Ja gentryfikuję, ty gentryfikujesz...
Okolica się gentryfikuje? Cieszyć się czy martwić? Bo czym właściwie jest ta gentryfikacja?
Pojęcia tego użyła po raz pierwszy, a było to w 1964 r., brytyjska socjolożka Ruth Glass. Za jego pomocą próbowała opisać to, co działo się na jej oczach w londyńskich dzielnicach Hampstead i Chelsea. "Jedna po drugiej wiele dzielnic klasy robotniczej w Londynie jest poddawana inwazji klas średnich. (...) Proces gentryfikacji posuwa się szybko do czasu, aż większość oryginalnych mieszkańców z klasy robotniczej zostaje wyparta i cały społeczny charakter okolicy ulega zmianie" - pisała.
Dziś - 60 lat później - gentryfikacja jest już zjawiskiem szeroko opisanym. Na ten proces składają się takie elementy, jak: kompleksowa poprawa stanu substancji mieszkaniowej, zmiana relacji najmu i własności (w dzielnicy zgentryfikowanej przeważa własność, w okolicach uboższych dominuje najem), wzrost cen gruntów i mieszkań i wysiedlenie ludności uboższej.
Już sama ta wyliczanka pokazuje, że gentryfikacja (nazywana czasem również "uszlachetnieniem" - koniecznie w cudzysłowie) nie jest zjawiskiem jednoznacznym. Jak każdy fakt społeczny ma swoje rozmaite konsekwencje. Czasem mocno sprzeczne. Wiele zależy od perspektywy. Gdy jesteś zamożnym gentryfikatorem, widzisz to zjawisko zupełnie inaczej niż wygentryfikowany z okolicy przedstawiciel niższych klas społecznych.
W książce "Uszlachetniając przestrzeń" Łukasz Drozda przenosi rozważania o mieście na polski grunt. Nie jest oczywiście pierwszy. Od kilku lat trwa u nas wzmożona dyskusja na ten temat. Kolejni autorzy, działacze społeczni i politycy (ruchy miejskie) odkrywają przerażająco zaniedbywaną w pierwszej fazie transformacji tematykę urbanistyczną. Drozda te dyskusje porządkuje. Podsumowuje wątki i daje potrzebne do sensownego dyskutowania o mieście pojęcia. Tłumaczy pojęcia takie jak "studentyzacja", "yuppifizacja" czy "upgrading". Drozda zastanawia się wreszcie, czy procesy gentryfikacyjne da się mierzyć. To ostatnie wyzwanie jest szczególnie ważne. Skoro "uszlachetnianie" nie było i nigdy nie będzie procesem łatwym do zakwalifikowania, to musimy stworzyć dobre kryteria do rozmowy: ile gentryfikacji? Do którego momentu działająca w interesie ogółu obywateli (a nie tylko gentryfikatorów) władza powinna tym procesom sprzyjać. A od jakiego poziomu należy je zwalniać albo wręcz stopować. Żeby nie stworzyć sobie miasta, które jest neoliberalnym potworkiem.
Książce mogę zarzucić tylko to, że rozdział poświęcony historii polskiej gentryfikacji jest krótki - liczy niecałe 20 stron. Wrażenie powierzchowności jest niestety silne, a autor w pełnym biegu do bardziej ogólnej refleksji wspomina tu tylko dziką reprywatyzację, Jolantę Brzeską, "uszlachetnianie" warszawskiej Pragi i luksusową halę Koszyki. A inne miasta? Inne smakowite przykłady? Gdzie tocząca się jednak na temat tych wszystkich procesów debata. Tu akurat jest potencjał do dużo bardziej rozbudowanego opisu. Wręcz do prawdziwej miejskiej historii III RP. Ktoś chętny, by się tego podjąć?
@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.000003400.801.jpg@RY2@
Łukasz Drozda, "Uszlachetniając przestrzeń. Jak działa gentryfikacja i jak się ją mierzy", Książka i Prasa, Warszawa 2017
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu