W wolnej chwili
"Dobrzy ludzie" to kolejny głos kina w sprawie kryzysu ekonomicznego z 2008 roku. Bohaterami są tutaj Tom (James Franco) i Anna (Kate Hudson), kochający się Amerykanie, którzy przenieśli się do Londynu, gdzie stoi odziedziczony przez nich dom. Długo jednak się nim nie nacieszą, bo na nieruchomości siada bank. Czegóż jednak nie robi się, by zwalczyć lichwiarzy biurokratów i wydrzeć z ich rąk należną własność? Henrik Ruben Genz dostarcza Tomowi i Annie intratną, ale nie do końca zgodną z prawem możliwość wyjścia z długów. Ta część filmu, w której oboje muszą opowiedzieć się po stronie własnych korzyści, jest najciekawsza. Niestety, twórcę pogłębianie psychologicznych portretów mało obchodzi. Dość szybko traci kontakt z rzeczywistością na rzecz fabularnych fajerwerków. Każe więc stawić Tomowi i Annie czoła nie tylko moralnym dylematom z gatunku, ale też rządzącej Londynem mafii. Czy naprawdę kryzys sam w sobie jest już dla nas na tyle nudny, że potrzebujemy opowieści o nim uatrakcyjniać bajdurzeniem na temat mafii?
@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600080a.806.jpg@RY2@
Artur Zaborski
"Tron Atlantydy" to już 22. film z cyklu animowanych produkcji opartych na komiksach DC. Projekt wciąż stoi na przyzwoitym poziomie, ale zmęczenie materiału - komiksowy potentat wypuszcza po trzy filmy rocznie - zaczyna być odczuwalne, zwłaszcza od czasu, gdy scenarzyści posiłkują się albumami publikowanymi w ramach "New 52" (w Polsce jako "Nowe DC Comics"). Połączenie animacji dla starszych widzów z banalnym scenariuszem nie sprawdza się najlepiej. Na dodatek 70 minut seansu to niezbyt wiele: akcja pędzi do przodu na złamanie karku, ale i tak brakuje czasu, by odpowiednio wprowadzić kolejnych bohaterów. Fabuła skupia się więc na losach Aquamana, nowego członka Ligi Sprawiedliwości, i - o czym sam przez dłuższy czas nie wie - następcy tronu królestwa Atlantydy. O władzę przyjdzie mu jednak stoczyć krwawą walkę z przyrodnim bratem, który w planach ma także podbój lądów. I nawet przy pomocy całej superbohaterskiej kompanii Aquamanowi nie będzie łatwo o zwycięstwo.
@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600080a.807.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
"Autómata" to kino niepozostawiające miejsca na niedopowiedzenia i wątpliwości. Ten film wygląda, jakby nie miał opowiadać o robotach, tylko dla nich jako widzów powstał. Jest jak praca zaliczeniowa z kina gatunków - temat: dystopia. Twórca nie wprowadza żadnych odchyleń od normy. Nie sili się na interpretacje, nie zapuszcza się w stronę wariacji. Jest grzecznie i przewidywalnie. Można by poddać się przyjemności płynącej z oglądania filmu w myśl zasady, że najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy. Niestety, reguła inżyniera Mamonia się nie sprawdza. Chociaż "Autómata" jest jak kalka z innych produkcji, nie potrafi wywołać emocji. Jest to o tyle rozczarowujące, że te ostatnie są jednym z głównych tematów filmu. Reżyser stara się przekroczyć barierę, która dzieli ludzi od maszyn. Wskazując na emocje jako rzecz różnicującą, stawia tezę, że tych sztuczna inteligencja wcale nie musi odczuwać, żeby dogonić człowieka. Może znaleźć ekwiwalent, którego ludzie nie pojmą. Problem fascynujący, ale gubiący się w niewydarzonym scenariuszu.
@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600080a.808.jpg@RY2@
Artur Zaborski
Pierwszy tom zebranych historyjek o profesorze Filutku. Zbigniew Lengren - który rysował paski dla "Przekroju" przez ponad pół wieku - oburzał się, gdy jego prace były nazywane komiksami, ale nie ma co ukrywać, to dzieło dla rozwoju gatunku w Polsce wyjątkowo znaczące. Opowieści o Filutku, do którego z biegiem czasu dołączył kundelek Filuś, to dowód mistrzostwa Lengrena w operowaniu graficznym skrótem i konstruowaniu żartów zamkniętych w trzech kadrach. Na dodatek nawet w czasach stalinowskich artyście udawało się z reguły unikać polityki, za to chętnie uciekał do absurdalnego humoru, z empatią przyglądał się codziennemu życiu w powojennej Polsce, a profesor Filutek stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon "Przekroju". Po wielu dekadach zastąpił go komiks o Stanisławie z Łodzi rysowany przez Marka Raczkowskiego i być może to najbardziej wyrazisty symbol tego, jak przez dekady zmienił się nie tylko krakowski tygodnik, lecz także tego, jak zmieniła się polska inteligencja.
@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600080a.809.jpg@RY2@
Jakub Demiańczuk
Dla Tony’ego Hughesa (James Nesbitt) życie zatrzymało się pewnego letniego dnia przed ośmiu laty. Był z rodziną na wakacjach we Francji, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął jego kilkuletni syn. Porwanie, którego sprawców nigdy nie odnaleziono ani nie zidentyfikowano, zrujnowało życie Hughesowi i jego żonie Emily (Frances O’Connor). Śledztwo utknęło w martwym punkcie, ale Tony nigdy nie przyjął do wiadomości, że jego syn mógł zostać zamordowany. Targany obsesjami, jak zły duch snuje się po miasteczku, w którym doszło kiedyś do porwania. Czy nowy trop, na który wpadł ojciec uprowadzonego chłopca, może doprowadzić do rozwiązania zagadki? A może to tylko rojenia szaleńca? "Zaginiony" to świetny thriller, który ogląda się z zapartym tchem. To mroczna opowieść o emocjonalnej cenie utraty, stawiająca pytanie o to, gdzie jest granica, za którą trzeba porzucić nadzieję.
@RY1@i02/2015/020/i02.2015.020.19600080a.810.jpg@RY2@
ale kino+
Malwina Wapińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu