Utalentowany pan Ripley
Do utraty tchu
gromny sukces poznańskich "Dziadów" na dobre ukształtował reżyserski styl Radosława Rychcika. To nie jest tak, że młody artysta bez reszty zatracił się w amerykańskich popkulturowych tropach i wszystkie przenoszone na scenę utwory postanowił otwierać tym samym kluczem. Pozory mylą, choć w nieudanej rzeszowskiej "Balladynie" Goplana była wystylizowana na Shirley Temple, podobnie jak Dziewczyna z Mickiewicza miała twarz i blond włosy Marilyn Monroe. Rychcik nikogo nie udaje, bawi go to, co rozumie w lot, dlatego chce narzucić widowni język sobie bliskich skojarzeń. Kształtuje go nie od wczoraj, jego znakiem był niemądrze hermetyczny i skupiony na samym sobie "Diabeł" z Teatru Współczesnego w Szczecinie, najwięcej zawdzięczający serialowi "Twin Peaks". Wtedy Rychcik przegrał, bo wpadł w pułapkę wywoływania tanich nastrojów. "Dziadami" jednak udowodnił, że nawet do wielkiej literatury romantycznej można przyłożyć całkiem inną niż zwykle matrycę i w amerykańskiej tradycji znaleźć odbicie świata polskiego wieszcza. "Balladyna" miała pogłębić to wrażenie, ale skończyło się na jałowej powtórce. "Utalentowany pan Ripley" pokazuje natomiast reżyserski pazur Rychcika, wskazuje jego poczucie humoru i udowadnia, że umie już wziąć sprawdzone chwyty w nawias i bawić się własnym teatrem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.