Jak mało kto rozumiał polskość
G dyby trzeba było wytłumaczyć przedstawicielom pozaziemskiej cywilizacji, czym jest ten dziwaczny kraj nad Wisłą i jego specyficzni mieszkańcy, wystarczyłoby dać im do posłuchania Jacka Kaczmarskiego, dorzucając kilka jego powieści. Bo żeby o czymś opowiedzieć, najpierw trzeba to zrozumieć, a Kaczmarski rozumiał Polskę jak mało kto. Inna sprawa, że Polska nie zawsze rozumiała jego. Na przykład, gdy po wybuchu stanu wojennego – zamiast widnieć dumnie na indeksie bez możliwości występowania albo siedzieć w „internacie” – został na emigracji we Francji.
Etykieta barda Solidarności była o tyle krzywdząca, że sprowadzała artystę wielowymiarowego do szufladki grajka zaangażowanego politycznie
Szybciej zdarł głos niż łatkę barda Solidarności, przypiętą mu z powodu nieszczęsnych „Murów” – przez to, że były opacznie odczytywane, nazwał je swoją największą klęską. Etykieta barda „S” była o tyle krzywdząca (choć sympatykiem Solidarności był), że sprowadzała artystę wielowymiarowego do przyciasnej szufladki grajka zaangażowanego politycznie. A to była tylko jedna z wielu twarzy Kaczmarskiego. Artysty osobnego i niepokornego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.