch wygrał, mimo że wylądował pół metra bliżej. Skakał w dużo gorszych warunkach i dostał pięć punktów kompensaty. To był ostatni w karierze konkurs Małysza. Włodzimierz Szaranowicz popłakał się na wizji, mówiąc: "Małyszomanii już nigdy nie będzie".
Dwa lata później w Predazzo legendarny komentator TVP znów mógł krzyczeć: "Jest pięknie, jest pięknie, jest tak jak przed dziesięciu laty. Kamil w locie po złoto, po nagrodę za swą karierę. Daleeeko".
@RY1@i02/2014/028/i02.2014.028.00000160b.101.jpg@RY2@
JERZY KLESZCZ/NEWSPIX.PL
Z Adamem Małyszem Kamil Stoch był związany i porównywany od początku kariery
Robert Małolepszy
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu