Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Karnawał wolności

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

ESEJE Dlaczego przed półwieczem Zachód stracił nagle grunt pod stopami, czyli dwie wartościowe, niemal encyklopedyczne książki (nie tylko) o kontrkulturowej rewolucji

Od czasu kontrkulturowego boomu mija z grubsza licząc półwiecze, ale niewiele późniejszych wydarzeń dorównuje mu skalą, intensywnością, różnorodnością i cywilizacyjno-politycznymi konsekwencjami. Jesień ludów 1989 roku i upadek berlińskiego muru? Być może - chociaż waży chyba o tym uznaniowo środkowoeuropejski punkt widzenia. 11 września 2001 roku? Niewykluczone, choć w tym wypadku raczej jako wyrazisty symbol końca epoki, która wzięła swój początek w latach 60. XX wieku na ulicach Paryża, Londynu, San Francisco.

Kontrkulturę - a w jej obrębie hasła wolnej miłości, ruch hipisowski i antywojenny, fascynację filozofią i mistyką Wschodu, postulaty feminizmu, antyrasizmu, antypedagogiki, antypsychiatrii i swobodnego dostępu do narkotyków, lewicowy zapał rewolucyjny, wreszcie: niebywały rozkwit popkultury, a właściwie jej drapieżny, ryzykowny i udany skok ku sztuce wysokiej - spowija aura mitu. Z jednej strony jest to idealistyczny mit o tym, że ludzkość w XX wieku tylko raz, przez parę krótkich lat, miała szansę wydźwignąć się z duchowego upadku i wypełnić treścią postulaty wolności, równości i braterstwa. Z drugiej strony jest to konserwatywny mit o tym, że kontrkultura zatruła świat Zachodu kultem młodości i cielesnego piękna, jałową seksualnością, egoistyczną konsumpcją, protetyczną, supermarketową religijnością oraz bezkrytycznym uwielbieniem okazywanym Innemu. Nie rozstrzygając, który z owych mitów jest prawdziwy (raczej żaden), pozwalam sobie polecić dwie lektury oscylujące wokół tego tematu.

Eseje "All You Need Is Love. Szkice z życia kontrkultury" Jerzego Jarniewicza nie mają wprawdzie ambicji encyklopedycznych, ale traktują - uważnie, sumiennie i z literackim biglem - o tak wielu aspektach owej obyczajowej i politycznej rewolucji, że można je czytać jako wstęp do całkiem głębokich studiów nad dziedziną. Sporo miejsca Jarniewicz poświęca emblematycznym postaciom ówczesnej sceny muzycznej, Beatlesom, Rolling Stonesom, Bobowi Dylanowi, Patti Smith. Jego poetycka i translatorska erudycja pozwala dostrzegać detale (dotyczące choćby ironicznych komunikatów zaszyfrowanych w Beatlesowskich piosenkach uznawanych naiwnie za generacyjne hymny), które umykają przeciętnemu zjadaczowi chleba. Ale równie ciekawie pisze autor o spontanicznych ruchach miejskich, pokazowych procesach wytaczanych z absurdalnych przesłanek działaczom kontrkulturowym, o tym, czym się różnili yippisi od hipisów i diggersów, o eksperymentalnym teatrze i farmakologicznie podkręcanej psychodelii, no i - rzecz oczywista - o końcu wiary w utopię i utracie złudzeń. Tę książkę łyka się jednym tchem.

"Londyn 1967" Piotra Szaroty także czyta się ze sporą przyjemnością. Autor, psycholog i kulturoznawca, postanowił podejść nietypowo do kulturowej historii Europy, ujmując ją w formie po części kalendarium, po części biograficznego korowodu postaci, które w danym momencie i w danym miejscu decydowały o jej obliczu. W 2013 roku wyszedł jego "Wiedeń 1913", teraz przyszedł czas na "swingujący Londyn" sprzed pięciu dekad. Książka Szaroty, napisana z wdziękiem, humorem i nietuzinkową wiedzą, to prawdziwa kopalnia informacji o niezwykle wpływowej fabryce trendów i mód, jaką była wówczas stolica Wielkiej Brytanii - nie mniej ważna dla narodzin i kształtowania się kontrkultury niż wielkie metropolie Stanów Zjednoczonych. W pewnym sensie w ciągu wspomnianego 1967 roku spotkali się albo minęli w Londynie praktycznie wszyscy ci, którzy dali swoje twarze antysystemowemu buntowi.

Jedyny problem, jaki mam z tym wartościowym tekstem, jest taki, że londyńska aglomeracja liczyła sobie w tym czasie prawie osiem milionów mieszkańców, tymczasem z książki Szaroty można by wywnioskować, że tych mieszkańców było może pięciuset. Jego pomysł, by układać kolaż wyłącznie z żywotów celebrytów, artystów i intelektualistów, ma tę wadę, że ignoruje szeroki kontekst wydarzeń oraz społeczną dynamikę miejsca (tego błędu nie popełnia Jarniewicz w swoich szkicach) - tak jakby świat, w którym żyli bohaterowie "Londynu 1967", był jedynie czymś w rodzaju fototapety. Owszem, to bardzo ciekawe, co w maju 1967 roku robili Andy Warhol, David Hockney, Paul McCartney, Oskar Kokoschka i Leonor Fini, jak losy różnych fascynujących postaci epoki przeplatały się i wpływały na siebie wzajemnie, ale mimo wszystko jest to wycinanka, przy powstawaniu której spora część papieru ląduje w śmietniku.

Esejom Jarniewicza można z kolei postawić zarzut, który w zasadzie zarzutem nie jest: otóż cała jego książka to list miłosny kochanka spóźnionego o całe pokolenie. Z miłością naturalnie nie ma żartów - toteż i tonacja "All You Need Is Love" ma w sobie wiele idealizmu, powagi i zaangażowania, a mało dystansu. Z drugiej strony jest to afekt silnie nostalgiczny, świadomy, że tamta młodzieńcza eksplozja była jednorazowa i niepowtarzalna, niczym ruchome święto, które pojawiło się i znikło z kalendarza; do dziś na różne sposoby konsumujemy dorobek kontrkulturowego przewrotu - sporą część tego dorobku społeczeństwa Zachodu zaliczyły do kanonu swoich podstawowych wartości - konsumujemy go jednak ze świadomością, że przyjemność z jego tworzenia czerpali inni; że to, co dla nas ma powszedni smak, dla ludzi pokolenia lat 60. miało wymiar zarazem karnawałowej, anarchizującej zabawy i wielkich odkryć egzystencjalnych. Czy będziemy umieli się zbuntować jak oni, kiedy ktoś przyjdzie nam to wszystko zabrać?

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600050c.801.jpg@RY2@

fot. Harry Herd/Redferns/Getty Images

Further - hipisowski autobus, którym jeździli Ken Kesey i jego wyznawcy

Piotr Kofta

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600050c.802.jpg@RY2@

@RY1@i02/2017/004/i02.2017.004.19600050c.803.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.