Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Mam do pogadania z księgowym

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Nissan Qashqai i Nissan X-Trail

W przyszłym tygodniu w Genewie rozpoczynają się targi motoryzacyjne. Ale już teraz jestem w stanie przewidzieć, co będzie się na nich działo. Bo wraz z akredytacją otrzymałem listę VIP-ów, którzy uświetnią obecnością ten spektakl. Obecność prezesów Aston Martina czy Peugeota, a także projektantów Ferrari czy Forda zupełnie nie dziwi, bo w końcu to także ich święto. Ale wyobraźcie sobie, że na stoisku Audi pojawi się niejaki Andreas Caminada. Nie wiecie, kto to? Ja też nie, ale z pomocą przyszła mi lista otrzymana od organizatorów. Na niej Andreasa określono mianem "Star Cook". Prawdopodobnie więc chodzi o gwiazdę w rodzaju naszej Madzi Gesslerowej. Jak zatem mniemam, poza nowymi modelami Audi zechce zaserwować publiczności jakiś niesamowity pokaz na kuchennym stole. Do końca jednak nie wiadomo, czy kulinarny...

Wiadomo natomiast, że w Suzuki zobaczymy Angelo Schrinziego (zwichnąłem sobie język). To trener szwajcarskiej drużyny narodowej w piłce nożnej na plaży. Szczerze mówiąc, nie miałem zielonego pojęcia, że istnieje sport polegający na tym, że paru spoconych gości biega za piłką, brnąc po kolana w piachu. To tak, jakby zorganizować mecz tenisa na lodowcu. Albo maraton w otwartej przestrzeni kosmicznej. Zresztą sportowych gwiazd będzie w Genewie więcej: u Seata były snowboardzista, w Subaru mistrz wrestlingu, a u Opla gimnastyczka. Na stoiskach innych marek pojawią się trzeciorzędni piosenkarze i aktorzy, ale prawdziwą furorę mają ponoć zrobić emerytowane miss oraz misterzy. Renault zatrudniło niejakiego Renzo Blumenthala. Gdy wczoraj Google pokazał mi jego zdjęcie, zrozumiałem dwie rzeczy: że francuska marka całkowicie rezygnuje z męskiej klienteli oraz że Blumenthal większość czasu spędzi na stole kuchennym u Audi.

Jako że nowe modele, które zostaną zaprezentowane w Genewie, od co najmniej kilku tygodni nie są żadną tajemnicą, kilka marek postanowiło w tajemnicy utrzymać przynajmniej to, jakich VIP-ów zaproszą. Nie wiadomo, jaka gwiazda rozbłyśnie w Volkswagenie, Mercedesie i u Nissana. Jeżeli o tego ostatniego chodzi, to z ogromną chęcią zobaczyłbym na scenie głównego księgowego marki. Serio. Chciałbym bowiem, żeby powiedział parę słów o sztuczce, którą wykonał przy okazji modelu X-Trail. W skrócie wygląda to tak: Pan Mamtukase-Inieoddam popsuł quashquaiuaia (na Boga, przysięgam, że nigdy nie nauczę się, jak pisze się nazwę tego modelu) i sprzedaje go o 20 tys. zł drożej.

Owszem X-Trail jest większy od qushaqaui, więc - jak tłumaczą w Nissanie - musi być od niego droższy. Ale to tak, jakby na odpuście człowiek sprzedający balony dopompował wam jedną sztukę i skasował za to 20 proc. więcej. Jednym słowem, w przypadku X-Traila dopłacacie za powietrze, które będziecie nim wozili. Ale nie tylko ten fakt sprawia, że jest on gorszy od qishuquajana. W wersji ze 130-konnym dieslem i napędem na cztery koła sprawia wrażenie mniej zwrotnego, bardziej ociężałego i wolniejszego. A także - co zaskakujące, biorąc pod uwagę cenę - gorzej wykonanego.

Mniejszy i tańszy crossover Nissana jest naprawdę udanym wozem - dobrze wykończonym, wystarczająco komfortowym, przyjaznym w codziennym użytkowaniu. Trudno mi uwierzyć, że czteroosobowa rodzina mogłaby oczekiwać czegoś więcej od samochodu tego typu. Szczególnie że wersja Tekna z napędem na cztery koła i zaledwie 1,6-litrowym ropniakiem pod maską bardzo mało pali (realnie 7 litrów), ale dość chętnie się rozpędza (10,5 sekundy do setki), jest cicha, stabilnie się prowadzi. To auto - wbrew powszechnej opinii - wcale nie udaje SUV-a. Jest crossoverem, czyli podwyższonym, wygodnym kombi, które lepiej niż zwykły samochód da sobie radę z nieodśnieżonymi uliczkami i miejskimi krawężnikami. Zaś od X-Traila należałoby oczekiwać trochę więcej. W poprzedniej generacji tego auta wada goniła wadę, ale przynajmniej świetnie sprawdzało się ono poza asfaltem i na tle innych SUV-ów wyglądało poważnie i budziło szacunek. Było jak drwal. Teraz ten drwal założył marynarkę, koszulkę w kratkę i lakierki. Problem w tym, że wystają mu z nich resztki gałęzi z drzew, które ścinał jeszcze wczoraj.

Tak więc, jeżeli pójdziecie do salonu Nissana, a tam handlowiec będzie namawiał was na "niebywałą okazję" dopłacenia 20 tys. zł do X-Traila, zapytajcie go grzecznie, jaki rozmiar butów nosi. Jeżeli będzie to nr 45, zasugerujcie, że musiały być znacznie droższe niż nr 43. A następnie udajcie się na jazdę próbną qshauiaquiuem. Na pewno uznacie, że jest "akurat". I właśnie to jest w tym samochodzie najfajniejsze - z niczym tu nie przesadzono. A to w dzisiejszych czasach jest prawdziwą rzadkością i ogromną zaletą. No, może trochę przegięto z ceną wyjściową, która nadal wydaje mi się nieco za wysoka. Ale o tym mam nadzieję porozmawiać sobie w najbliższy wtorek z księgowym Nissana. O ile nie będzie siedział na stoisku Audi.

@RY1@i02/2015/040/i02.2015.040.000002600.807.jpg@RY2@

@RY1@i02/2015/040/i02.2015.040.000002600.808.jpg@RY2@

Nissan Qashqai i Nissan X-Trail

@RY1@i02/2015/040/i02.2015.040.000002600.809.jpg@RY2@

Łukasz Bąk szef sekretariatu redakcji

Łukasz Bąk

szef sekretariatu redakcji

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.