Literackie nowości
Każdy, kto przed laty z zapałem pochłaniał bestsellerowe "Stulecie chirurgów", wie, że Jürgen Thorwald to solidna marka. Jego opowieści o odkryciach medycyny zawsze czytało się jak powieści sensacyjne - z wypiekami na twarzy i niecierpliwym oczekiwaniem, co wydarzy się na następnej stronie. Parę lat temu ukazała się znakomita "Męska plaga" Thorwalda, opowiadająca o wiekach krwawych zmagań medyków z problemem przerostu prostaty. "Ginekolodzy", to rzecz o tyle niezwykła, że jako całość ukazała się po raz pierwszy. Thorwald, mając w zwyczaju pracować nad kilkoma projektami jednocześnie, nie skończył "Ginekologów". Teksty, które zdążył po sobie zostawić, w zupełności wystarczą jednak, by zafascynować, a nierzadko - zaszokować współczesnego czytelnika.
Nie pierwszy raz lektura publikacji Thorwalda wymaga od odbiorców żelaznych nerwów. Zanim dobrniemy do kryjącej coraz mniej tajemnic współczesności, przez karty książki przeleją się hektolitry krwi, a na stołach operacyjnych umrą tysiące kobiet - często z bezsensownych powodów. Najtrudniejsze do przezwyciężenia były uprzedzenia. Ileż położnic i noworodków dałoby się uratować, gdyby nie irracjonalny lęk lekarzy epoki wiktoriańskiej przed oglądaniem kobiecej nagości? Podstawy wiedzy ginekologicznej z braku innego wyjścia zgłębiano w suterenach i dzielnicach biedoty, gdzie wstyd ustępował desperacji i niewiarygodnemu cierpieniu. Trudno uwierzyć, jak późno świat dopuścił stosowanie antykoncepcji, a prokreację przestał uważać za podstawowy obowiązek kobiety. To krwawa i okupiona śmiercią niezliczonych kobiet historia. Thorwald jak zwykle opowiedział ją tak, by nie tylko budziła dreszcz grozy, ale wciągała bez reszty.
@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.19600070b.101.gif@RY2@
Malwina Wapińska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka wznawia nieco u nas zapomniany "Zagubiony autobus" Johna Steinbecka w tłumaczeniu Andrzeja Nowickiego. Warto po tę książkę sięgnąć, by uświadomić sobie, że to proza wybitna, nieustępująca takim klasykom jak "Myszy i ludzie" czy "Na wschód od Edenu". Steinbeck bezbłędnie portretuje w niej ludzkie charaktery i przemyca głęboką prawdę o relacjach społecznych panujących w Ameryce w połowie XX wieku. Wszystko zaś jakby mimochodem i z właściwą autorowi "Gron gniewu" prostotą i lapidarnością. Juan i Alice Chicoy prowadzą rodzinny interes w Rebel Corners. Ona zajmuje się przydrożnym barem, on jest kierowcą autobusu zawożącego pasażerów do San Juan. Jego wysłużona maszyna często odmawia posłuszeństwa. Pewnego razu, gdy wóz ulega awarii, Chicoyowie i ich pracownicy okazują się skazani na niechciane towarzystwo pasażerów: starzejącego się biznesmena z zahukaną żoną i zbuntowaną córką, weterana wojennego próbującego zarabiać na wynalazkach oraz wyjątkowo zgorzkniałego i zgryźliwego starca. Wkrótce do tego przypadkowego grona dołączy ktoś jeszcze - dziewczyna, która przedstawia się jako Camille. Jest elegancka, zgrabna i wyjątkowo ponętna. Ma w sobie coś, co wyzwala w mężczyznach ślepą żądzę, niezależnie od ich wieku, wykształcenia i statusu. Gdy pojawi się Camille, mężczyźni instynktownie zaczną o nią rywalizować, kobiety zaś tworzyć przeciw niej koalicję. Ale podróż przed pasażerami jeszcze długa. Każdy z nich ujawni swoją małość, skłonność do słabości i swój egoizm. Wszyscy jednak są do cna ludzcy. Wtrąceni w swoje role, nie mają szans na zrozumienie u nikogo.
@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.19600070b.102.gif@RY2@
Malwina Wapińska
Gdzieś w Finlandii musi się mieścić kopalnia smutku - tamtejsi pisarze, nim siądą do pracy, jadą do owej kopalni i nabierają parę wiaderek surowca. Fiński smutek różni się od smutku skandynawskiego, skandynawski smutek zostawia furtkę dla odrobiny nadziei i pocieszenia, smutek fiński nie zostawia żadnych furtek, w zasadzie nie jest to nawet uczucie, lecz coś w rodzaju pogody, takiej samej przez cały rok, każdego dnia. "Czarne jak moje serce" Anttiego Tuomainena to kryminał w Finlandii obwołany zresztą parę lat temu dużym wydarzeniem. Jak na kryminał, niewiele się tu dzieje, intrygę można opisać w paru zdaniach i pozostać wiernym fabule. Oto 33-letni Aleksi zatrudnia się jako stróż i złota rączka w nadmorskiej posiadłości pewnego milionera. Czyni to nieprzypadkowo - podejrzewa bowiem, że milioner, charyzmatyczny Henrik Saarinen, dwie dekady wcześniej zamordował jego matkę. Aleksi od tamtego czasu karmi się obsesyjnym pragnieniem zemsty, teraz zaś nadarza się okazja, by zabrać Saarinenowi to, co ów kiedyś odebrał: życie. Tę prostą historię Tuomainen przekształca w literacką grę z popkulturowymi schematami - milioner jest demoniczny i dominujący, jego córka to zuchwała femme fatale, stary policjant zajmujący się niegdyś sprawą morderstwa to sceptyczny mędrzec. W pewnym momencie jednak cała ta budowla zostaje zburzona, efektownie (i niezupełnie logicznie), a także wbrew czytelniczym przyzwyczajeniom. Kluczowy mimo wszystko pozostaje tu nastrój - fatalistyczny, pełen rezygnacji i poczucia krzywdy. Dzięki temu nastrojowi łatwiej wybaczyć pewne nielogiczności akcji, choć zamyka się książkę Tuomainena z wyraźną ulgą - bo można wreszcie zaczerpnąć świeżego powietrza.
@RY1@i02/2016/044/i02.2016.044.19600070b.103.gif@RY2@
Piotr Kofta
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu