Polski lek na COVID-19 w zawieszeniu od ośmiu miesięcy
Osocze nie działa – przekonują brytyjscy naukowcy. Mimo to prace nad lekiem z płynnego składnika krwi trwają. Choć z problemami: brakuje pacjentów, którzy wzięliby udział w badaniach klinicznych
We wrześniu zeszłego roku Biomed Lublin na wyrost ogłosił, że ma pierwszy lek na COVID-19. Posypały się wówczas gromy – eksperci wskazywali, że to nie lek, a co najwyżej kandydat na niego. Firma przekonywała, że zaczynają się badania kliniczne i lada moment będą wyniki, które pozwolą wprowadzić specyfik na rynek. Minęło osiem miesięcy, a badanie trwa, i to z problemami. Głównym powodem są trudności... z rekrutacją chorych.
Kluczowe, jak tłumaczy w rozmowie z DGP prof. Krzysztof Tomasiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych UM w Lublinie, który kieruje badaniami, jest podanie preparatu w odpowiednim momencie rozwoju choroby. Nie można tego zrobić ani za wcześnie, ani za późno – efektem działania immunoglobuliny przygotowanej na bazie osocza ozdrowieńców miałoby być powstrzymanie rozwoju choroby i niedopuszczenie do zaostrzenia stanu pacjenta do punktu, w którym wymagałby np. pomocy respiratora.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.