Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Zdrowie

Rejestr in vitro

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Pieniądze z budżetu państwa na procedury sztucznego zapłodnienia nie zamykają listy problemów z tym związanych. Musimy mieć pełną wiedzę o liczbie zabiegów i ich skutkach – apelują eksperci

Marta Górna, prezeska Stowarzyszenia „Nasz Bocian”, które od lat zajmuje się problemem leczenia niepłodności, podkreśla, że konieczny jest rejestr procedur rozrodu wspomaganego medycznie. – To sprawa, obok finansowania, fundamentalna – wtóruje prof. Rafał Kurzawa, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii. W Polsce dane o tym, ile dzieci się rodzi z in vitro, jaka jest skuteczność procedur i jaki jest stan zdrowia matek, są zbierane dobrowolnie przez PTMRiE na rzecz organizacji europejskich. – A to podstawa, by wiedzieć, co państwo finansuje. Szkoda, że nie ma tego w projekcie, nad którym pracuje Sejm – dodaje prof. Kurzawa. Jak podkreśla dr Anna Janicka z PTMRiE, obowiązkowe rządowe rejestry są w 23 państwach Europy: od Bułgarii przez Czechy, Słowenię, Niemcy, Francję po kraje skandynawskie. Zdaniem ekspertów koszt rejestru mógłby się zmieścić w ramach budżetu, który jest określony w obecnym projekcie (500 mln zł rocznie).

W Polsce kwestia rejestru była dyskutowana podczas tworzenia ustawy o leczeniu niepłodności w 2015 r. Jak mówią nasi rozmówcy, wszystko się rozbiło o to, kto ma go sfinansować. Potem machnięto na to ręką. Najważniejsze było, by ustawa przeszła.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.