Szczepionka chroni, ale inaczej, niż nam się to wydawało
Laboratoria odnotowują pozytywne wyniki na COVID-19 u osób po szczepieniu. To jednak nie dowód na brak skuteczności preparatów
W Laboratorium Diagnostyki Molekularnej Narodowego Instytutu Leków przeprowadzono mały eksperyment. Gdy mąż jednej z pracownic, która przyjęła dwie dawki szczepionki, zachorował na COVID-19, kobiecie trzykrotnie zrobiono test PCR na SARS-CoV-2. Pierwszy w dniu, kiedy dowiedziała się, że mąż jest zakażony. Dał wynik negatywny. Po kilku dniach wynik testu był niejednoznaczny. Po tygodniu od pierwszego trzeci test wyszedł już pozytywny. Kobieta była bezobjawowa. Jak tłumaczy dr n. farm. Iza Książek, zastępca dyrektora ds. badań kontrolnych Narodowego Instytutu Leków, może to potwierdzać hipotezę, że choć osoba zaszczepiona jest chroniona przed skutkami zakażenia, ciężkim przebiegiem choroby i powikłaniami, to może zakażać innych. – W tym przypadku stwierdziliśmy stan wiremii: powielanie się wirusa w organizmie zakażonej. Brak objawów może świadczyć o właściwym przygotowaniu organizmu do obrony – tłumaczy. I dodaje, że obecność wirusa w organizmie osoby zaszczepionej nie jest dowodem na brak skuteczności szczepionki. Ta ma chronić przed ciężkimi objawami choroby i śmiercią.
Dziś brak wystarczających informacji potwierdzających lub wykluczających zdolność do zakażania innych przez osoby zaszczepione. Historia z NIL nie stanowi dowodu naukowego. Ale że nie mamy gwarancji na to, że nie zakażamy po szczepionce, nadal powinniśmy nosić maseczki, dopóki większość osób nie będzie już chroniona i nastąpi wyraźny spadek zachorowań .
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.