Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Przeżyli własną śmierć

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Od strachu przed śmiercią gorsza była świadomość, do jakich okrucieństw zdolny jest człowiek. Ale trzeba było się pozbierać i żyć dalej

Janina Chmielińska, 1944 r.

Janina Chmielińska, obecnie s. Urszulanka, w Powstaniu miała 17 lat, była sanitariuszką w Zgrupowaniu „Kryska”. 18 września 1944 roku na Czerniakowie stała pod ścianą śmierci. Widziała, jak Niemcy mordowali bezbronnych ludzi, wcześniej zadając im mnóstwo bólu. Zanim padły strzały, jeden z żołnierzy niemieckich pchnął ją z całej siły. Poleciała w tłum kobiet i dzieci, którym tym razem darowano życie. Padła seria z karabinów maszynowych. Wszyscy stojący pod ścianą zginęli. Ona ocalała.

Barbara Gancarczyk z d. Piotrowska, w Powstaniu miała 21 lat, była sanitariuszką batalionu „Wigry”, który walczył na Starówce. Ostatnia schodziła z pola walki, do końca próbowała ratować każdego rannego. Była świadkiem wybuchu niemieckiego transportera przy ulicy Kilińskiego, spod stert ludzkich szczątków wyciągała tych, którzy dawali oznaki życia. Kiedy zapadła decyzja o ewakuacji Powstańców kanałami, ona została, by do końca opiekować się najciężej rannymi. Z płonących piwnic wynosiła tych, którzy o własnych siłach nie byli w stanie się poruszać. Razem z przyjaciółką, sanitariuszką Janiną Gruszczyńską, nosiły ich do szpitala na Długiej 7. Tam 2 września była świadkiem niemieckiej zbrodni, bestialskiego mordu setek bezbronnych, ciężko rannych ludzi. Tego dnia jej świat legł w gruzach.

Zbigniew Galperyn Powstanie zaczął na Woli, miał 15 lat, był strzelcem w batalionie „Chrobry”. Po ciężkich walkach o Arsenał przeszedł na Starówkę. Wiele razy ocierał się o śmierć, ale kule go oszczędzały, chociaż szedł im naprzeciw. W Pasażu Simonsa został ciężko ranny w obie nogi. Po operacji na żywca przeniesiono go do szpitala polowego w kościele św. Jacka. Tam przeżył tragiczne w skutkach bombardowanie, które zdziesiątkowało pacjentów. Potem do szpitala weszli Niemcy, rozstrzelali personel i lżej rannych. Najciężej rannymi nie zawracali sobie głowy, rozlali benzynę i podpalili, skazując wszystkich na okrutną śmierć w płomieniach. Wśród nich był Zbigniew Galperyn. Uratowała go pielęgniarka, która sama cudem ocalała. Rzuciła mu na twarz mokrą szmatę, ciągnęła go przez duszącą ścianę dymu i słupy ognia. Jeden raz odezwała się do niego: – Jesteś za młody, żeby umierać – powiedziała. Leżał wśród gruzów, patrząc na płonący i walący się kościół. Ci co zostali tam, spłonęli żywcem albo zostali przygnieceni przez gruz. Dopiero po czterech dniach nadszedł ratunek. Ocalał…

Przeżyli, chociaż śmierć była tuż obok. Łatwiej było wyleczyć rany na ciele, gorzej było z tymi w psychice. Nie da się usunąć z pamięci tragedii, których byli świadkami. Zapomnieć o bliskich i kolegach, którzy zginęli.

Siostra Janina Chmielińska przez wiele lat nie była w stanie wracać do tamtych tragicznych zdarzeń. Każde najmniejsze wspomnienie bolało. Nie do zniesienia były obrazy, filmy czy słowa przypominające o wojnie i Powstaniu. Udało jej się wreszcie uporać z przeszłością. Wie, że opowiadanie o tamtych dniach to obowiązek wobec tych, którzy Powstania nie przeżyli, ale również w stosunku do tych, którzy przyjdą po nas.

Barbara Gancarczyk w tym roku skończyła 95 lat. Po wojnie pracowała jako architekt w Biurze Odbudowy Stolicy, następnie w biurze projektowym. To, co w Powstaniu przeżyła i widziała, nie dało się zapomnieć. Chociaż dzisiaj jest szczęśliwą mamą, babcią i prababcią, to długo zastanawiała się, czy powinna mieć dzieci, żeby nie skazać ich na cierpienie, jakiego sama doświadczyła i była świadkiem. – Należę do pokolenia, którego dzieciństwo i wczesna młodość upłynęły przed wojną. Uczono nas miłości do Ojczyzny i jej historii, wrażliwości i szacunku do drugiego człowieka. Zetknięcie z okropnościami wojny, zrujnowało moje dotychczasowe życie. Od strachu przed śmiercią gorsza była świadomość, do jakich okrucieństw zdolny jest człowiek. Myślałam, że po tym, co przeżyłam nigdy nie będę radosną dziewczyną, że zapomnę co to śmiech. Młodość ma swoje prawa, trzeba było się pozbierać i żyć dalej. Wróciłam do ideałów młodości. Starałam się uczciwie pracować, być przyzwoitym człowiekiem i dobrą Polką. Na tym też polega współczesny patriotyzm. My, Powstańcy, nie czujemy się bohaterami, spełnialiśmy swój obowiązek. Każde czasy stawiają przed człowiekiem inne wyzwania i wymagają innego bohaterstwa – mówi pani Basia.

Zbigniew Galperyn przed wojną marzył o karierze sportowej, nie pozwoliły na to rany odniesione w Powstaniu. Porzucone marzenia o sporcie zastąpiły inne. Jego pasją stała się nauka i praca. Skończył Wydział Prawa i Administracji UW. Po tragicznym trzęsieniu ziemi w Skopie, w 1963 roku, pracował w zespole opracowującym plan zagospodarowania przestrzennego miasta. Jest autorem wielu artykułów naukowych i książek. O tym, co przeżył i widział w Powstaniu, nigdy nie zapomniał, nawet nie próbował. Po przejściu na emeryturę stał się bardzo aktywnym działaczem kombatanckim, jest wiceprezesem Związku Powstańców Warszawskich. Każdego dnia daje świadectwo, utrwalając pamięć o tamtych dniach, bohaterstwie żołnierzy i cywilów.

Autorka jest wolontariuszem-przewodnikiem w Muzeum Powstania Warszawskiego oraz autorką książek opisujących losy uczestników i świadków wydarzeń z okresu okupacji i Powstania Warszawskiego.

Zdjęcia z prywatnego archiwum autorki

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.