Mercedes? Dziękuję, pojadę fordem
Dawniej podział klasowy samochodów był jasny i czytelny - istniały marki "dla ludu" oraz marki premium dla tych, którzy mieli grubsze portfele i mniejsze paróweczki. Rzecz jasna, grono tych drugich było bardzo skromne. Liczyły się w zasadzie tylko Mercedes, BMW oraz trochę Audi i Jaguar. Ciut później dołączył do nich jeszcze Lexus. I to by było w zasadzie na tyle. Taka segregacja sprawdzała się przez dziesięciolecia, aż nagle ktoś doszedł do wniosku, że to motoryzacyjny rasizm i ostracyzm, z którym należy się rozprawić. W ubiegłym tygodniu ze zdumieniem przeczytałem, że Citroën właśnie wyodrębnił ze swojej gamy modele DS i od kilku dni nie są one już Citroënami. Są DS-ami. I ponoć zaliczają się do klasy premium. Jeżeli dobrze zrozumiałem, to mamy teraz na rynku nowy model: DS DS4, który jest niczym innym jak citroënem C4, w którym nie ma normalnych klamek w tylnych drzwiach oraz w którym nie da się opuścić tylnych szyb. To trochę tak, jakby producent konserwy turystycznej urwał z puszki zawleczkę do jej otwierania, nakleił nową, kolorową etykietę z napisem "Wieprzowina luksusowa" i podniósł cenę o 40 proc. Nie sądzę, aby dzięki temu na sklepowych półkach ustawiano ją pomiędzy kawiorem z jesiotra, truflami a serem cheddar.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.