Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Republika motorem muzycznych zmian

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

MUZYKA CZASÓW PRZEMIAN Obszerna biografia Republiki to nie tylko fascynująca historia kultowego zespołu, lecz także opowieść o polskim rynku muzycznym ostatnich dekad

Leszek Gnoiński wykonał ogromną pracę pisząc "Republika. Nieustanne tango". Autor wielu muzycznych biografii, dziennikarz muzyczny z wieloletnim stażem przygotowując się do niej, jak sam zdradził w jednym z wywiadów "przeprowadziłem kilkaset godzin wywiadów z prawie siedemdziesięcioma osobami". Z Republiką nie mógł pójść na skróty. To bowiem zespół z wielu powodów wyjątkowy, do tego z niezwykle charyzmatycznym liderem. No i band, którego kariera złożyła się na dekady historycznych zmian, nie tylko na rynku fonograficznym, ale w Polsce w ogóle.

Od Res Publiki do dziś

Zaczyna się od przypomnienia jednego z najsłynniejszych występów w historii polskiego rocka. Chodzi o Jarocin 1985 roku. Republikę na scenie przywitały gwizdy, torebki rzucane na scenę z różnymi płynami (także moczem) i transparenty w stylu "Republika spierdalać chuje". Początkowo tragiczne przyjęcie; mimo że na widowni nie brakowało fanów kapeli, byli jednak mało słyszalni; z czasem zamienia się w zachwyt niemal całej publiki. Po imponującym finale w postaci "Mojej krwi" stadion miejski wybucha gromkim "Republika, Republika!". Zespół jednak nie wyszedł na bis. Pokazał niezwykłą siłę i nową jakość, którą czarowali przez wiele lat.

Potem w książce Gnoińskiego poznajemy biografię Ciechowskiego łącznie z krótką opowieścią o jego rodzicach, początkach muzycznej drogi małego Grzegorza, o tym, jaki był w liceum, zanim wszedł w toruńskie środowisko poetycko-muzyczne. Jak zasłuchiwał się w audycjach Radia Luxembourg i był "nałogowcem budyniowo-jabłkowo-książkowym". Solidnych biograficznych opowieści doczekali się także inni członkowie Republiki: Zbigniew Krzywański (gitara), Sławomir Ciesielski (perkusja), Paweł Kuczyński (bas) i Leszek Biolik (bas od 1991 roku). Fascynujące są opowieści o ich menedżerze Andrzeju Ludewie (to on wymyślił m.in. logo Republiki, o czym więcej w ramce obok), osobistych ochroniarzach, którzy jeździli z nimi na koncerty. Do tego ciekawe opisy kulturalnego środowiska skupionego wokół najważniejszego toruńskiego klubu Od Nowa. Stricte muzycznych historii także nie brakuje. Jak wyglądały pierwsze projekty członków Republiki, chociażby Res Publica, jak kapela nagrywała poszczególne płyty, jak doszło do rozstania w połowie lat 80. i ponownego zejścia dekadę później. Dłuższy fragment zajmuje ciekawa historia wspólnej trasy Republiki z brytyjską legendą punkrocka UK Subs w 1983 roku. Zachodni muzycy byli zachwyceni przyjęciem. Pełno tu anegdot, jak chociażby ta o posypywaniu przez perkusistę UK Subs werbli mąką, by przy uderzeniach unosił się dym albo o balangach w hotelach, między którymi przemieszczali się orbisowskim autokarem. Poza koncertami Republikanie też potrafili narobić szumu. Gnoiński przytacza m.in. opowieść o reportażu z radiowej Trójki z lat 80. Wywołał on protesty słuchaczy radia i doprowadził do powstania listy z żądaniem eksmisji Ciechowskiego z jego domu w Toruniu. Z reportażu można było bowiem dowiedzieć się, że Ciechowski terroryzuje mieszkańców swojej klatki. Decyduje, kiedy można opuścić dom i wrócić, by nie przeszkadzać muzykowi w pracy. Opatrzono go wywiadami z rzekomymi mieszkańcami klatki. Całość okazała się znakomitą mistyfikacją, którą Ciechowski pokazywał, że ma poczucie humoru. Dużo miejsca autor poświęcił solowym płytom Grzegorza, jego filmowym i producenckim osiągnięciom (chociażby płyty Atrakcyjnego Kazimierza i Justyny Steczkowskiej czy nieudanemu dorosłemu debiutowi Krzysztofa Antkowiaka) oraz projektom, w których udzielali się pozostali muzycy Republiki. Także po śmierci Ciechowskiego w 2001 roku. Książka została uzupełniona imponującym kalendarium, dyskografią oraz wieloma zdjęciami, także z archiwów członków kapeli. Dla fanów Republiki jest bez wątpienia najbardziej rozbudowanym kompendium wiedzy o zespole.

Jak rodziła się nasza fonografia

Opowieści o kulisach polskiego przemysłu muzycznego, o tym jak wyglądał w szarych i mrocznych latach 80. i jak rodził się wolny rynek dekadę później, są w "Republika. Nieustanne tango" nie mniej fascynujące niż kulisy kariery autorów "Telefonów" i "Kombinatu".

Gnoiński przekonuje, że jeszcze lata 70. nie były najlepszym okresem dla muzyki rockowej. Nie inwestowano w debiutantów, skupiając się na graniu tego, co już było na topie, artystach pokroju Czesława Niemena. Konkurencję dla niechętnych rozgłośni radiowych i Polskich Nagrań postanowili pod koniec lat 70. stworzyć założyciele ruchu Muzyka Młodej Generacji, wśród których znaleźli się m.in. Walter Chełstowski czy menedżer (m.in. Dżemu) i producent Marcin Jacobson. W ruchu MMG, który zajmował się promocją artystów przede wszystkim przez organizację koncertów, wybili się m.in. Kombi, Krzak i Res Publica. To w MMG zrodził się Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji, czyli festiwal w Jarocinie.

Swoje pierwsze single, m.in. "Kombinat" Republika nagrywała w należącym do Krajowej Agencji Wydawniczej Tonpressie. Gnoiński przytacza w książce kulisy produkcji ówczesnych singli i longplayów. Tonpress był wtedy niezwykle nowoczesny. Zakupił linię do produkcji singli we Włoszech, a na warszawskim osiedlu-sypialni Wawrzyszew otworzył nowoczesne studio nagrań (pierwszą płytą nagraną tutaj była "Czarna Brygada" Brygady Kryzys). Miał też swoje sklepy w stolicy, do których przyjeżdżali fani z całej Polski. Ciekawe, że jak pisze Gnoiński "produkcja singli, od nagrania do wypuszczenia go na rynek, trwała mniej więcej dwa miesiące". Chodzi oczywiście o single 7, na winylach. Produkcja longplayów nie była już tak ekspresowa: "trzeba było czekać na ich wydanie czasami nawet dwa lata, bo zależało to nie tylko od obłożenia produkcji w Pronicie czy Polskich Nagraniach, ale też od ilości granulatu, który przydzielano odgórnie". Dlatego Tonpress tłoczył swoje płyty w Czechosłowacji i ZSRR. Obok Tonpressu działały także PolJazz założony przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe, Wifon związany z polską telewizją i radiem, a do tego firmy polonijne, takie jak Polton (w niej ukazały się "Nowe sytuacje"), Savitor czy Arston. Pierwsza część nakładu "Nowych sytuacji" została wytłoczona z importowanego granulatu, co zapewniło jej doskonałą jakość dźwięku. Płyta imponowała rozkładaną okładką, dobrą jakością papieru, o który wtedy było niezwykle trudno, oraz nadrukiem na naklejce na samej płycie, co było wtedy ewenementem. Potem kolejne dokonania Republiki czy Obywatela G.C. były wydawane nie tylko na winylach, ale też CD, a przede wszystkim na kasetach, które były najpopularniejszym i najtańszym nośnikiem. Mimo gigantycznych sprzedaży artyści nie mieli z tego niemal nic. Jak wyjaśnia Gnoiński: "każdy po uiszczeniu w ZAIKS-ie opłaty licencyjnej mógł wydać dowolny album. Było to piractwo, ale w majestacie prawa. Pomiędzy 1989 a 1991 rokiem, aż 90 procent kaset było takiego pochodzenia". Cytowany Ciechowski wspomina, że płyty Republiki potrafiło wydać kilkanaście firm, bez jego zgody.

W książce przypomniana została także sesja akustyczna Republiki, która inaugurowała cykl Radia Łódź wzorowany na słynnej serii MTV Unplugged. To na niej rozbłysła gwiazda Kayah śpiewającej w chórkach. Wciągające są również opowieści o reklamowym szaleństwie lat 90., w które wpadła Republika. W Polsce pojawiły się wtedy wielkie koncerny i zaczęły sponsorować festiwale (Cin&Cin Jarocin) czy zespoły. Wtedy taka współpraca była pionierska i skutkowała kuriozalnymi efektami. Republika przekonała się o tym, podpisując umowę z Coca-Colą na trasę promującą płytę "Siódma pieczęć". Nie dość, że na scenie wisiały transparenty z logo firmy, a hostessy rozdawały podczas nich napój, to jeszcze Ciechowski musiał o sponsoringu informować ze sceny. Takich zakulisowych smaczków jest w "Republika. Nieustanne tango" bardzo dużo. Dzięki nim książka jest znakomitą opowieścią, nie tylko o zespole Ciechowskiego.

Interesującym dodatkiem do tej książki może być album fotograficzny "Grzegorz Ciechowski - Andrzej Świetlik". Wypełniony jest portretami Ciechowskiego i samej Republiki. Autorem zdjęć jest wspominany wielokrotnie w książce Gnoińskiego, Andrzej Świetlik, który robił Republice zdjęcia od lat 80. do śmierci Ciechowskiego.

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.19600070b.801.jpg@RY2@

fot. z archiwum Z. Krzywańskiego

Wojciech Przylipiak

BIAŁO-CZARNE PASY, CZYLI KONCEPCJA ARTYSTYCZNA

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.19600070b.803.jpg@RY2@

Republika była pierwszym zespołem na naszym rynku, który wymyślił wokół siebie tak wyrazistą koncepcję artystyczną, image. Pomysł na biało-czarne pasy, które ozdobiły ich debiut "Nowe sytuacje" z 1983 roku (na zdj.) i stały się symbolem zespołu, został zaczerpnięty z okładki singla wokalisty Joeego Jacksona, którą muzycy zobaczyli na kompilacji "No Wave". Zespół dołożył do tego ascezę w dźwiękach, bez solówek, podobne stały się teksty Ciechowskiego, który odrzucił nadmierną metaforykę i patos. Członkowie zespołu mieli świadomość nowej jakości swojej muzyki. Cytowani w biografii zdradzają, że w studiu sami mówili: "Kurwa, nikt w Polsce tak nie gra, to musi być zajebiste".

Do tego doszła gadżetowa otoczka. Był wydawany fanzin, gazetka z tekstami i informacjami o zespole. Pasy z logo zespołu znalazły się również na gigantycznej fladze rozwieszanej podczas koncertów Republiki i znaczkach (pinach), które zespół w ogromnej liczbie sprzedawał na swoich koncertach. Bywało też, że rozrzucał je wśród publiczności. Nawet menedżer zespołu Andrzej Ludew miał wizytówkę w biało-czarne pasy. To on wymyślił specyficzny krój pisma, republikarycę, nawiązujący do złączonych liter z logo Solidarności. Ludew, jak pisze Gnoiński, zmienił też sposób ubierania muzyków. W tym celu "zabrał ich na Ciuchy do Rembertowa, najmodniejszy bazar w Polsce". Na scenie wyciągał z kolei kolorowe filtry z reflektorów. Zespół miał być biało-czarny nawet podczas koncertów.

WP

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.19600070b.804.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.