Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Krastew namalował fresk

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Powiedzieć, że Iwan Krastew umie pisać, to mało. On jest jednym z tych autorów, którzy potrafią czytelnika dopieścić i dać mu wrażenie, że jest sto razy mądrzejszy od tych wszystkich kretynów, co książki nie przeczytali. Nawet jeżeli niekoniecznie musi to być prawda.

Nie wiem, jak Krastew to robi, ale on naprawdę umie trafić do wszystkich. Nieważne: lewica, prawica czy centrum. Nie spotkałem nikogo, komu publicystyka najpopularniejszego intelektualisty Europy Środkowo-Wschodniej by się nie podobała. I nie ma w tym stwierdzeniu jakiejś ukrytej ironii. Po prostu Bułgar to fantastyczny autor. Wszystkiego jest w jego książkach tyle, ile trzeba. Ma dziennikarską lekkość i umiejętność wybijania na plan pierwszy ciekawych paradoksów, dodając do tego analityczną głębię i umiejętność precyzyjnego definiowania kluczowych problemów. W konsekwencji teksty Krastewa zawsze są o czymś. I pewnie dlatego jego czytelnik nie czuje się po lekturze oszukany, że właściwie to nie bardzo wiadomo, co (i po co) autor chciał mu powiedzieć.

Jednocześnie Krastew jest oczywiście zakładnikiem swojego własnego talentu, który pcha go w kierunku roli dyżurnego popintelektualisty. To znaczy kogoś, kto jest w stanie w przekonujący i atrakcyjny sposób wypowiedzieć się na prawie każdy temat. I to nie tak rytualnie, że "albo będzie lało, albo będzie grzało". Ani nie w sposób narwany (że oto "na naszych oczach zaczyna się III wojna światowa"). O nie! Na to Krastew jest zbyt wytrawnym graczem. On porusza się na wysokim poziomie subtelności, dokładnie trafiając w gusta wymagającego czytelnika, który nie zadowala się ani banałem, ani tanią jazdą po bandzie. Ale bycie wziętym komentatorem ma swoją cenę. Jako publicystyczna gwiazda Krastew nie może sobie pozwolić na krycie się w niszach. On musi chwytać byka za rogi. Czyli tłumaczyć nie to, co sam uważa za najważniejsze. Tylko skupiać raczej się na tym, co akurat, zwykło się uznawać za najbardziej palące problemy współczesnego świata. Ale taka już rola popintelektualisty.

Mam wrażenie, że "Demokracja. Przepraszamy za usterki" to właśnie produkt opisanego powyżej mechanizmu. Bułgar mierzy się w niej z kluczowym problemem współczesnej demokracji. A konkretnie ze zjawiskiem oburzonych. A więc masowymi protestami obywatelskimi, które w ostatnich latach miały miejsce w bardzo wielu krajach świata: od Ocuppy Wall Street, przez facebookowe rewolucje w Egipcie, po Euromajdan. Dowodząc (za tygodnikiem "The Economist"), że oto przybyła nam nowa ważna data na osi czasu nowożytnych rewolucji: "1848 Europa, 1968 Ameryka i Europa. 1989 Blok Wschodni. 2013... wszędzie". Krastew dość szybko rysuje swoją główną tezę. Pokazuje w niej, że dożyliśmy takich czasów, że ludzie nie wiedzą, gdzie skierować swój gniew. "Są wściekli na władzę, ale nie wiedzą, kogo winić. Tych z rządu? Tych, co stoją za rządem? Samą ideę rządu? Rynek? Brukselę?" - pisze Krastew. I dodaje zaraz, że nikt tego zmienić nie potrafi. Wzięcie władzy przez kogokolwiek niczego nie zmieni. Bo żyjemy w społeczeństwie, gdzie rząd woli głosić raczej swoją impotencję niż moc.

To tylko próbka tego przenikliwego obrazu problemów ze współczesną demokracją. Krastew doskonale się przy tym bawi. Nakłada kolejne warstwy, gra cieniami, cytuje nowych i starych mistrzów. Ale koniec końców nie jestem pewien, czy nie lepiej by było ten obraz pociąć na kilkadziesiąt kawałków i dać mniej zdolnym artystom, by go dokończyli po swojemu. Bo - jakkolwiek brutalnie to brzmi - oburzeni w Hiszpanii, Turcji, Egipcie, Bułgarii, Rosji, na Ukrainie, w Brazylii i USA to za każdym razem inna historia. Gdy połączy się je wszystkie, spod pióra mistrza wychodzi wielki i piękny fresk. Ale czy nie stanie się on tylko kolejną atrakcją dla wciąż tej samej grupy turystów, którzy pstrykną kilka fotek, pokiwają głowami ze zrozumieniem i pójdą sobie do domu?

@RY1@i02/2015/025/i02.2015.025.00000270a.802.jpg@RY2@

Ivan Krastew, "Demokracja: przepraszamy za usterki", Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2015

Rafał Woś

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.