Ludzka skaza
"Kamień" z warszawskiego Teatru Współczesnego ugruntowuje reżyserską markę Grzegorza Wiśniewskiego, ale nie jest w jego twórczości przełomem
To zwykle idzie właśnie w tym kierunku. Najpierw chce się podpalić świat, szerzyć bunt, zabić ojców, wzniecić rewoltę. Potem przychodzi zwrot w stronę reguł lub próba zbudowania własnych. Można przeprosić się z tradycyjnymi formami i odkryć, że dekonstrukcja nie zastąpi konstrukcji. Przed laty Marius von Mayenburg uważany był - do społu z Sarah Kane - za czołowego przedstawiciela nurtu "nowych brutalistów", mających wzniecić w teatrze kolejną rewolucję. Jego "Ogień w głowie" wzbudził dyskusje także w Polsce i uważany był za jeden z manifestów tamtej burzliwej fali. Dziś czterdziestoczteroletni autor pisze sztuki o klasycznej konstrukcji, nawiązuje do tradycyjnych wzorców budowania postaci. Wciąż współpracuje przede wszystkim z Thomasem Ostermeierem, który odpowiadał za niemiecki sukces "Ognia w głowie". Dziś jednak zmienił się i styl reżyserowania szefa berlińskiej Schaubuhne, i styl pisania twórcy "Męczenników". Ten właśnie tekst we własnej przeróbce wystawił nie tak dawno temu Grzegorz Jarzyna w TR Warszawa, jego wybitna inscenizacja kazała dostrzec w Mayenburgu egzystencjalistę pełną gębą. Pokazywany we Współczesnym "Kamień" też nie jest raczej dla niegdysiejszych fanów "Ognia w głowie".
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.