Zbyt tanie leki znikają z rynku
Dlaczego od początku roku chorzy nie mogą kupić niektórych leków, m.in. insulin czy heparyn?
Ma to związek z wejściem w życie w styczniu ustawy refundacyjnej. Zgodnie z nią ceny wszystkich produktów musiały być negocjowane przez Ministerstwo Zdrowia z ich producentami. W efekcie ceny niektórych specyfików radykalnie spadły i są najniższe w Europie. Chodziło o interes pacjenta, ale także o ograniczenie wydatków NFZ, którego budżet na refundację leków jest ograniczony. Ich niskie ceny rodzą jednak pokusę, aby wywozić je za granicę, np. do Niemiec, gdzie kosztują one znacznie drożej.
Kto na tym zarabia?
Jest to działalność prowadzona przez niektóre hurtownie, a nawet przez apteki. W przypadku hurtowni jest ona całkowicie legalna. Inaczej jest w przypadku aptek, które mogą zaopatrywać jedynie pacjentów, a nie wolno im odsprzedawać leków hurtowniom. Ustawa refundacyjna spowodowała, że ich marże, a tym samym również zyski, spadły, wzrosła więc motywacja do szukania przychodów z innych źródeł. W ten sposób doszło jednak do wylania dziecka z kąpielą. Obniżki cen miały służyć pacjentom, ale co im po leku, który jest tani, ale nie mogą go kupić.
Jednak wywozu leków za granicę nie można zakazać, bo jest to procedura w Unii Europejskiej całkowicie legalna.
To prawda i nie jest możliwe wprowadzenie odgórnych ograniczeń, istniejące ograniczenia regulacyjne (formalne) nie stanowią zapory. Zgodnie z obowiązującym w UE prawem konkurencji i z zasadą swobodnego przepływu towarów producent leku nie ma i nie może mieć kontroli nad tym, co się dalej dzieje z lekiem po tym, jak producent go sprzedał do niezależnej hurtowni.
Nie da się zmienić unijnego prawa, więc co można zrobić, aby zatrzymać te leki w kraju?
Nie widzę innego sposobu niż podniesienie ich ceny do poziomu, który sprawi, że ich wywóz stanie się mniej opłacalny. Ministerstwo Zdrowia posiada informacje, których produktów ten problem dotyczy, bo ich producenci, ubiegając się o refundację, przedkładali dane o ich cenach w innych krajach UE. Myślę, że w takich przypadkach warto się zastanowić razem z producentami, jakiego rodzaju podwyżka cen i na jakich warunkach jest możliwa, tak aby wilk był syty i owca cała. W ustawie refundacyjnej jest uregulowana odpowiednia procedura, tzw. postępowanie w przedmiocie podwyższenia ceny. Nie trzeba więc zmieniać przepisów.
Tyle że te ceny były negocjowane i producenci się na nie zgodzili. Czy nie mogli tych wątpliwości zgłosić na etapie negocjacji?
To nie były zwykle negocjacje, takie, jakie prowadzi się w przypadku umów cywilnoprawnych. Te były prowadzone w trybie postępowania administracyjnego, gdzie organ prowadzący postępowanie ma uprawienia władcze oraz dodatkowo pod presją czasu. Myślę, że w wielu przypadkach nie dostrzeżono tego problemu, że drastyczna obniżka cen uderzy rykoszetem w pacjentów.
Czy wyższe ceny nie uderzą w nich jeszcze bardziej? Pewnie konieczny będzie wzrost współpłacenia pacjenta?
Niekoniecznie. To, ile pacjent płaci w aptece, zależy od ceny urzędowej, ale też od limitu finansowania, czyli tej części ceny, która jest finansowana, w całości lub w części, ze środków NFZ. Ministerstwo Zdrowia ma pośrednio wpływ na wysokość limitu, choćby poprzez uprawienie do tworzenia grup limitowych – obecnie często dużych, obejmujących wiele leków, co skutkuje większym współpłaceniem pacjenta za te najdroższe w grupie.
Jak należałoby go zmienić, żeby cena leku wzrosła, ale nie kosztem chorych?
Udział pacjenta w sfinansowaniu danego leku ma szansę utrzymać się na zbliżonym poziomie, jeśli limit w danej grupie leków, czyli udział płatnika w jego finansowaniu, wzrośnie. Oczywiście konsekwencją tego będzie wzrost wydatków NFZ na refundację leków, ale myślę, że warto go rozważyć, żeby zwiększyć dostępność leków, które są zagrożone wywozem.
Fot. Wojciech Górski
Monika Duszyńska, partner w CMS Cameron McKenna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.