Nic nie czuć
Włoskie stowarzyszenie AIDAA wezwało do bojkotu popularnej bajki dla dzieci "Świnka Peppa". Obrońcy praw zwierząt twierdzą, że kreskówka wypacza rzeczywistość. Czytaj: "Jest jednym wielkim kłamstwem, bo życie świnek wcale nie jest tak różowe". Oczywiście, że nie jest! Życie hodowlanych królików także nie napawa optymizmem, a mimo to nie słyszałem, żeby ktoś chciał zakazać emisji bajek o Króliku Bugsie. Krowy mają jeszcze gorzej, tymczasem w reklamach pokazuje się je wypoczywające na leżakach albo ubrane w fiolet. A psy? Dlaczego, na miłość boską, jeszcze nie zabroniono publicznego wyświetlania "Reksia", "Czterech pancernych", "Komisarza Reksa" oraz filmów Pasikowskiego?
Nie znam imion, nazwisk i twarzy ludzi, których zatrudnia AIDAA. Podejrzewam, że założyli swoją organizację za pieniądze z Unii, następnie przepuścili tysiące euro na drogie samochody, zakupy w Mediolanie oraz wakacje w sycylijskich hotelach, a gdy przyszedł czas rozliczenia się z Brukselą, wpadli na pomysł najbardziej debilnej kampanii, o jakiej słyszał świat. I liczą, że im się upiecze.
Myślę, że wszystkim stowarzyszeniom tego typu - walczącym o prawo do godnego życia dla świń, koni, krów, kur, psów, kotów, chomików, rybek akwariowych i robaczków świętojańskich - należy odebrać głos. A ich członków wysłać gdzieś, gdzie mogliby znacznie lepiej spełniać się w roli obrońców uciemiężonych, np. do Korei, Wietnamu albo Chin. Tu na miejscu nic nam po nich. Nie pracują, więc nie budują gospodarki. Przeciwnie, niszczą ją, domagając się uwolnienia świń i sugerując, że moglibyśmy zastąpić ich pyszne mięso kiełkami rzeżuchy i ziarnami słonecznika. Na litość boską! Przecież to tak, jakby paliwo w baku samochodu próbować zastąpić powietrzem.
I w ten sprytny sposób przechodzimy do motoryzacji. A konkretnie do audi A8, któremu właśnie zafundowano kurację odmładzającą - wyprostowano parę zmarszczek na przodzie pod postacią reflektorów i grilla, a także odessano nieco tłuszczu z tyłka. To jednak byłoby na tyle. Wnętrze pozostało to samo. I dobrze, bo jest tak fenomenalnie wykonane, czytelne i intuicyjne w obsłudze, że grzebiąc w nim, można było tylko coś popsuć. Oczywiście nie powinniście oczekiwać po nim przepychu, patosu i luksusu na miarę nowego mercedesa klasy S. Audi to limuzyna dla ludzi, którzy nie lubią zegarków ociekających złotem i portfeli ze skóry aligatora. Wolą nie rzucać się w oczy i sterować wszystkim niezauważeni, z tylnego fotela.
Z tego też powodu w A8 powinni zasiadać na tylnej kanapie, a nie na fotelu kierowcy. Bo frajda z prowadzenia tego auta jest... Hm, ujmijmy to tak: wyobraźcie sobie, że kelner serwuje wam coś, co do złudzenia przypomina kotlet. Ślinka wam cieknie, łapiecie za nóż i widelec, odkrawacie soczysty kawałeczek, wkładacie go do ust i odkrywacie, że owszem, podano wam kotlet, ale sojowy. Właśnie takie rozczarowanie towarzyszy prowadzeniu audi A8. Sposób, w jaki jeździ, nazwałbym syntetycznym - kręceniu kierownicą towarzyszy wrażenie, że wszystkim sterują komputery. Nie ma tutaj bezpośredniego związku, jaki łączy kierowcę z drogą choćby w bmw serii 7. Owszem, A8 może jechać bardzo szybko, bardzo cicho i bardzo bezpiecznie. Powieka wam nie drgnie, kiedy przekroczycie 200 km/h, a ostre zakręty będziecie pokonywali ze swobodą baletnicy, ale zawsze będzie towarzyszyło wam to dziwne uczucie, że pośrednikiem między wami a asfaltem są Pan Megaherc i Pani Gigabajt. Siedząc z tyłu, zupełnie o tym nie myślicie, bo was to po prostu nie interesuje. Szczególnie jeżeli do dyspozycji macie system multimedialny, regulowany na milion sposobów fotel i zawieszenie, które dba o to, aby wasze pośladki i kręgosłup zawsze były w fenomenalnej kondycji.
Problem widzę niestety w podstawowym silniku, jaki trafia pod maskę tego samochodu - trzylitrowym dieslu. Owszem, aksamitnie pracuje, ma wystarczające 258 koni, przekazuje je na wszystkie cztery koła za pomocą bardzo sprawnej ośmiobiegowej automatycznej skrzyni biegów. Problem w tym, że za to wszystko Audi każe sobie słono płacić pod dystrybutorem. Możecie się śmiać, że nikt nie zwraca uwagi na zużycie paliwa w aucie, którego cennik zaczyna się kwotą 360 tys. zł. Ale wierzcie mi, że gdy przepisowa jazda autostradą kończy się zużyciem na poziomie 9-9,5 litra ON, zaczynacie się zastanawiać, czy aby coś się przypadkiem nie zepsuło. Nie tyle jest to "nieakceptowalne finansowo", ile irytujące. Bmw i mercedes z podobnymi motorami palą 1,5-2 litry mniej. Dlatego polecam wam wysupłanie dodatkowych 75 tys. zł i zakupienie wersji 4.2 TDI, która ma 385 koni - w tym wypadku przynajmniej będziecie wiedzieli, za co płacicie. Co prawda siedząc na tylnej kanapie, raczej nie wykorzystacie potencjału tego modelu osobiście, ale wasz szofer powinien się ucieszyć. Z pewnością uzna, że z tym motorem audi jest jak tłusty kotlet schabowy doprawiony chilli.
@RY1@i02/2014/026/i02.2014.026.00000190a.803.jpg@RY2@
Audi A8 3.0 TDI
@RY1@i02/2014/026/i02.2014.026.00000190a.804.jpg@RY2@
Łukasz Bąk zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Łukasz Bąk
zastępca kierownika działu życie gospodarcze kraj
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu