Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Tindersticks to mistrzowie melancholijnego klimatu z mrocznym tłem. Na swojej nowej płycie dają temu wyraz, choć momentami stają się zbyt monotonni. "The Waiting Room" jest dziesiątą płytą w dorobku Brytyjczyków (lider Stuart Staples od lat mieszka we Francji). Wyjątkową, bo każdej piosence towarzyszy filmowa opowieść zrealizowana przez reżyserów pokroju Christopha Girardeta czy Claire Denis. "The Waiting Room" Tindersticks otwierają swoją wersją motywu miłosnego z filmu "Bunt na Bounty" z 1962 roku autorstwa polskiego kompozytora Bronisława Kapera, "Follow Me". Dalej mamy dynamiczne próbki, jak w niemal tanecznym "Were We Once Lovers?" albo jednym z najlepszych momentów płyty, "We are Dreamers!". W kawałku pełnym mroku w stylu Nicka Cavea można usłyszeć wokalistkę Savages Jehnny Beth. Słychać tu też jazzowe elementy mocno obecne także w innych kawałkach. Niestety Tindersticks zbyt często przynudzają monotonnymi motywami w balladach. "The Waiting Room" to jednak wciąż bardzo przyzwoity materiał na wiele wieczorów.

@RY1@i02/2016/024/i02.2016.024.196000800.804.jpg@RY2@

Wokal jest porażająco podobny do stylu śpiewania BjÖrk, panuje tu skandynawski, spowolniony klimat, nie ma rocknrollowych tanecznych przebojów. To jednak nie są zarzuty wobec debiutu trójmiejskiej formacji Caren Coltrane Crusade. Bo ten głos potrafi hipnotyzować, muzyka również, nawet jak nie da się przy niej kicać. Ich płyta "The Bell" to klimatyczna wersja trip hopu z dużą dawką elektroniki, ale też rockowymi elementami. Wokalistka i autorka tekstów Marzena Wrona czaruje swoim emocjonalnym wokalem, dochodzą do tego przestrzenne dźwięki w spokojnym, choć nie relaksującym klimacie. "The Bell" słucha się trochę jakbym oglądał skandynawski kryminał. Pod nutką oszałamiających, zimnych krajobrazów czai się przeszywający mrok, od którego trudno oderwać wzrok. Caren Coltrane Crusade zapewne nie przebiją się tym materiałem do mainstreamu, ale spokojnie mogą trafić do line-upu Openera czy zestawienia najciekawszych debiutów tego roku. Bez przesady można powiedzieć, że narodził się u nas kolejny ciekawy muzyczny projekt. Zapewne jeszcze o nich usłyszymy.

@RY1@i02/2016/024/i02.2016.024.196000800.805.jpg@RY2@

Szkoda - tyle trzeba powiedzieć na początek a propos nowej płyty bristolskich triphopowców. Ledwo cieszyliśmy się z nowego albumu Trickyego, gdy swój świeży materiał wypuścili Massive Attack. Niestety sześć lat po ostatniej, nie najlepszej płycie "Heligoland" wydali zaledwie cztery utwory. Zaledwie, bo epka "Ritual Spirit" to wreszcie Massive w dobrej formie. Zaprosili na nią zacnych znajomych. Najbardziej zaskakuje Tricky, z którym zakończyli współpracę wiele lat temu, w niespecjalnie dobrych nastrojach. Nagrali z nim numer "Take it There" z balladowym pianinem i przerażającą rzężącą gitarą. Niepokojący klimat zanurzony w triphopowym sosie mają tu wszystkie kompozycje. Obok Trickyego pojawiają się w nich też Roots Manuva, młodzi hiphopowcy Young Fathers (za debiut "Dead" dostali dwa lata temu Mercury Prize) i młody londyński wokalista Azekel. Wszyscy sprawdzili się bardzo solidnie, żaden numer nie odstaje. Oby "Ritual Spirit" był wstępem do pełnoprawnego albumu i przyjazdu Massive Attack do Polski.

@RY1@i02/2016/024/i02.2016.024.196000800.806.jpg@RY2@

Wojciech Przylipiak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.