Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Księgowość i polityka

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

"Wojna umarła, niech żyje wojna", czyli rzecz o tym, że pojednanie między narodami jest czasem niemożliwe do osiągnięcia

Piątego sierpnia 1992 roku ekipa brytyjskiej telewizji ITV z dziennikarzami Penny Marshall i Edem Vulliamym stanęła przed wejściem do kompleksu kopalni rud żelaza w miejscowości Omarska w północnej Bośni. W kopalnianych budynkach mieścił się obóz koncentracyjny, w którym bośniaccy Serbowie przetrzymywali - a także torturowali i zabijali - swoich sąsiadów, muzułmanów i Chorwatów z okolicznych wiosek i miasteczek. Wizyta Brytyjczyków miała paradoksalnie udowodnić światowej opinii publicznej, że nie ma żadnego obozu, co najwyżej miejsce zbiórki zaniepokojonych obywateli, którzy dobrowolnie oddali się pod opiekę strażników mających ich bronić. Decyzja, by udzielić ekipie telewizyjnej zezwolenia na wjazd do Omarski, zapadła na najwyższym szczeblu - wydał ją Radovan Karadžić, w tamtym czasie przywódca bośniackich Serbów. Nie przypuszczał zapewne, że z Vulliamym spotka się raz jeszcze, wiele lat później, w Hadze, przed obliczem Międzynarodowego Trybunału Karnego dla byłej Jugosławii. Karadžić będzie oskarżonym. Vulliamy - świadkiem oskarżenia.

We wstrząsającym reportażu "Wojna umarła, niech żyje wojna" opowieść zaczyna się właśnie owego 5 sierpnia 1992 roku - nie jest to jednak opowieść o samej wojnie, krwawej rzezi, która pochłonęła życie ponad 100 tysięcy ludzi, a blisko dwa miliony uczyniła uchodźcami i przesiedleńcami. Vulliamy drąży dużo mniej wygodny temat - pisze o tym, co stało się później, po wojnie. Dlaczego mniej wygodny? Choćby dlatego, że nie może się ograniczać wyłącznie do chłodnej księgowości - tylu zabili ci, tylu tamci, tyle kobiet zgwałcono, tyle wiosek spalono. Materia winy, odpowiedzialności i ewentualnej zgody nie jest ani kwestią przyzwoitości, ani kwestią księgowości, lecz domeną polityki z jej zmiennymi koalicjami, fałszywymi świadectwami i konfliktem rozmaitych narracji. To najważniejszy - i znakomicie ujęty - motyw tej książki.

Śledząc losy tych, którzy przeżyli bośniackie masakry, a potem musieli jakoś ułożyć sobie życie ze świadomością, że w przeważającej większości wypadków zbrodniarze nie poniosą żadnych, nawet symbolicznych konsekwencji swoich czynów, Vulliamy poszukuje odpowiedzi na pytanie, jakie są minimalne warunki pojednania po tego rodzaju społecznej katastrofie. Przygląda się też uważnie roli państw Zachodu oraz instytucji międzynarodowych w łagodzeniu albo - co równie istotne - pogłębianiu owego kryzysu. Karadžicia nieudolnie ścigano przez 13 lat, organizatora ludobójstwa w Srebrenicy Ratka Mladicia jeszcze o trzy lata dłużej. Chorwackiego generała Ante Gotoviny nie udało się w ogóle osądzić, zapewne w ramach jakichś dyplomatycznych zabiegów związanych z wejściem Chorwacji do Unii Europejskiej.

Jakkolwiek gorzko by to nie zabrzmiało, reportaż Vulliamyego można czytać także ze złymi intencjami - jako swoisty podręcznik unikania i rozmywania odpowiedzialności za przestępstwa popełnione w imię nacjonalistycznego obłędu. Obwołaj zbrodniarzy bohaterami albo ofiarami, zbuduj wokół nich męczeński mit zasilany etniczną lub kulturową nienawiścią, pozyskaj na świecie wpływowych politycznych protektorów, poszukaj pożytecznych idiotów gotowych wspierać negacjonistyczną propagandę (w roli listków figowych na genitaliach gwałcicieli m.in. Noam Chomsky i Harold Pinter), w ostateczności potarguj się o "sprawiedliwy podział" win. Czy to nam czegoś nie przypomina? Jest przecież taka niespełniona - jak dotąd - fantazja części polskiej prawicy o wywieszaniu zdrajców na latarniach jako akcie założycielskim nowej Polski. Resztę można sobie dopowiedzieć samemu.

@RY1@i02/2016/019/i02.2016.019.19600070c.803.jpg@RY2@

BLOOMBERG

Radovan Karadžić w drodze na rozprawę przed Trybunałem w Hadze

Piotr Kofta

@RY1@i02/2016/019/i02.2016.019.19600070c.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.