Kino domowe
Dotychczasowa współpraca reżysera Davida O. Russella z Jennifer Lawrence, Bradleyem Cooperem i Robertem De Niro owocowała komercyjnymi i artystycznymi sukcesami. "Poradnik pozytywnego myślenia" i "American Hustle" - wzorcowe kino środka - zostały obsypane oscarowymi nominacjami i dziesiątkami innych nagród. Lawrence za "Joy", prawdopodobnie z rozpędu, otrzymała kolejną nominację do Oscara, ale jej rola jest jednym z nielicznych jasnych punktów tego filmu. Oparta na faktach biografia zwyczajnej kobiety, która dzięki swojej determinacji, inteligencji i sprytowi została gwiazdą telezakupów, ma w sobie zbyt mały potencjał, by wywołać silne emocje. Nie pomaga również złożony z obyczajowych klisz scenariusz - to tylko kolejna hollywoodzka wariacja na temat "od zera do bohatera". Joy jest co prawda bohaterką, jakich w mainstreamowym amerykańskim kinie wciąż brakuje: silną i niezależną, ale Russell mimowolnie spycha ją do roli dziewczyny, która udoskonaliła mopa i zarobiła na tym fortunę. Szkoda.
Jakub Demiańczuk
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.19600030e.101.gif@RY2@
Pierwszy film z Sylvestrem Stallone w roli Rocky’ego Balboy, który nie ma w tytule słowa "Rocky", pierwszy z serii, do którego scenariusza nie napisał Stallone, i pierwszy, w którym ten nie walczy na ringu. Nie znaczy to, że Sly nie walczy tu o przetrwanie, zmaga się bowiem ze śmiertelną chorobą. Równocześnie pomaga Adonisowi Creedowi, synowi nieżyjącego przyjaciela Apollo, przygotować się do wejścia w poważny świat boksu. Mamy tutaj jakby odwrócony amerykański mit. Czarnoskóry chłopak z bogatej rodziny porzuca dobrze płatną pracę, by walczyć na ringu. Nie jest niegrzeczny jak Mike Tyson ani butny jak Muhammad Ali. Musi się za to zmagać z mitem swojego ojca, doskonałego boksera. Dobrze poradził sobie z rolą znany z "Fantastycznej Czwórki" Michael B. Jordan, ale to Stallone zasługuje na szczególną uwagę. Za swoją dojrzałą, poruszającą rolę zasłużenie dostał Złoty Glob i nominację do Oscara. Dodatkowy punkt za wyjątkowo widowiskowe sceny walki. Fani serii "Rocky" znajdą tu wiele odniesień do poprzednich filmów cyklu.
Wojciech Przylipiak
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.19600030e.102.gif@RY2@
"Sils Maria" byłby przypuszczalnie o wiele lepszym filmem, gdyby nie był aż tak nadęty. Rozbraja już uwertura, w której grana przez Juliette Binoche wielka gwiazda kina pojawia się na gali honorowej nagrody wręczanej jej niegdysiejszemu odkrywcy i mentorowi, który niestety umiera wkrótce przed ceremonią. Nowy film Oliviera Assayasa nie jest jednak na pewno moralitetem o mierzeniu się z czyimkolwiek odejściem. To w większym stopniu pocztówkowe kino o zadęciu filozoficzno-efekciarskim. Maria Enders (Binoche) w tychże pięknych okolicznościach zostaje bowiem nieco dłużej, żeby przygotować się do nowej roli teatralnej, korespondującej z jej filmowym debiutem. Binoche gra kokieteryjnie, ewidentnie brakuje jej wsparcia w dobrym reżyserze. W tej sytuacji show kradnie Kristen Stewart jako asystentka, a z czasem także mroczny przedmiot pożądania. Stewart jest naturalna, niczego nie gra i dlatego wygrywa starcie na szczycie. "Sils Maria" to dla mnie jeden z najbardziej irytujących zjawisk w kinie współczesnym. Udawany art-house, sztuczny miód.
Łukasz Maciejewski
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.19600030e.103.gif@RY2@
Nie jestem pewna, czy nakręcony z brawurą i niemałym poczuciem humoru "Big Short" Adama McKaya w pełni wyjaśnił, co dokładnie wydarzyło się w 2008 roku. Dlaczego poczucie bezpieczeństwa materialnego milionów mieszkańców globu uległo wówczas drastycznemu zachwianiu, dlaczego realistyczne, zdawałoby się, oczekiwania, że zapewnimy sobie przyszłość równie pewną jak nasi rodzice, nagle spaliło na panewce. To, co jednak nie zostało dopowiedziane, wynagrodzono efektownymi scenami, zmianami tempa i suspensami. Ogólnie mówiąc, niezła robota, panie McKay. Nawet gdy nie nadążymy za tempem "Big Short", łatwo zrozumiemy sugestię: za nieszczęściem rzesz osób, które potraciły domy i majątki, stało kilku facetów, pewnych, że władza i bezkarność instytucji bankowych będzie trwać wiecznie. Była też garstka osób, które przewidując kryzys, zdołały na nim zarobić. Brad Pitt, Chritian Bale i Ryan Gosling pokażą się na ekranie w zupełnie nowych wcieleniach.
Malwina Wapińska
@RY1@i02/2016/111/i02.2016.111.19600030e.104.gif@RY2@
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu