Pokerek z magikiem z Wall Street
Ostatnio jest modne porównywanie rynków finansowych do wielkiego kasyna. Nie tyle nawet kasyna, co rozgrywanej w niej partii pokera - koryguje nas w swojej książce specjalista od zarządzania ryzkiem Aaron Brown. Przeczytajmy, bo robi to z niemałym wdziękiem.
Brown to symbol całego pokolenia. Jeden ze sporej kohorty genialnych matematyków, którzy uznali, że nie będą "marnować" nieprzeciętnych umiejętności na żmudną pracę naukową czy robotę w dziale analitycznym opasłej korporacji. On i jemu podobni zauważyli, że prawdziwe konfitury są na Wall Street. Bo to tam, na fali wielkich deregulacji lat 80. i 90. XX w., otwierało się okno dla niebotycznych zysków, o których "nudziarze" z klasy średniej mogli tylko pomarzyć. Przez następne lata Brown i inne wilczki świata finansów nakręcały tryby machiny, którą znamy dziś doskonale z niezliczonej liczby filmów, książek i kulturowych odniesień. Od starego "Wall Street", z Michaelem Douglasem i Charliem Sheenem, czy nowszego "Big Shorta" po książki Nassima Taleba, Andrew Rossa Sorkina czy Sebastiana Mallaby’ego. Sam Aaron Brown stał się nawet jednym z bohaterów głośnego reportażu Scotta Pattersona "The Quants" z 2010 r., zaopatrzonego w wiele mówiący podtytuł: "O bandzie matematycznych magików, którzy najpierw podbili Wall Street. A zaraz potem ją (prawie) zniszczyli".
Książka Browna, którą dostają państwo właśnie do rąk, to jednak produkt nieco starszy, bo napisany jeszcze przed kryzysem. I w tym wypadku to nawet dobrze, bo książka jest wolna od całego taniego pokryzysowego moralizowania na temat chciwości i pokus nadużycia. Dzięki czemu rzecz czyta się nawet lepiej i żwawiej. Z pozoru książka Browna jest więc poradnikiem. Facet, który zjadł zęby na zarządzaniu ryzykiem, radzi w niej więc w sposób jasny i przystępny, jak zastosować tę jego mądrość w praktyce. Opowiada o sposobach minimalizacji ryzyka i stara się uświadomić czytelnikowi wiele paradoksów płynących z dorobku matematycznej teorii gier (oraz prób ich empirycznej replikacji). Ale nie zapominajmy, że osią tej opowieści jest powracająca metafora pokera. I to jest ze strony autora uczciwe stawianie sprawy. Bo to nie jest książka w stylu "zostań inwestorem w weekend" albo "i ty powinieneś kiedyś spróbować". Przeciwnie - Brown od początku pisze, że są ludzie, którzy nie lubią hazardu. I prawdopodobnie oni nawet mają rację. Bo hazard niesie z sobą realne ryzyko. Hazard jest jak drzwi w budynku z napisem: stabilna klasa średnia. Można nimi wyjść w kierunku kasty superbogatych i uprzywilejowanych. Ale równie łatwo da się wylecieć w drugą stronę. Nie tylko spauperyzować, lecz również zerwać więzi z najbliższymi czy popaść w kłopoty z prawem. Ale najważniejsze - powiada Brown - jest to, że Wall Street to jest hazard. Igranie z ogniem. I każdy potencjalny inwestor musi o tym pamiętać.
@RY1@i02/2016/063/i02.2016.063.000003600.802.jpg@RY2@
Aaron Brown, "Pokerowe oblicze Wall Street", Wydawnictwo Linia, Warszawa 2015
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu