Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

W wolnej chwili

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Gboyega Adelaja, Odion Iruoje, Livy Ekemezie, Oby Onyioha, Ofege - nie będę ukrywał, że to wykonawcy dla mnie egzotyczni. Do czasu, aż poznałem składankę wydaną przez brytyjską niezależną wytwórnię Soundway. W swoim katalogu ma m.in. płyty afrykańskich mistrzów funky, afrobeatu. Zgodnie z nazwą miks wykonawców w zestawieniu "Doing It in Lagos..." idealnie sprawdzi się na parkiecie. Różne odmiany dyskotekowego grania w afrykańskiej aurze spodobają się fanom amerykańskiego funky, RnB i disco z lat 70. Słychać, że z tego czerpali afrykańscy artyści. Są tu syntezatory i automaty perkusyjne, ale też doskonałe linie basu i rytmiczne gitary. To skarbnica niesamowitych dźwięków. Teraz już wiem, że Odion Iruoje to jeden z najważniejszych producentów w historii afrobeatu, człowiek, który pomógł zrobić karierę Fela Kutiemu, a do tego świetny raper. A wokalistka Oby Onyioha jest autorką największego hitu nigeryjskiej sceny, doskonałego "Enjoy Your Life", który też znalazł się na tej liczącej ponad 20 utworów kompilacji.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.19600080b.101(c).gif@RY2@

Dropkick Murphys, bostońska formacja bazująca na przyśpiewkach rodem z irlandzkiego pubu, ma już ponad dwudziestoletni staż, ale po raz pierwszy nagrali płytę poza rodzinnym miastem. Udali się do Teksasu, ale na ich twórczość ostatecznie nie miało to większego wpływu. Banjo, harmonia, mandolina, harmonika czy dudy - Dropkick Murphys nie pierwszy raz używają takich instrumentów. Na "11 Short Stories...", nie stworzyli nowej jakości ani nie spenetrowali nowych muzycznych rejonów. To ciągle zagrany z punkową energią celtycki folk, w wykonaniu Dropkick Murphys brzmiący jak stadionowe albo knajpiane przyśpiewki. Kwintesencją tego stylu jest ich wersja songu "Youll Never Walk Alone" - niekoniecznie przeznaczona dla kibiców FC Liverpool, a raczej dla wszystkich walczących z przeciwnościami losu. Tym razem bowiem bostończycy dołożyli do swojej muzyki zaskakująco poważne, czasami podnoszące na duchu teksty, w dużej mierze inspirowane działalnością ich własnej organizacji charytatywnej, pomagającej m.in. dzieciom z rodzin wykluczonych. Wiernym fanom powinno się spodobać.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.19600080b.802.jpg@RY2@

Brytyjska grupa rockowa You Me At Six na swoim piątym krążku częstuje energiczną i chwytliwą muzyką. Podczas jazdy samochodem może spowodować mocniejsze wciśnięcie gazu, a w domu raczej nie pomoże się zrelaksować, ale podniesie ciśnienie. "Night People", podobnie jak wcześniejsze krążki kapeli Josha Franceschiniego, mają poprockowy ładunek, który nie jest żadną nowością w gitarowym świecie. Oparte na niespecjalnie wymyślnych riffach granie mało ma wspólnego z nowatorstwem, alternatywą. Ot, rock dla mas. Czasami niestety brzmi, jakby był soundtrackiem dla nieznośnego romantycznego filmu dla nastolatków (numer "Heavy Soul"). Ale bywa też surowy (tytułowy "Night People"), zróżnicowany rytmicznie ("Cant Hold Back") albo rockowo przebojowy ("Make Your Move"). You Me At Six potrafią przyciągnąć uwagę, kiedy bawią się surowo w stylu Foo Fighters. Gorzej, kiedy skręcają w stronę niemal popową. Wydaje się, jakby zespół wciąż szukał swojej drogi. Nie jest jeszcze wystarczająco agresywny, by spodobać się fanom hardrocka. Drugimi 30 Seconds to Mars też nie zostaną. Na razie są w rozkroku.

Wojciech Przylipiak

@RY1@i02/2017/009/i02.2017.009.19600080b.803.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.