Pacjent wypisany, rodzina pogrąża się w kryzysie
Koronawirus obnażył istniejący od lat problem: brak skoordynowanej opieki długoterminowej i wsparcia dla opiekunów rodzinnych
Dagny Kurdwanowska przez rok była opiekunem rodzinnym trzech osób: umierającej na raka mamy, babci, której nie potrafiono zdiagnozować i taty z alzheimerem. Dziś został tylko tata. – Ostatnie miesiące oznaczały dla mnie niewyobrażalne zmęczenie psychiczne i fizyczne. Najgorsze, że jakoś to znosimy. My, czyli ludzie w podobnej sytuacji. A powinniśmy walnąć pięścią w stół, by ktoś na górze pomyślał o zmianach – mówi. Potrzebne są działania ponadresortowe, łączące kompetencje ministerstwa zdrowia i rodziny. Wzorem powinna być opieka hospicyjna, gdzie działają zespoły składające się z lekarza, pielęgniarki, psychologa, rehabilitanta. Ich zadaniem jest nie tylko pomoc choremu, lecz także przeszkolenie rodziny, również pod kątem tego, gdzie wypożyczyć wózek czy koncentrator tlenu. Pielęgniarki pokazują, jak umyć włosy osobie leżącej czy zmienić pampersa, by nie zrobić krzywdy. Zespół czuwa, można się kontaktować z lekarzem. – Dziś opiekunowie rodzinni to często specjaliści najwyższej klasy. W trzy sekundy rozpoznają odleżyny, podadzą zastrzyk w wychudzone ciało. Jednak tę wiedzę zdobywają etapami, najpierw są jak dzieci we mgle, szukając po znajomych, w internecie. Owszem, jest pielęgniarka środowiskowa, jest pomoc z MOPS, ale to za mało. Każda z tych osób wykonuje wycinek pracy, a tu potrzeba holistycznego podejścia – mówi.
Dostała kilka dni
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.