Już w pełni gotowe na sławę
Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj, złote medalistki olimpijskie w wioślarskiej dwójce podwójnej, wracają dziś do kraju
Siedem minut i czterdzieści sekund. Tyle trwał wasz wyścig. Te kilkaset sekund zmieniło wszystko?
- Zmieniło w tym sensie, że zrealizowałyśmy nasze wielkie marzenie. Lata harówki, siódme poty wylewane na treningach, były właśnie po to. Teraz jesteśmy już spełnione, cieszymy się chwilą.
- Ale dalej zostaniemy tymi samymi zwariowanymi dziewczynami (śmiech).
Emocje po finałowym wyścigu długo w was siedziały?
: - Nie mogłyśmy zmrużyć oka. Mimo zmęczenia, mimo tych wszystkich przeżyć spałyśmy może ze dwie godziny. Chyba adrenalina nas trzymała w pionie. Cały czas przypominałyśmy sobie, co działo się podczas biegu. A pamiętasz to, a pamiętasz to. I rozmawiałyśmy oczywiście z bliskimi, bo oni nie mogą się nas doczekać.
Były potem jeszcze momenty szalonej radości, że zrywałyście się z łóżek i krzyczały: "Mamy to!"?
- Szalona radość była za metą, co tam się działo. Zupełnie niekontrolowane emocje.
- Darłyśmy się jak opętane. Widziałyśmy takie nasze zdjęcia, że... Miny mówią wszystko.
- To były taki totalny wybuch emocji. To za metą najwięcej się dzieje. Jak człowiek wchodzi do pokoju, ten stan euforii zaczyna się tonować. Leżałyśmy na łóżkach i pilnowałyśmy tych medali.
- Natalia swój położyła na szafce, ja swój schowałam i zamknęłam. Rano, po tej krótkiej drzemce obudziłam się i od razu sprawdziłam, czy jest. Był. Czyli to nie sen.
Kiedy chodziłyście z medalami po wiosce olimpijskiej, wzbudzały ogromne zainteresowanie innych sportowców. Medalista to chyba taki mieszkaniec wioski na specjalnych prawach?
- Trochę tak. Kiedy wychodziłyśmy z medalami do wywiadów, każdy chciał ich dotknąć. Nie wiem, chyba po to, żeby trochę tego szczęścia mogło na niego spłynąć i żeby też doczekał takiej chwili. W końcu każdy po to tu przyjechał, po najlepszy wynik.
Podobno byłyście bardzo zaskoczone, że jako złote medalistki dostaniecie w nagrodę też po sztabce prawdziwego złota. Bo w tym medalu nie ma go za dużo.
- To prawda, nie wiedziałyśmy o tym wcześniej. Jesteśmy w ogóle w szoku, spłynęło na nas tyle pozytywnych wiadomości, niespodzianek. Chyba nie zdajemy sobie sprawy z tego, co nas czeka. Rozmawiałyśmy z rodzinami, z bliskimi. Przyjaciółka mówiła mi, że w Polsce to już wyskakujemy z lodówki. Siostra Natalii to potwierdzała.
Gotowe na sławę? Na kibiców wiszących na płotach przed domem?
- Niech wiszą (śmiech).
- Po prostu się cieszymy. Śmieję się, że wioślarstwo stało się od czwartku sportem narodowym. Super, że ta nasza dyscyplina została doceniona. Nie oszukujmy się, wioślarstwa za dużo się nie pokazuje, mimo że te medale zawsze są. To jest więc nie tylko nasza chwila, ale całego polskiego wioślarstwa.
Impreza była duża?
- W misji było takie uroczyste spotkanie...
Pytałem raczej o coś bardziej, hm, wystrzałowego.
- No coś tam było, przecież nie będziemy udawać, że jesteśmy takie grzeczne. Ale było spokojnie, bo zdajemy sobie sprawę, że inni sportowcy nie zakończyli swoich startów, więc nie chciałyśmy nikomu przeszkadzać. Chwilę więc poświętowałyśmy, a potem byłyśmy kibicować Konradowi Czerniakowi na pływalni, widziałyśmy w akcji Michaela Phelpsa. I jego dekorację też.
Teraz macie taki sam medal jak on.
- Ale on ma ich tak dużo... (śmiech)
- 25 chyba.
- My mamy ten jeden, upragniony, z własną historią i wywalczony w innych okolicznościach. Dla nas jest najważniejszy i najpiękniejszy na świecie.
Mówi się, że zdobyć złoty medal olimpijski jest łatwiej niż go obronić. Następny przystanek Tokio?
- Nie zastanawiałyśmy się jeszcze nad tym. Mamy teraz inne sprawy na głowie, takie jak cieszenie się chwilą. Nie chciałybyśmy też, by ktoś naciskał na nas w tej sprawie. Decyzja przyjdzie z czasem.
Rio - wasze wspólne wspomnienie na zawsze.
- Dokładnie. Akurat teraz przypomniało mi się, jak stałyśmy na podium. Wzruszenie ogromne, łzy w oczach. A Natalia się cicho śmieje i mówi do mnie: "Przestań, głupia, nie rycz". A później sama się zaszkliła. Po prostu coś pięknego.
@RY1@i02/2016/157/i02.2016.157.00000150a.801.jpg@RY2@
Adam Warzawa/PAP
Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj zasłużyły na złoto cyklem morderczych przygotowań
Rozmawiał w Rio de Janeiro Przemysław Franczak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu