Inny komunizm jest możliwy
Jan Sowa przestał się już dobrze zapowiadać. Książką "Inna Rzeczpospolita jest możliwa!" wchodzi na pierwszą linię debaty o tym, jaka powinna być Polska w drugiej posttransformacyjnej 25-latce. Przyszłość widzi Sowa w komunizmie. Ale nie tym z gębą Stalina, Lenina i Gomułki.
"Inna Rzeczpospolita" to czwarta pozycja w dorobku 39-letniego socjologa i psychologa. Spore uznanie przyniosła mu zwłaszcza ta poprzednia, czyli wydane w 2011 r. "Fantomowe ciało króla". Sukces tamtej książki był paradoksalny. Bo z jednej strony nie było to dobre czytadło, lecz rozprawa napisana hermetycznym i momentami irytującym językiem postmodernistycznej socjologii i psychonanalizy. Często, zamiast tłumaczyć, niepotrzebnie niektóre rzeczy komplikowała. Ale z drugiej strony była w niej niesamowita moc przyciągania. Czytelnik, nawet jeśli nie do końca nadążał, to i tak, jakby zahipnotyzowany, patrzył z podziwem na kreśloną brawurowo i suwerennie reinterpretację ostatnich 500 lat historii Polski. Niektóre zdania (choćby "I RP była jakby wielką konfederacją pracodawców prywatnych") powalały celnością i zapadały głęboko w pamięć. W ten sposób "Fantomowe ciało króla" przygotowało grunt pod sukces takich książek, jak głośna ostatnio "Prześniona rewolucja" Andrzeja Ledera.
W "Innej Rzeczpospolitej" Sowa też z początku idzie wytyczonym przez samego siebie szlakiem. Dlatego pierwsza część książki jest przełożeniem głównych tez "Fantomowego ciała..." na język bardziej strawny dla czytelników tytułów sygnowanych przez mainstreamowe wydawnictwo W.A.B. Dość szybko pojawiają się jednak wątki nowe i świeże, które czynią "Inną Rzeczpospolitą" ważnym głosem w debacie o przyszłości polskiej polityki. Sowa zaczyna od odrzucenia pozornego dylematu między dwiema wizjami Polski. To znaczy sporu między Polską liberalną (modernizacja na wzór zachodni i rozpłynięcie się w integracji europejskiej) a Polską jagiellońską (kultywowanie cnót patriotycznych w oparciu o silne państwo narodowe). Zdaniem Sowy i jeden, i drugi projekt jest ułudą i nie przyniesie wyrwania się przez nasz kraj z pozycji peryferyjnej. Dlatego jego ambicją jest wytyczenie zupełnie nowego kierunku. A tym kierunkiem jest właśnie... komunizm.
Jak to? Komunizm? W Polsce? Po doświadczeniu 40 lat PRL? Tak, właśnie w Polsce - przekonuje Sowa. I robi to dosyć sprawnie. Nietrudno mu na przykład wykazać, że cała rewolucja radziecka i importowany nad Wisłę leninizm-stalinizm nie miał wiele wspólnego z komunizmem naszkicowanym przez Marksa. Głównie dlatego, że Marks widział komunizm jako fazę rozwoju społecznego, która nastąpi po upadku uprzemysłowionego kapitalizmu. A nie będzie jego tańszym zamiennikiem dla ubogich krajów peryferyjnych (co miało miejsce w ZSRR i w Polsce). Po drugie, Sowa wskazuje, że projekt komunistyczny już raz sprawdził się w polskiej rzeczywistości. Kiedy? Ano w czasie pierwszej Solidarności. Z całą jej retoryką wspólnoty ponad granicami klas, troską o dobro wspólne i pomysłami na demokratyczne zarządzanie fabrykami, którym równie daleko od terroru prywatnej własności kapitalistycznej, co marnotrawnej i rozmywającej odpowiedzialność centralizacji oraz upaństwowienia. Analizując takie dokumenty jak "Solidarnościowy" manifest "Samorządna Rzeczpospolita" Sowa przekonuje, że gdyby papa Marks dożył 1981 r., to by się pod tym dokumentem obiema rękami podpisał. I wcale go nie dziwi, że w czasie przełomu 1989/1990 "Samorządna..." została wyrzucona do kosza przez inteligencko-liberalne elity "S", które dokonały cichej kontrrewolucji i przechwycenia władzy w związku.
Aby jednak nie poprzestać na przeszłości, Sowa ciągnie wątek komunistyczny dalej. I w ostatniej części tej książki próbuje dopasować go do współczesnych czasów. I to też wychodzi mu całkiem nieźle. Okruchy Solidarności widzi Sowa w inspiracjach podobnymi "komunistycznymi wydarzeniami" płynącymi zarówno z Zachodu (ruchy Occupy), jak i Wschodu (rewolucje arabskie). Oraz z różnego rodzaju ruchów związanych z rozwojem "wolnego internetu".
Głos Sowy jest ciekawy również dlatego, że zawiera dosyć daleko idącą konkretyzację projektu anarchistycznego. Co w polskich warunkach jest dość rzadkie. U nas mamy bowiem zazwyczaj spór pomiędzy wolnorynkowcami ("zagłodzić państwową bestię!") i nostalgicznymi etatystami ("w II RP się przecież udało!"). Ta książka ustawia więc Sowę w roli naturalnego ideologa rozwijających się w Polsce ruchów oddolnych (choćby ruchy miejskie), które jak dotąd nie znalazły dla siebie żadnej spójnej tożsamości. To z kolei sprawi, że ton nadany w "Innej Rzeczpospolitej" nie ucichnie wraz ze zniknięciem tej książki z księgarskich półek. Będzie można się z nim spierać i go uzupełniać. Czegóż można chcieć więcej od dobrej publicystycznej książki?
@RY1@i02/2015/098/i02.2015.098.000002800.802.jpg@RY2@
Jan Sowa, "Inna Rzeczpospolita jest możliwa! Widma przeszłości, wizje przyszłości!", Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2015
Rafał Woś
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu